fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Moralność nie zależy od wiary

Związek między religijnością a jakością życia istnieje – przekonuje publicysta
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Prawica i Kościół z premedytacją przekłamują historię.

Kościół jest jedynym depozytariuszem systemu wartości, który w Polsce jest powszechnie znany. Kto podnosi rękę na Kościół, chce go zniszczyć, ten podnosi rękę na Polskę". „Co jest po drugiej stronie? Jest urbanopalikotyzm, nihilizm" – mówił Jarosław Kaczyński w trakcie ostatniej kampanii wyborczej.

W ten sposób przywołał stary, lecz wciąż żywy mit prawicy: religia i kultywujący ją Kościół są jedynymi gwarantami norm moralnych. Poza katolickim światopoglądem nie ma alternatywy. Negacja religii i wystąpienie z Kościoła są równoznaczne z wyrzeczeniem się wartości. Życie bez Boga i praktyk religijnych do życie w grzechu. Społeczeństwa zsekularyzowane trapione są przez plagę przestępczości, bo wraz z rolą kościoła upadły normy moralne, których był strażnikiem.

Dla prawicowych publicystów wciąż żywe jest pytanie Dostojewskiego: „skoro Boga nie ma, to czy wszystko wolno"? I na to pytanie odpowiadają jednoznacznie: ludzie bez wiary to ludzie bez norm moralnych. Jedynie religia trzyma grzesznych ludzi w ryzach moralności. Tylko Kościół, piętnując grzech, powstrzymuje nas od występków i zbrodni. Ateiści pozbawieni są moralności. Po drugiej stronie jest tylko nihilizm.

Czy to prawda? Twierdzenie prawicy dość łatwo zweryfikować. Europa jest kontynentem stosunkowo jednolitym o spójnych kulturowych korzeniach. Państwa UE na tle zróżnicowanego świata reprezentują dość wyrównany poziom rozwoju cywilizacyjnego, stopnia zamożności, nierówności społecznych, edukacji i pochodzenia etnicznego. System prawny jest zbliżony we wszystkich krajach Unii. Jednocześnie kontynent jest bardzo zróżnicowany pod względem popularności wiary. W Unii Europejskiej znalazły się zarówno kraje, w których przewagę mają wierzący (Polska, Rumunia, Portugalia), jak i państwa, gdzie zdecydowaną większość stanowią ateiści (Szwecja, Czechy). W jednych dominują protestanci, w innych katolicy lub prawosławni. W paru krajach rola Kościoła katolickiego jest bardzo silna, w innych marginalna. Jeśli prawica ma rację, to sprawa jest prosta – wszędzie tam, gdzie religia jest w odwrocie, a „normy nie obowiązują", tam częstszy grzech, a „brak norm" powinien przejawiać się wyższą przestępczością.

Niejedno imię

Kościół podaje jako swych członków wszystkich ochrzczonych. Część z nich traci wiarę, zostając ateistami, część nadal wierzy w Boga, lecz odeszła od instytucjonalnego Kościoła. By uwzględnić różnorodność postaw wobec wiary i Kościoła, uwzględniłem w analizie porównawczej krajów cztery podstawowe zmienne: procent członków Kościoła (GUS za statystykami Watykanu), procent deklarujących się jako osoby wierzące jakiegokolwiek wyznania, procent deklarujących się jako katolicy i odsetek praktykujących – modlących się codziennie (PAW Research).

Jako wskaźnik demoralizacji i upadku norm moralnych przyjąłem liczbę morderstw na 100 tys. mieszkańców oraz liczbę rozwodów. Porównania międzynarodowe przestępczości są trudne, bo zależą od systemu prawnego danego kraju, a co najważniejsze, chęci obywateli do zgłaszania przestępstw policji. Dlatego statystyki zabójstw jako stosunkowo obiektywne są najlepszym wskaźnikiem stopnia przestępczości.

Wyniki nie zaskakują. Stopień religijności nie ma żadnego wpływu na poziom przestępczości. Nie ma istotnego związku pomiędzy jakąkolwiek z czterech przyjętych miar religijności (formalne kryterium członkostwa w Kościele, odsetek wierzących, odsetek zdeklarowanych katolików, intensywność praktyk religijnych) a poziomem przestępczości.

Jedynym czynnikiem związanym z religijnością na istotnym statystycznie poziomie jest liczba rozwodów. Im większy odsetek osób wierzących, im głębiej ta wiara jest wyznawana (codzienna modlitwa), tym mniej rozwodów. Wiara i praktyki religijne wyjaśniają w 17 proc. i 13 proc. zjawisko powszechności rozwodów w danym społeczeństwie. To stosunkowo dużo jak na praktykę socjologii. Rozwody nie zależą jednak od formalnej przynależności do Kościoła. Ani odsetek ochrzczonych ani udział katolików nie ma wpływu na trwałość małżeństw. Kościół katolicki i w tym przypadku wydaje się bezradny. Powszechne poczucie moralnej wyższości wśród osób wierzących jest nieuzasadnione.

Wiara a jakość życia

Jeśli wiara nie wpływa na moralność, to może czyni ludzi szczęśliwszymi? Przecież obietnica życia wiecznego, odpuszczenia grzechów, przekonanie, że życie ma metafizyczny sens, a na koniec czeka nagroda w postaci raju, powinna czynić ludzi bardziej zadowolonymi. Tak nie jest. Poziom religijności, jakkolwiek mierzony, nie ma żadnego wpływu na subiektywne poczucie szczęścia. Na pytanie: Jak bardzo jesteś szczęśliwy, żyjąc w swoim kraju?' (PEW Research 2018) tak samo odpowiadają mieszkańcy krajów, gdzie religia jest powszechna, jak i tych, gdzie zanika.

Istnieje natomiast związek pomiędzy religijnością a jakością życia mierzoną obiektywnymi wskaźnikami. Jest to silny związek negatywny: im bardziej religijny naród, tym niższa jakość życia.

„Wskaźnik szczęścia" został opracowany przez jedną z agend Organizacji Narodów Zjednoczonych, by móc porównać poziom życia pomiędzy krajami, uwzględniając czynniki pozaekonomiczne. Poza realnym PKB na jednego mieszkańca także oczekiwaną długość życia w zdrowiu, dostęp do opieki medycznej, bezpieczeństwo zatrudnienia, relacje rodzinne, a także poziom korupcji czy przestrzeganie swobód obywatelskich.

Tak rozumiane „szczęście" nie zależy od liczby osób deklarujących się jako katolicy. Wyraźnie zależy jednak od odsetka wierzących i intensywności praktyk religijnych, niezależnie od dominującego wyznania (prawosławni, protestanci, katolicy). Im bardziej popularna jest wiara w danym kraju, tym gorsza jakość życia jego mieszkańców. Kraje katolickie wyraźnie wyróżniają się negatywnie na tle pozostałych. Odsetek katolików w danym kraju determinuje 65 proc. zjawiska „nieszczęścia" jego mieszkańców. Im więcej katolików, tym niższa jakość życia.

Powyższe analizy napawają optymizmem. Jeśli moralność nie zależy od wiary to nieuchronnie nadchodząca sekularyzacja Polaków nie musi zakończyć się pogorszeniem naszego bezpieczeństwa czy poziomu wzajemnego zaufania. Nie ma powodu, by obawiać się przyszłości. Wręcz odwrotnie, można się spodziewać, że wraz z odchodzeniem od wiary ludzie skupią się na życiu doczesnym i lepiej zorganizują własne społeczeństwo, co pozwoli nam wszystkim istotnie podnieść jakość życia.

Oświeceniowe korzenie

Wyniki tej prostej analizy nie dziwią. Przedstawiciele prawicy i Kościoła z premedytacją przekłamują historię tak, by przedstawić religię jako jedyny system wartości bez alternatywy. Tymczasem alternatywa ta istnieje, nazywa się oświecenie. To na wartościach oświecenia zbudowano współczesny system gospodarczo-polityczny w Europie z racjonalizmem, humanizmem i demokracją konstytucyjną na czele. Ta manipulacja realizuje podstawowe interesy Kościoła. Wartości oświecenia są bowiem zaprzeczeniem myślenia religijnego. Zamiast wiary w jedyną słuszną religię – własną – głosi indyferentyzm religijny, traktując wszystkie religie z taką samą nieufnością. Zamiast tradycjonalnej nadrzędności Kościoła – jego krytykę, zamiast nadprzyrodzoności – naturalizm, zamiast wiary – rozum, zamiast ducha – empiryzm i tak dalej. To oświecenie zrodzone w opozycji do Kościoła, zapoczątkowało racjonalizm w myśleniu i działaniu, promocję idei praw człowieka, demokracji opartej na równości wszystkich ludzi i konstytucji, która ma stać na straży ich niezbywalnych praw obywatelskich. To nurt intelektualny, który dał podwaliny pod współczesny kapitalizm, postęp, naukę i demokrację.

Dzisiaj we współczesnej Europie wbrew oficjalnej propagandzie jej oświeceniowe korzenie są zdecydowanie bardziej widoczne niż chrześcijańskie. Nasz kontynent to w większym stopniu wspólnota rozumu niż modlitwy, a straszenie nihilizmem to polityczna taktyka oparta na zakłamywaniu historii. Kolejna emanacja jedności interesów prawicy i Kościoła. Dobra wiadomość jest taka, że dane porównawcze ze wszystkich krajów Unii Europejskiej są jednoznaczne – nie ma czego się bać.

Autor jest prezesem domu mediowego OMD, współpracownikiem Roberta Biedronia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA