fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Katarzyna Lubnauer walczy z kalendarzem wyborczym

Katarzyna Lubnauer
materiały prasowe
Ryszard Petru zrobił wszystko, by przegrać walkę o fotel lidera ugrupowania, które założył

Analizując zwycięstwo Katarzyny Lubnauer nad Ryszardem Petru, można napisać kilka ciekawych rzeczy zarówno opisując to, jak do tego doszło, jak i to, co z tego faktu wynika.

Najpierw więc zadajmy sobie pytanie: dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest dosyć prosta: to wina błędów popełnionych przez założyciela partii. W tym kontekście to nie tyle sukces Lubnauer, ile raczej klęska Petru. Ten drugi zrobił wszystko, by uprawdopodobnić ten scenariusz. Oczywiście jego największą wpadką była sylwestrowa wyprawa na Maderę, ale nie tylko. Po tamtym wydarzeniu Petru wpadł w spiralę, z której nie potrafił już się wydostać. Wszystko, co robił, i tak pozostawało w cieniu tamtej eskapady. Odebrała mu ona coś, co jest nieuchwytne, ale ważne w polityce: poczucie powagi, niekiedy określane mianem gravity czy też dignity. Petru próbował z tego wyjść: a to przyznając się do błędu i przepraszając, a to idąc na rozmowy z Kaczyńskim, a to atakując Schetynę. Wszystko jednak na nic. Stał się obiektem kpin, a te potrafią zabić polityka.

Ponadto brakowało mu doświadczenia politycznego oraz cierpliwości do partyjnej roboty. Chciał funkcjonować w Sejmie w ten sposób, w jaki się do niego dostał: błyskotliwie, lekko, z fantazją i polotem. Ale to, co zapewniło mu sukces wyborczy, nie sprawdziło się już w parlamentarnej i partyjnej robocie. Wyborcy uwierzyli Petru w 2015 roku, bo wydawał się mieć sensowną odpowiedź na większość ich pytań. No i nie był z PO. Ale w ostatnich miesiącach szef Nowoczesnej nie uczył się, nie pracował ciężko w regionach, nie miał serca do partyjnej roboty. I coraz bliżej współpracował z PO. Nie okazywał szacunku współpracownikom, nie przygotowywał się starannie do wywiadów. Coraz częściej był zirytowany i zaliczał kolejne wpadki wizerunkowe. Powoli stawał się pośmiewiskiem mediów i internetu.

Koniec Nowoczesnej?

Nie do końca zasłużenie, bo to jednak on był jedynym ojcem zwycięstwa swej partii w 2015 roku. Przy całym szacunku dla obecnych posłów Nowoczesnej ludzie oddawali głos na nich dwa lata temu nie dlatego, że byli tacy świetni, ale dlatego, że startowali z list partii, która w swej nazwie miała imię i nazwisko Ryszarda Petru. Ale od 2015 roku jej lider zaliczył taką liczbę wpadek, że już nie przyciągał do swego ugrupowania nowych wyborców, a niektórych nawet zrażał. To także było przyczyną jego sobotniej porażki.

Ale teraz warto sobie odpowiedzieć na pytanie, co z niej wynika. Dla politologa najciekawsze jest chyba to, że Nowoczesna okazała się jedną z najbardziej demokratycznych wewnętrznie partii w naszym systemie politycznym. Obok SLD i PSL. Tak, tak: najbardziej zdemokratyzowanymi partiami są, prócz Nowoczesnej, właśnie formacje postkomunistyczne. Gdy zaczyna się u nich walka o przywództwo, nigdy nie wiadomo, kto zwycięży. W przeciwieństwie do ugrupowań postsolidarnościowych, w których wyniki elekcji liderów są od początku oczywiste i znane – w historii PO i PiS tylko raz lider miał jakiegoś kontrkandydata, który zresztą zaraz po wyborach pożegnał się ze swoją formacją (w 2006 r. o przywództwo w PO z Donaldem Tuskiem rywalizował Andrzej Machowski – red.).

Ale dla czytelnika najciekawsze mogą być wnioski nie czysto politologiczne, lecz raczej polityczne. Co bowiem wynika ze zwycięstwa Lubnauer? Czy rację ma Janusz Palikot, który na swoim blogu przewiduje koniec Nowoczesnej? Niekoniecznie.To prawda, że nowa szefowa partii przejmuje ją podzieloną prawie na pół (warunkiem przetrwania ugrupowania jest zresztą pozostanie w niej Petru, z czego Lubnauer zdaje sobie chyba sprawę). I prawdą jest, że kalendarz wyborczy działa przeciwko niej. Najpierw bowiem jest elekcja samorządowa (śmiertelnie ciężka dla formacji mającej rachityczne struktury i… pustą kasę partyjną), a dopiero potem najłatwiejsze dla niej wybory do europarlamentu.

Jeśli jednak Nowoczesna jakoś przeżyje przyszłoroczną elekcję samorządową i uda się jej wygrać dla siebie prezydentury dwóch, trzech znaczących miast oraz zatrzyma przy sobie większość działaczy, to powinna zrobić dobry wynik w eurowyborach na wiosnę 2019 roku. To konfrontacja wprost wymarzona dla niej: potrzeba jedynie 13 znanych polityków na czele 13 list regionalnych oraz wyrazistego programu. Nowoczesna spełnia oba te warunki: ma po jednym rozpoznawalnym liderze w każdym prawie województwie oraz ma program odróżniający się od innych. Jest za przyjęciem euro, nie boi się głosić liberalnego programu ekonomicznego (łącznie z krytyką 500+ i obniżeniem wieku emerytalnego), jest otwarcie federacyjna i obyczajowo permisywna. Na jej korzyść będzie wówczas działać niska frekwencja wyborcza – w wyborach do PE udział bierze o połowę mniej osób niż w walce o Sejm i Senat. Skład tego elektoratu zwiększa szanse Nowoczesnej – do lokali wyborczych na wiosnę 2019 roku pójdą lepiej wykształceni, lepiej sytuowani, mieszkający w większych miastach.

Zwarcie z Platformą

Jeśli zatem Lubnauer utrzyma jedność partii i zdoła poprowadzić ją do eurowyborów, to ma szansę na zdobycie nawet do 10 proc. głosów i wówczas usiąść do rozmów zjednoczeniowych z PO. Jeśli zrobi to wcześniej, jeśli przytuli się do niej już teraz i wraz ze Schetyną pójdzie do „samorządówki”, straci ludzi i klub. O wiele bardziej opłaca się jej sojusz z podmiotami lewicowymi, z którymi ma dużo wspólnego (prócz liberalnego programu gospodarczego). SLD nie będzie chciał z nią gadać, ale dla reszty lewicowej drobnicy może być atrakcyjnym partnerem i stawać wobec nich nawet w roli hegemona.

Nie może więc dziwić, że Lubnauer zaczęła swoje urzędowanie od kontestowania dealu zawartego z PO w Warszawie. Rozumie, że mizianie się ze Schetyną jest dla niej obecnie śmiertelnym zagrożeniem. Kto wie, czy gwoździem do trumny Petru nie było nieskonsultowane z nikim poparcie dla Trzaskowskiego. Być może nie widział, że jest wpuszczany w maliny przez szefa PO i dokonując tego, ostatecznie przekreśla swoje szanse na utrzymanie władzy w Nowoczesnej.

Zgubił go brak doświadczenia politycznego, którego Lubnauer też nie ma za wiele, jednak ma go więcej niż dotychczasowy lider. Bo choć nie ma ona za sobą takiego szlaku bojowego jak Schetyna czy Kaczyński, to jednak zanim zapisała się do Nowoczesnej, była członkiem aż trzech partii politycznych. To, że jednak pokonała założyciela swej obecnej formacji, oraz to, że zaczyna od ostrej konfrontacji z PO, świadczyć może o tym, że składanie do grobu jej ugrupowania jest nieco przedwczesne. Zmiana szefa zawsze jest szansą na rebranding całej formacji, nadanie jej nowej dynamiki oraz ucieczkę do przodu od dotychczasowych problemów wizerunkowych. Jak na trupa Nowoczesna wygląda nadzwyczaj żwawo, choć oczywiście może się okazać, że są to jednak przedśmiertne konwulsje. Dużo, choć nie wszystko, zależy od nowego kierownictwa formacji. Za wcześnie jednak na odpowiedź na pytanie, czy pokonanie Petru było nie tyle pierwszym, co ostatnim sukcesem Lubnauer.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA