fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Opozycja odbija ulice miast. Putin daleko z Nocnymi Wilkami

AFP
Największa od grudnia 2011 roku demonstracja przeciw Putinowi przeszła przez Moskwę. Protest rozlał się na inne miasta.

„Nie ma przywódców, prawie wszystkich aresztowano, a ludzie i tak przychodzą na manifestacje" – opisał nową sytuację mieszkający w Londynie były miliarder i więzień polityczny Michaił Chodorkowski.

Była to największa demonstracja od czasu, gdy Putin wracał do władzy na przełomie 2011 i 2012 – wtedy protestowano przeciw sfałszowaniu wyników najpierw wyborów parlamentarnych, a potem prezydenckich. – Oni nam mówią, że to oni są prawdziwymi ruskimi facetami, a my jesteśmy prowokatorami, którym płaci Ameryka – wołał na sobotniej manifestacji Aleksiej Polichowicz, który w tym roku wyszedł z więzienia za udział w protestach w 2011.

W ciągu wszystkich wystąpień – łącznie z sobotnimi – policja zatrzymała nie mniej niż 2,5 tysiąca osób. Ale nie zastraszyło to protestujących, których przytłaczająca większość to młodzież. Teraz jeszcze okazało się, że władze spóźniły się z decyzją o legalizacji protestu w Moskwie. Rozprzestrzenił się on na inne miasta. W sobotę pikiety i demonstracje odbyły się w co najmniej dziewięciu (w tym sześciu syberyjskich), a aresztowań dokonywano w czterech (Petersburgu, Rostowie nad Donem, Briańsku i Syktywkarze).

Początkowe hasło moskiewskich protestów „Dopuszczaj!" (do wyborów rady miejskiej) zamieniło się w żądanie wypuszczenia wcześniej aresztowanych, ukarania policjantów i urzędników winnych łamania prawa, ale też zmian w prawie wyborczym. Dlatego pewnie czysto moskiewskie postulaty zostały poparte w innych miastach.

Jednocześnie protest zyskał sympatię poza środowiskami politycznymi. Na samym wiecu występowały zespoły rockowe i raperzy, na kilku moskiewskich festiwalach muzycznych zarówno muzycy, jak i publiczność dawali wyraz swoim opozycyjnym nastrojom. – Rozejść się, to zgromadzenie jest nielegalne! Dlaczego się uśmiechasz, z takimi uśmieszkami nie masz czego szukać w Rosji. Rosja tylko dla smutnych! – wołał do publiczności jeden z występujących na festiwalu „Punki w mieście".

– Putin złodziej! – było najczęściej skandowanym w sobotę hasłem w centrum Moskwy. Po legalnej manifestacji zaczęła się jej nielegalna część – marsz na siedzibę administracji prezydenta. Gwałtownie interweniująca policja aresztowała ponad 250 osób.

Sam prezydent – tak jak i przy poprzednich protestach – wyjechał z miasta. Tym razem na patriotyczną imprezę zorganizowaną w okolicach Sewastopola na Krymie przez swoich ulubionych motocyklistów z klubu Nocne Wilki.

Putin dotychczas ani razu nie skomentował opozycyjnych protestów. Mimo że próbuje dystansować się od wszystkiego, szybko traci popularność. Według badań fundacji Opinia Publiczna na obecnego szefa państwa gotowych byłoby głosować w przyszłych wyborach jedynie 38 proc. pytanych. To najgorsze notowania od 18 lat (w kwietniu 2001 miał 42 proc.). Od maja stracił sześć punktów procentowych, z czego połowę w ciągu ostatnich trzech tygodni – gdy zaczęły się największe opozycyjne manifestacje w Moskwie. Ale rosnącą niechęć do niego zwiększa również trwająca od początku lata seria katastrof i wypadków, w których zginęły dziesiątki osób: od ogromnych pożarów i powodzi na Syberii, po eksplozje w wojskowych magazynach amunicji Aczynsku oraz w czasie tajemniczego testowania rakiet w bazie w Siewieromorsku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA