fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ropa

Naftowy szok podażowy znów zagraża światu

Adobe Stock
Uderzenie w saudyjską rafinerię doprowadziło do ostrego wzrostu cen ropy naftowej na światowych rynkach. Możemy zapomnieć o cenie benzyny i oleju napędowego poniżej 5 zł za litr.

Cena ropy gatunku Brent skoczyła w poniedziałek nad ranem nawet do 71,25 dol. za baryłkę, czyli najwyższego poziomu od maja. W ciągu kilku sekund wzrosła o 19 proc. i był to jej największy w historii skok w ciągu jednej sesji. Później jednak rynek się nieco uspokoił i po południu za baryłkę płacono 66,8 dol., czyli cena znalazła się na podobnym poziomie jak w połowie lipca.

W tak nerwowy sposób rynek zareagował na dokonany w sobotę atak dronów na saudyjską rafinerię w Abqaiq oraz pobliskie pole naftowe Khurais. Przyznała się doń jedna z organizacji ruchu Huti walczącego o władzę w sąsiednim Jemenie. Atak doprowadził do spadku produkcji surowca w Arabii Saudyjskiej o 5,7 mln baryłek dziennie. W sierpniu to pustynne królestwo produkowało 9,83 mln baryłek na dobę. Jedno uderzenie pozbawiło więc świat 5 proc. globalnej produkcji ropy. Wkrótce skutki tego zaczną odczuwać również polscy konsumenci.

10 groszy za litr

– Skok cen ropy naftowej niemal natychmiast przełoży się na notowania paliw na rynku polskim – uważa Grzegorz Maziak, szef analityków w e-petrolu. Jego zdaniem już od przyszłego tygodnia, a być może nawet wcześniej, bo już przed nadchodzącym weekendem, ceny podskoczą przynajmniej o 10 groszy za litr. To wydaje się niewiele w sytuacji, gdy ropa podrożała o 20 proc. Dlaczego tak mało?

– Bo w krótkim terminie poziom globalnych dostaw nie spadnie. Arabia Saudyjska sięgnie do swoich zapasów ropy. Gotowość do uruchomienia strategicznej rezerwy zasygnalizował już Donald Trump. Jeśli jednak przerwa w pracy potrwa kilka tygodni, tak jak się obecnie spekuluje, sytuacja na rynku naftowym zacznie się poważnie komplikować – tłumaczy Grzegorz Maziak. I dodaje: – Żaden z producentów nie ma wolnych mocy produkcyjnych, które mogłyby szybko zastąpić baryłki z Arabii Saudyjskiej. Taka skala zmian, niespotykana na światowych giełdach, nie może przejść bez echa na krajowym rynku paliw. Pierwsza reakcja rynku naftowego na wydarzenia w Arabii Saudyjskiej może kosztować kierowców w Polsce nawet 10 groszy na litrze paliwa i takie podwyżki na stacjach mogą pojawić się już na początku przyszłego tygodnia, a nawet wcześniej – dodaje ekspert.

Wiadomo również, że atak dronów w Arabii Saudyjskiej miał miejsce w sytuacji, gdy w Polsce marże rafineryjne były wyjątkowo niskie i wiadomo było o nich, że są nie do utrzymania na takim poziomie. Niewykluczone więc, że w tej chwili obydwie podwyżki zostaną połączone w jedną, co spowoduje, że cena paliw pójdzie w górę wyżej niż te 10 groszy na litrze.

Czarny scenariusz

„Ekstremalne wyłączenie z produkcji obejmujące 4 mln baryłek dziennie przez ponad trzy miesiące prawdopodobnie skierowałoby ceny na poziom ponad 75 dol. za baryłkę oraz wywołałoby zarówno dużą reakcję producentów ropy ze złóż łupkowych oraz reakcję po stronie popytu" – piszą analitycy Goldman Sachs.

Dla globalnego rynku ropy kluczowym pytaniem jest teraz, czy ataki na saudyjskie instalacje naftowe będą się powtarzać i czy dojdzie do zaostrzenia konfliktu. Iran jest obwiniany przez USA za atak, a to tworzy ryzyko uderzeń odwetowych (a przynajmniej czyni ekstremalnie mało prawdopodobnym zniesienie sankcji nałożonych na irański sektor naftowy). Analitycy zaczynają więc już kreślić scenariusze mówiące o wzroście cen ropy w stronę 100 dol. za baryłkę.

– Jeszcze trzy dni temu scenariusz, w którym cena ropy sięga 100 dol. za baryłkę, wydawał się niemożliwy. Już nie jest. Jeśli inwestorzy zaczną wyceniać możliwość ataku przeciwko irańskiej infrastrukturze naftowej, ropa może szybko zdrożeć do 100 dol. za baryłkę – uważa Hussein Sayed, strateg z londyńskiej firmy FXTM.

– Ryzyko szerszego konfliktu w regionie, obejmującego saudyjską lub amerykańską odpowiedź, może zwiększyć premię za ryzyko polityczne, dodając 5–10 dol. do ceny baryłki ropy. W najgorszym scenariuszu, przewidującym blokadę transportu ropy przez cieśninę Ormuz, cena ropy może przekroczyć 100 dol. za baryłkę. Naszym zdaniem ten scenariusz jest jednak bardzo mało prawdopodobny, gdyż silnie uderzyłby w takiego ważnego sojusznika Iranu jak Chiny – prognozuje Jason Gammel, analityk Jefferies. Iran groził jednak już wielokrotnie blokadą cieśniny Ormuz, przez którą przechodzą transporty ropy sięgające 20 mln baryłek dziennie.

Ostatni raz ceny ropy przekraczały 100 dol. za baryłkę w 2014 r. Silny wzrost wydobycia z amerykańskich i kanadyjskich złóż łupkowych, a w ostatnich kwartałach również obawy przed globalną recesją (uderzającą w popyt na surowiec) sprawiały, że przez ostatnie pięć lat ceny ropy trzymały się mocno poniżej tego poziomu. Nawet sankcje nałożone na Iran i kryzys w Wenezueli nie wywołały szoku podażowego.

Gdyby jednak scenariusz mówiący o powrocie do 100 dol. za baryłkę się zmaterializował, to bardzo wzrosłoby prawdopodobieństwo wejścia światowej gospodarki w recesję. Pamiętajmy, że globalny kryzys z 2008 r. również poprzedzony był silnym skokiem cen ropy naftowej.

– Globalna gospodarka była już i tak pod presją w związku z wojną handlową i dużym zadłużeniem. Teraz mamy skok cen ropy. Wszystko teraz wygląda niepewnie, ale jest silny związek pomiędzy ropą i wzrostem gospodarczym – przypomina Robin Bew, analityk z Economist Intelligence Unit.

– Wolniejszy globalny wzrost gospodarczy działał jako hamulec dla cen ropy, ale premia za ryzyko na rynku naftowym działa w drugą stronę i staje się hamulcem dla globalnego wzrostu gospodarczego – zauważa Kit Juckes, strateg z Societe Generale.

tarcia Iran–USA

Skutek uboczny sankcji

„Jest ryzyko, że na koniec roku baryłka ropy Brent będzie kosztowała 100 dol." – prognozowali już w maju analitycy Bank of America. Opublikowali tę prognozę po tym, jak saudyjskie instalacje naftowe zostały po raz pierwszy zaatakowane, o co posądzano Iran. Ataki te przyniosły wówczas jednak stosunkowo małe straty i traktowano je jako irańskie „ostrzeżenia" wobec USA i Arabii Saudyjskiej. Iranowi oczywiście nie podoba się, że administracja Trumpa uderzyła w irańską gospodarkę za pomocą sankcji obejmujących m.in. przemysł naftowy. Eksport surowca z Iranu mógł w wyniku tego spaść o około 1 mln baryłek dziennie (w 2018 r., przed przywróceniem sankcji, wynosił 2,5 mln baryłek dziennie). To walnie przyczyniło się do załamania kursu riala, czyli irańskiej waluty. Administracja Trumpa liczyła na to, że presja gospodarcza zmusi Iran do negocjacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA