fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ranking szpitali

Wspólnota ubezpieczonych

Rafał Kiliński, prezes PZUW
materiały prasowe
O korzyściach płynących z nowego modelu ubezpieczeń szpitali mówią Rafał Kiliński, prezes PZUW, oraz dr Piotr Daniluk, kierujący zespołem Medycznej Oceny Ryzyka w PZU SA.

Ten rok jest przełomowy w kontekście zmian w podejściu do szpitalnych ubezpieczeń wzajemnych.

Rafał Kiliński: Od dawna pracowaliśmy nad modelem towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, który pozwoliłby na znaczną redukcję ryzyka medycznego, szybszą pomoc pacjentom, którzy ponieśli szkody w związku z pobytem w szpitalu, i opanowanie wzrostu składek ubezpieczeniowych dla szpitali. Efektem tych prac jest powstanie PZUW. W listopadzie tego roku otrzymaliśmy licencję na tę działalność.

Powołanie towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych to nie pierwsza próba na naszym rynku.

R.K:. Tak, takie inicjatywy już się pojawiały. Autorzy pomysłów jednak zderzali się z dwoma problemami. Pierwszym jest konieczność posiadania kapitału zakładowego, którego wysokość determinowana jest m.in. rodzajem ryzyk. Drugim problemem i obawą była możliwość powstania dopłat ze strony udziałowców, jeśli towarzystwo osiągnęłoby stratę techniczną w danym roku obrotowym. W naszym projekcie posługujemy się siłą finansową Grupy PZU, która wyłożyła kapitał zakładowy, a do tego chcemy, aby przez pierwsze trzy lata szpitale zrzeszone w ramach związków wzajemności członkowskich, były zwolnione z ewentualnych dopłat. To, naszym zdaniem, da wspólnocie członków TUW PZUW komfort pracy nad minimalizacją ryzyk w ramach związków wzajemności członkowskiej i pozwoli ujednolicić skalę ryzyka w grupie szpitali. Da jednocześnie członkom poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu bariery, które pojawiały się przed wcześniejszymi pomysłodawcami, upadły. Te pierwsze lata to będzie okres intensywnej pracy, szkoleń, wprowadzania procedur w szpitalach członkowskich, które pozwolą przez podniesienie jakości obniżyć ryzyko. A co za tym idzie za trzy lata wszyscy będziemy w innym miejscu, jeśli chodzi o liczbę zdarzeń niepożądanych.

Co ma was wyróżniać?

R.K.: Wchodząc do TUW, dyrektorzy szpitala nie ryzykują niczym w stosunku do rozwiązania komercyjnego. Zyskują natomiast dostęp do know-how, wsparcia innych członków i naszych ekspertów. W takich grupach wszystkim członkom będzie zależało, żeby poziom ryzyka obniżać.

Proponujemy całościowe podejście do zagadnienia ryzyka medycznego. Tylko takie da oczekiwany efekt. Sama konstrukcja TUW angażuje członków w poprawę jakości świadczeń. Szpital, zgłaszając zdarzenie niepożądane, wie, że wspólnie z naszymi ekspertami dokonamy jego analizy i zaproponujemy takie rozwiązanie, które we wszystkich szpitalach zminimalizuje szansę na tego typu zdarzenie w przyszłości.

Piotr Daniluk: Taki model działania zakłada duże możliwości ograniczenia kosztów dla szpitali, ale powoduje także przełamanie pewnych dotychczasowych przyzwyczajeń. Ważne jest dostrzeżenie przez zarządzających szpitalami korzyści z takiego rozwiązania. Do tej pory na przykład istniejące unormowania nie zachęcają do rejestrowania zdarzeń niepożądanych, czyli np. szkód, jakich pacjent doznał w szpitalu nie w związku z leczoną chorobą.

Patrząc systemowo, należy podkreślić, że próbą zmian na naszym rynku ubezpieczeń zdrowotnych była nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta z 2012 roku.

R.K.: Niestety, te zmiany stworzono w dużym pośpiechu, a później zawieszono wykonywanie przepisów na cztery lata. To nie najlepiej świadczy o tej konstrukcji. Te przepisy w obecnym kształcie niestety odbiegają od międzynarodowych standardów, co więcej, odbiegają od szwedzkiego benchmarku, na którym się wzorowały. W Szwecji jednostką gromadzącą informacje o szkodach i zbierającą składki jest podmiot skonstruowany na zasadach towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, w którym członkami są właściciele szpitali. To pozwala na duże rozłożenie ryzyka. Dzięki takiej konstrukcji systemu w danych statystycznych istnieje bardzo mała różnica między szpitalami o najmniejszej i największej ilości zdarzeń niepożądanych.

P.D.: W Polsce taki system nie istnieje, stąd między naszymi szpitalami jest bardzo duża różnica w tym zakresie. System szwedzki bierze też na siebie naprawienie szkód i staranie się o powrót do stanu sprzed szkody. Przykładowo – jeśli w czasie operacji zostanie uszkodzone kolano, to w ramach ubezpieczenia społecznego, a nie w ramach ubezpieczenia OC, prowadzone są zabiegi mające naprawić szkodę. Wtedy podmiot nadzorujący wypłaca odszkodowanie tylko w zakresie zadośćuczynienia za krzywdę, cierpienie, a nie na dalsze leczenie urazu. Samo przywrócenie do stanu sprzed szkody odbywa się w ramach systemu.

Czyli wspomniana nowelizacja praw pacjenta nic nie zmieniła w systemie.

R.K.: To rozwiązanie wcale nie wpływa korzystnie na bezpieczeństwo pacjenta, z jednej prostej przyczyny. Duża część szpitali nie wykupuje polis dobrowolnych, ponieważ nie ma takiego obowiązku. W związku z tym szpitale, kiedy dojdzie już do szkody u pacjenta, próbują przerzucać odpowiedzialność na obowiązkową polisę OC.

Pacjent, który otrzymał orzeczenie komisji wojewódzkiej o zaistnieniu zdarzenia medycznego, i ma komplet dokumentacji, otrzymuje zwykle od szpitala nieposiadającego polisy zaniżoną ofertę odszkodowania. Dlatego pacjent mający przygotowaną dokumentację medyczną idzie do adwokata, zakłada sprawę w sądzie i żąda wypłaty odszkodowania. W ten sposób szpitale starają się przerzucić odpowiedzialność na ubezpieczyciela, co w dłuższej perspektywie nie jest korzystne dla nikogo. Idea tworzenia zapisów o prawach pacjenta była taka, by bez prowadzenia batalii sądowych pacjent poszkodowany przez placówkę zdrowotną mógł uzyskać świadczenie, które pozwoli mu na rehabilitację i szybko naprawi poniesione krzywdy.

Wiele mówi się o tym, że powstanie nowy model. Jak panów zdaniem mógłby on wyglądać?

R.K.: Przede wszystkim podstawą musi być podnoszenie jakości usług i zapobieganie zdarzeniom niepożądanym. Działania prewencyjne pozwalają przede wszystkim ograniczyć ilość poszkodowanych pacjentów, obniżają też koszty społeczne tych zdarzeń.

P.D.: Łatwiej zapobiegać, niż leczyć. Jako ubezpieczyciel jesteśmy zainteresowani tym, żeby poprzez rozwój jakości i prewencję w szpitalach minimalizować ilość zdarzeń niepożądanych.

Jak wygląda wasz pomysł na współpracę ze szpitalami w ramach TUW?

P.D.: Zawsze spotykamy się na miejscu, wypełniamy ankietę, analizujemy podejście szpitala do różnego rodzaju ryzyk – poczynając od zakażeń, kończąc na ryzykach budowlanych – gdy np. są nieprawidłowości w połączeniu bloku operacyjnego z pozostałymi częściami szpitala. Przeprowadzamy kompleksowy audyt medyczny, rozmawiamy z personelem, analizujemy procedury obowiązujące w szpitalu. Mamy wgląd w organizację placówki pod kątem najważniejszych ryzyk. Po takich analizach z jednej strony mamy obraz szpitala, z drugiej strony możemy opracować program wdrożenia działań mających obniżać ryzyka w poszczególnych kategoriach.

Jakie aspekty współpracy są najwyżej, waszym zdaniem, oceniane przez szpitale?

P.D.: Szpitale zrzeszone w TUW są podzielone na kilka grup – tzw. związków wzajemności członkowskiej. W ich ramach będą współpracowały ze sobą, by pod koordynacją TUW wypracowywać procedury mające na celu minimalizację szkód. Szpitale będą korzystały z własnych doświadczeń, np. szkodowych, w zakresie poprawiania procedur. To z jednej strony przełamanie dotychczasowych przyzwyczajeń, z drugiej szansa.

R.K.: Przynależność do TUW spowoduje, że szpitale będą zainteresowane wspólną pracą nad diagnozowaniem problemów i wypracowywaniem wspólnie z ekspertami wniosków na przyszłość. Wspólnym interesem członków będzie redukcja wysokości składek ubezpieczeniowych poprzez redukcję ryzyka wystąpienia zdarzeń niepożądanych w szpitalach.

A korzyści pacjenta?

P.D.: Zauważamy, że w sytuacji zaistnienia błędu medycznego występuje wiele problemów komunikacyjnych. Na skutek braku znajomości kwestii medycznych pacjent ma wrażenie, że szpital i lekarze odwracają się od niego. To powodować może także, że pacjent bagatelizuje zdarzenie, co wpłynąć może negatywnie na jego zdrowie. Ci pacjenci wymagają pomocy. Będziemy także zajmować się tego typu sytuacjami.

R.K.: Pacjent, z którym nikt nie rozmawia, czuje się rozczarowany i często bardzo zdeterminowany do działania, które uzna jego krzywdę. W ostatnich latach dodatkowo wiele podmiotów podsyca poczucie roszczeniowości takich osób, co prowadzi do długich batalii sądowych, zamiast do zadbania w pierwszej kolejności o zdrowie pacjenta. Kiedy zajdzie takie zdarzenie, w ramach zarządzania ryzykiem zdarzenia niepożądanego, które wprowadziliśmy już kilka lat temu w PZU, będziemy zwracać się jak najszybciej do pacjenta, nawiązywać z nim kontakt, by zaproponować mu możliwości leczenia w danej sytuacji, albo – w uzasadnionych przypadkach – podpisywać z pacjentem ugodę. W interesie nas wszystkich jest, by poszkodowany pacjent nie zostawał sam. By szpital zaproponował mu alternatywne metody leczenia, na przykład zabiegi rehabilitacyjne, niezbędne, aby zminimalizować skutki zdarzenia niepożądanego.

Czy TUW zastąpi obecne produkty PZU?

R.K.: Nadal istnieje oferta produktowa zarówno dla ubezpieczeń obowiązkowych, jak i dobrowolnych dla szpitali w ofercie PZU SA. Zakładamy natomiast, że z czasem większość placówek dostrzeże korzyści z członkostwa w TUW i że będzie to dla nich optymalny kierunek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA