fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Muzeum straconych szans

Wikimedia Commons
Niepowodzeniem zakończyła się próba przywrócenia Polsce i innym narodom Europy Środkowo-Wschodniej sprawiedliwego miejsca w pamięci historycznej zglobalizowanego świata – pisze o Muzeum II Wojny Światowej historyk i publicysta.

Po otwarciu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku funkcjonują dwa muzea, mogące pełnić rolę wizytówek miasta, a zarazem drogowskazów rozpoznawanych poza granicami Polski. Zarówno wymienione muzeum oraz działające od 2014 roku Europejskie Centrum Solidarności, prezentują wydarzenia, które – widziane z lokalnej perspektywy – mają wymiar uniwersalny. Nikt nie zaprzeczy, że II wojna światowa należy do najważniejszych wydarzeń w dziejach. Rola i znaczenie Solidarności – jak sądzę – będzie w przyszłości coraz bardziej doceniana jako punkt odniesienia dla pojawiających się nowych, masowych ruchów społecznych.

Pora się zastanowić, na ile twórcy Muzeum II Wojny Światowej podołali stojącemu przed nimi wyzwaniu. Stworzenie od podstaw muzeum podejmującego próbę nowatorskiego opisania dziejów wielkiego zawirowania, jakie przeżyła ludzkość w latach 1939–1945 nie mogło być łatwym zadaniem. Pomimo obecnego zainteresowania trwały sukces odnoszą jedynie placówki, które mogą pochwalić się swoją unikalnością w skali świata.

Założenia na miarę wyzwań

Prof. Paweł Machcewicz, były dyrektor placówki, zadał proste pytanie: „Po co nam Muzeum II Wojny Światowej kilka dziesięcioleci po jej zakończeniu?". Pytanie wydaje się banalne, podobnie jak banalna jest nasuwająca się odpowiedź: po to, by pamiętać. Zatrzymując się na tym poziomie, nie tworzymy jeszcze niczego oryginalnego i ryzykujemy, że owoc naszego wysiłku będzie co najwyżej spełniał podstawowe funkcje: wystawiennicze, edukacyjne, naukowe. W odpowiedzi na postawione pytanie, prof. Machcewicz sformułował głębszy sens istnienia współtworzonego muzeum, podnosząc wysoko poprzeczkę: „Musimy poznać tamto doświadczenie, by zrozumieć samych siebie, to, jacy dzisiaj jesteśmy". W muzeum klasy światowej nie chodzi o zwyczajną prezentację faktów i przedmiotów, ale o zrozumienie sensu dziejów człowieka, a także o czerpanie z minionych doświadczeń dla dobra nas samych. W centrum zainteresowania, oprócz przebiegu kampanii wojennych i krwawych bitew, warto postawić społeczeństwa, losy zbiorowości, dramat pojedynczego człowieka.

Machcewicz podkreśla, że jednym z najważniejszych celów polskiego Muzeum II Wojny Światowej powinno być: „wprowadzenie doświadczenia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej do europejskiej i światowej pamięci historycznej". Mamy zatem drugi filar, na którym opiera się oryginalna formuła muzeum w Gdańsku. Pierwszy, to próba opisu wydarzeń przez pryzmat doświadczeń jednostkowych, społecznych, narodowych i zrozumienia sensu tych wszystkich tragicznych i dramatycznych spraw, które przeżywali i z którymi zmagali się nasi przodkowie. Drugi, to próba spojrzenia na wydarzenia z perspektywy Polski i sąsiadujących z nami krajów. Nikt dotychczas nie podjął takiej próby, jeśli nie liczyć pobliskiego ECS, prezentującego losy Solidarności w kontekście procesu jednoczenia Europy, podzielonej sztucznie w 1945 r. na dwie części. Zatem pomysł „wprowadzenia doświadczenia" niewielkich narodów tragicznie uwikłanych w wielką wojnę pomiędzy supermocarstwami do „europejskiej i światowej pamięci historycznej", zasługuje na aprobatę.

Niezrealizowane zapowiedzi

Pomimo słusznych założeń, wystawa stała nie spełnia wszystkich pokładanych w niej oczekiwań. Twórcy wystawy nie zdołali osiągnąć zasadniczych celów: nie wyprowadzili syntetycznych, czytelnych dla zwiedzających wniosków wynikających z ujęcia wydarzeń z perspektywy społecznej; nie zdołali ponadto zaproponować oryginalnej interpretacji porządkującej opisywane i pokazywane zbiory eksponatów. Wrażenie chaosu i dezorientacja, zrozumiałe podczas zwiedzania ogromnej ekspozycji, niestety nie mijają nawet po jej kilkukrotnym zwiedzeniu. Trudno uznać za oryginalne epatowanie tytułami takimi jak „Opór" czy „Terror". Za każdym razem gdy oglądam wystawę odnoszę wrażenie, że eksponaty zostały pogrupowane przez osoby niemające wizji całości.

Bliższa analiza obrazu świata widzianego oczyma zwyczajnych ludzi znajdujących się po dwóch stronach barykady nie może się zakończyć na etapie sumarycznego zebrania różnorodnych świadectw. Jeśli poprzestaniemy na tym, otrzymamy przypadkową mozaikę, ułożoną z rozsypanych szkiełek. Możemy ją następnie pogrupować według kolorów, tworząc kilka, kilkanaście działów, które wypełnimy eksponatami, ale w rezultacie nie otrzymamy żadnego obrazu, nie przybliżymy się do zrozumienia, jak wyglądała mozaika zanim rozsypała się na kawałki, ani dlaczego uległa rozbiciu. Jeśli chcemy opisać wydarzenia z perspektywy społecznej, musimy sięgnąć do przywołanego już, imponującego dorobku intelektualnego wypracowanego przez badaczy którzy od kilku dekad zastanawiają się nad tym, co tak naprawdę się wydarzyło.

Przywołam tylko jedną z wielu ważnych opinii, zapisaną przez Johannesa R. Bechera w książce „Niemieckie wyzwanie": „Owa moralna katastrofa nie spadła na nas znienacka. Poprzedził ją długotrwały proces umysłowego kryzysu, ciągnący się ponad pół wieku proces umysłowego i moralnego rozkładu i gnicia, który można trafnie scharakteryzować jako zniszczenie rozumu".

Wprawdzie Becher był związany z komunistami, jednak jego konstatacja jest zbieżna z wnioskami sformułowanymi przez konserwatystów-tradycjonalistów. Warto w niej zwrócić uwagę na dwa zagadnienia. Pierwsze to sprowadzenie przyczyn tragicznych wydarzeń do „umysłowego kryzysu" i „zniszczenia rozumu". Dla porównania: w wystawie gdańskiego muzeum dominuje wątek polityczno-propagandowy, ponieważ jej twórcy ograniczyli genezę II wojny światowej do konfliktów ideologicznych i załamania się systemu wersalskiego w Europie, czyli zjawisk będących jedynie powierzchownymi przejawami długotrwałego procesu, trafnie zidentyfikowanego przez Bechera. Drugie zagadnienie to wskazanie przez Bechera na najważniejszy dla Niemców skutek wojny: katastrofę moralną. Nieobecność tego czynnika na omawianej wystawie została zauważona przez wielu komentatorów i recenzentów.

Niewłaściwe rozstawienie akcentów

Na wystawie stałej, pomimo zapowiedzi o priorytetowym potraktowaniu „społecznego punktu widzenia", zbiorowości są przeważnie milczącym tłem (lub ofiarami represji). Prezentacja totalitaryzmów zdaje się lekceważyć fakt o kluczowym znaczeniu: masowego i trwałego poparcia społecznego dla nazistów, bez którego Niemcy nie mogłyby prowadzić kilkuletniej wojny na dwa fronty z potężnymi przeciwnikami. Podjęcie próby zrozumienia minionych wydarzeń wymaga odejścia od sztywnego gorsetu czarno-białych schematów, takich jak walka demokracji z totalitaryzmem. Odkrywanie prawdy o przeszłości, ale również o nas samych wymaga wsłuchania się w głos zwyczajnych ludzi, przytłumiony na wystawie przez propagandowe plakaty oraz wizerunki ludzi z pierwszych stron gazet.

Niepowodzeniem zakończył się zamiar przywrócenia Polsce i innym narodom Europy Środkowo-Wschodniej sprawiedliwego miejsca w pamięci historycznej zglobalizowanego świata.

Przez media przetoczyła się już emocjonalna dyskusja na temat potraktowaniu przez twórców wystawy „po macoszemu" walki o Westerplatte we wrześniu 1939 r. Zważywszy, że w Gdańsku wybuchła największa wojna w dziejach ludzkości, oraz że – zgodnie z ustaleniami badawczymi – już we wrześniu i październiku 1939 r. na Pomorzu odnotowano liczne zbrodnie popełnione przez Niemców w akcie zemsty na pokonanych Polakach – zwiedzający wystawę niewiele dowiedzą się o tragicznym losie naszych rodaków w Wolnym Mieście Gdańsku. To mógł być naprawdę mocny początek ekspozycji: ukazujący bez patosu, w zgodzie z faktami, zarówno bohaterstwo żołnierzy polskich oraz zrealizowaną z niemiecką precyzją eksterminację patriotycznej elity.

O zlekceważeniu lokalnych wydarzeń świadczą dwa mocne dowody: brak oddzielnej sali poświęconej temu zagadnieniu, co ma miejsce np. w przypadku wojny zimowej 1939–1940, a także śladowa wzmianka o prześladowaniach na Pomorzu w „Katalogu wystawy" pokazującym, na czym jej twórcom najbardziej zależało i co chcieli podkreślić. Jeśli dodamy do tego zakończenie ekspozycji, gdzie na pierwszym planie widzimy film ukazujący dwa równoległe, ale zmagające się z podobnymi problemami światy, trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt ukazania specyficznych doświadczeń Polski i innych narodów naszego regionu, nie spełnił ambitnych zamierzeń.

A „wartością dodaną" nowego muzeum mogłoby przecież właśnie być wydobycie z zapomnienia i ukazanie w nowym świetle roli i miejsca Polski oraz sąsiadujących krajów. Warto zapoczątkować dyskusję nad głębszym sensem II wojny światowej.

Dyskusję, w trakcie której może nie zostaną sformułowane nowe oceny, jednak zostaną przypomniane, odświeżone i przyswojone poglądy już w przeszłości wypowiedziane, a zasługujące na uwzględnienie zarówno na wystawie oraz w prowadzonych badaniach naukowych: o niemieckiej winie, o banalności zła, o korzeniach totalitaryzmu, o koncepcji kozła ofiarnego, o cywilizacji śmierci, czy w końcu o zniszczeniu rozumu.

Autor jest pracownikiem Muzeum II Wojny Światowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA