fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Leszczyna, Rostowski: Gra PiS nie warta świeczki

Jacek Rostowski
Fotorzepa, Piotr Wittman
W sprawach europejskich Prawo i Sprawiedliwość wykazuje się rozdwojeniem jaźni – piszą członkowie rządu Donalda Tuska.

„Europa to idea, która wciąż jest nam zadana - a my musimy być równie dalekowzroczni jak nasi wielcy poprzednicy, którzy ponad 50 lat temu rozpoczynali ideę wspólnoty europejskiej". Czyje to słowa? Kto by pomyślał, że to Jarosław Kaczyński, w dodatku dla niemieckiej „mainstreamowej” i elitarnej gazety „Die Welt"?

Co prawda to Kaczyński z kampanii prezydenckiej 2010 r., a wtedy prezes kochał nawet „braci Rosjan", przebierając się w skórę owcy. Dopiero później zrozumiał, że wygodniej i wiarygodniej jest wynająć owce, aby wykonały w kampanii wyborczej tę trudną i upokarzającą robotę.

Tak więc przekaz formułowany przez PiS dla naszych zachodnich partnerów, a poprzez zagraniczne media, także dla polskiej opinii publicznej pozostawał niezmiennie proeuropejski. Kaczyński mówił nawet o konieczności stworzenia wspólnej armii UE, sugerując zdecydowanie, że będzie kontynuował politykę proeuropejską, determinowaną położeniem geopolitycznym Polski (zagrożeniem ze strony Rosji) i aspiracjami materialnymi Polaków. Przecież takiego wyboru dokonaliśmy w czerwcu 1989 r., później przystępując do NATO i ostatecznie w referendum, dotyczącym wstąpienia do Unii Europejskiej. Skoro suweren zdecydował, to partia, która na każdym kroku podkreśla, że wykonuje jego wolę, powinna tę decyzję szanować.

Ale czy tak jest ? Cały szereg działań najważniejszych polityków PiS sugeruje niestety rozdwojenie jaźni w tej, najistotniejszej dla interesu narodowego Polski, sprawie. Trudno inaczej zinterpretować następującą huśtawkę postaw:

1. Listopad 2015 r.: Beata Szydło usuwa flagi unijne z sali, w której odbywają się jej konferencje prasowe. W następstwie tego gestu żółte gwiazdki na niebieskim tle znikają z kolejnych urzędów wojewódzkich. Nic to, mówi premier Szydło, przecież biało-czerwona jest najpiękniejsza! Jasne, że jest! Ale czy unijna to jednak szmata?

2. Grudzień 2015 r.: w odruchu szczerej proeuropejskości, w związku z pracami nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zaprasza delegację Komisji Weneckiej do Warszawy, aby zbadała czy praworządność jest w Polsce szanowana..., bo przecież szanowana jest!

3. Styczeń 2016 r.: gdy Komisja Europejska, po niespotykanym w demokratycznych państwach ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny, rozpoczęła wobec Polski procedurę kontroli praworządności, premier Szydło udaje się do Parlamentu Europejskiego i w swoim wystąpieniu podkreśla europejskie wartości, cytuje Jana Pawła II, zapewnia, że Polska szanuje prawo. Jednak krytykę pomija milczeniem i cieszy się jak dziecko, kiedy finansowy pośrednik pomiędzy Władimirem Putinem a Marine LePen atakuje Unię.

4. Styczeń 2016 r.: w tym samym mniej więcej czasie do akcji wkracza minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i pisze list do wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa. W aroganckim liście wytyka mu niewiedzę. Ziobro lubi pisać listy, więc idzie za ciosem i w odpowiedzi na krytykę działań rządu PiS w mediach, pisze kolejny list otwarty, tym razem do komisarza UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Guenthera Oettingera. List jest jeszcze bardziej arogancki, pouczający i obraźliwy.

5. Luty-marzec 2016 r.: po krytycznej opinii Komisji Weneckiej, MSZ oświadcza, że opinia ta nie jest dla strony polskiej wiążąca. Tylko po co w takim razie było w ogóle Komisję zapraszać? Ano... nuż opinia byłaby pozytywna!

6. Kwiecień 2016 r.: Minister Krzysztof Szczerski stwierdza, że wybór Marine LePen na prezydenta Francji byłby katastrofą dla NATO, Europy i Polski, z powodu jej sympatii proputinowskich (szkoda, że premier Szydło o tym nie wiedziała w styczniu).

7. Kwiecień 2016 r.: eurodeputowany PiS prof. Zdzisław Krasnodębski pisze, że Unia Europejska to utopia, która kończy się na naszych oczach. Na Twitterze ogłasza, że nieudolność polityków europejskich doprowadzi w Polsce do referendum, takiego jak w Wielkiej Brytanii.

8. 2 maja 2016 r., Święto Flagi: Jarosław Kaczyński nazywa szkodnikami tych, którzy mówią o referendum w sprawie wystąpienia Polski z UE.

9. 20 maja 2016 r.: premier Beata Szydło z mównicy sejmowej dokonuje nalotu dywanowego na Brukselę. Ponieważ Frans Timmermans zapowiedział wydanie w poniedziałek 23 maja opinii w ramach unijnej procedury kontroli praworządności, usłyszeliśmy, że „to Komisja Europejska ma problem z reputacją i autorytetem", że ulega naciskom opozycji, wreszcie, że w Komisji Europejskiej „jest coraz więcej tych, którym zależy na rozbiciu Unii Europejskiej". Nawet Jarosław Kaczyński momentami ma minę niewyraźną, ale żeby lud pisowski nie posądził go o brak determinacji w obronie suwerenności Polski, na koniec bije brawo, po czym wychodzi z sali, lekceważąc wystąpienia opozycji. Premier Szydło, na wszelki wypadek, z pełnym poszanowaniem dla dialogu i demokracji, wychodzi za nim.

10. 23 maja 2016 r.: minister ds. europejskich, Konrad Szymański robi wszystko, żeby złagodzić histeryczne wystąpienie Beaty Szydło i stara się zawrócić kijem Wisłę: „Komisja Europejska jest w moim przekonaniu naszą instytucją, bo jesteśmy krajem członkowskim UE. I nie powinniśmy postrzegać instytucji unijnych, jako wrogich z definicji."

11. 29 maja 2016 r.: prezes Kaczyński nie zgadza się jednak z ministrem Szymańskim: „Dzisiaj toczy się walka o naszą suwerenność. Ośrodki europejskie tej suwerenności nie szanują. To znaczy nie szanują też Polski i nie szanują Polaków".

12. 1 czerwca 2016 r.: Komisja Europejska przekazuje rządowi poufną opinię dotyczącą praworządności w Polsce. Słowa Fransa Timmermansa podczas konferencji prasowej oraz reakcja rządu PiS świadczą jednak o tym, że opinia jest negatywna.

13. 1 czerwca 2016 r.: rzecznik rządu oświadcza, że działania Komisji „budzą wątpliwości” i że „żadne rekomendacje zewnętrzne nie przyczynią się w żaden sposób do tego, aby zakończyć temat Trybunału Konstytucyjnego".

Choć brzmi to niewiarygodnie, tak właśnie wygląda obecna polityka europejska Polski, kraju 40-milionowego i (na razie) najlepiej rozwijającego się gospodarczo w całej Europie. Niestety chaos, nieprzewidywalność, a nawet pewne oznaki szaleństwa występują nie tylko w relacjach z Unią Europejską. Gdy minister obrony narodowej kpi z demokracji amerykańskiej, a wicepremier - nadzieja i przyszłość PiS - nazywa przyszłego prezydenta USA dżumą albo cholerą (w zależności od wyniku wyborów), należy domniemywać, że możemy sobie pozwolić na takie publiczne wypowiedzi, bo to my jesteśmy gwarancją bezpieczeństwa Ameryki, a nie na odwrót.

Pytanie jednak, czy w tym chaosie kryje się jakaś racjonalność, czy mamy do czynienia „tylko” ze skrajną niekompetencją w naszej polityce zagranicznej. Tak jak Lenin, Jarosław Kaczyński wierzy w prymat polityki nad ekonomią. Wierzy także, jak wielu polityków w dzisiejszej Europie, 70 lat po wojnie, w absolutny prymat polityki wewnętrznej nad polityką zagraniczną.

W związku z tym ma trudny problem do rozwiązania. Skoro natknął się na nieoczekiwany przez siebie (choć przewidywany przez wielu innych) opór Europy wobec zamachu na Trybunał Konstytucyjny, demokrację i praworządność w Polsce, musi uspokoić 88 proc. Polaków, którzy chcą, aby Polska pozostała w Unii. Z drugiej jednak strony, musi także zapewnić swój elektorat (z którego około 60 proc. także chce pozostać w Unii), że „nie pęknie", że jest w stanie postawić na swoim, że nie jest jedynie nieodpowiedzialnym i niekompetentnym awanturnikiem.

Nie wiemy, na ile Kaczyńskiemu uda się przez następne kilka miesięcy pogodzić te dwa sprzeczne ze sobą cele polityki wewnętrznej. Pewnie liczy na to, że populistyczna fala w Europie i na świecie na tyle osłabi „mainstream” zachodnioeuropejski, że ten nie będzie miał ani siły politycznej, ani czasu, żeby wymusić na PiS szanowanie polskiego prawa. Wtedy w szczelinach pękającej Unii Europejskiej Jarosław Kaczyński nareszcie „powstanie z kolan”.

Populistyczna i skrajnie prawicowa fala bierze się głównie z tego, że inni także odczuwają potrzebę „powstania z kolan". Problem jest jednak taki, że nie wszyscy „wstający „„ są mali (jak Węgrzy) i wobec tego niegroźni dla Polski. Niektórzy, np. Amerykanie, Anglicy, Francuzi, są bardzo duzi w porównaniu z Polską. Na tyle duzi, że jak wszyscy razem „wstaniemy z kolan", to będą znacznie wyżsi od nas niż są teraz.

Pytanie wobec tego, czy ta gra jest dla Polski warta świeczki. Czy nie jest ona największym błędem polskiej polityki zagranicznej od aneksji Cieszyna w 1938 r.? Wtedy też, co niektórzy odczuwali dumę narodową. Niestety, za ten moment euforii trzeba było zapłacić później hektolitrami krwi.

A na koniec dla wszystkich dumnych i suwerennych, także bez uchwały sejmowej, fragment wiersza pewnego uchodźcy z nadzieją, że premier Szydło pozna kiedyś polską literaturę na tyle, żeby zrozumieć, dlaczego patrioci mówią o naszej Ojczyźnie „ten kraj":

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów Nieba

Tęskno mi, Panie...

Jacek Rostowski jest politykiem PO, w latach 2007–2013 był ministrem finansów (w roku 2013 – wicepremierem)

Izabela Leszczyna jest posłanką PO, w latach 2013–2015 była sekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA