fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Włodzimierz Bernacki: Ślepy zaułek demokracji i praworządności Rady Europy

Adrian Grycuk [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons
Komisje Rady Europy tak chętnie podejmujące się analizy praworządności działania instytucji w państwach członkowskich, nie potrafiły i nie potrafią podjąć działań wobec raka korupcji toczącego Radę Europy.

D ruga wojna światowa była dla rodzaju ludzkiego szczególnym doświadczeniem, bowiem uśmiercanie ludzi przybrało skalę i charakter nigdy wcześniej niespotykany. Zadawanie śmierci w wydaniu niemieckim stało się nowoczesnym procesem technologicznym, realizowanym nie na polu walki, ale w obiektach o charakterze przemysłowym. Obozy pracy, fabryki śmierci. Zabijanie w sowieckim czy niemieckim systemie totalitarnym miało wyłącznie charakter techniczny, co więcej, znajdowało swoje pełne uzasadnienie w porządku prawnym gwarantującym realizację dobra w wymiarze narodowym lub klasowym.

Europejczycy wyjątkowo boleśnie uświadomili sobie następstwa budowy porządku prawnego opartego na modelu właściwym dla pozytywizmu prawniczego. Uznano za niezbędne odwołanie się na nowo do prawa naturalnego, będącego w swej istocie najbardziej stałym, a zarazem uniwersalnym systemem norm. Tylko taki fundament mógł uchronić Europę przed instrumentalizacją prawa.

Powrót do wartości chrześcijańskich miał uchronić Europejczyków przed przyszłymi wynaturzeniami, a tym samym zagwarantować przyszłym pokoleniom ochronę praw i wolności obywatelskich. Jednocześnie uznano, że najlepszą formą ustrojową umożliwiającą realizowanie w praktyce owych praw i wolności jest demokracja. Jednakowoż pomni doświadczeń lat poprzednich twórcy RE uznali demokrację za środek, a nie wartość samą w sobie.

Rada Europy w zamyśle jej założycieli miała być organizacją wspierającą się przede wszystkim na autorytecie. Miała być instytucją odpolitycznioną, stojącą ponad chwilowymi modami ideologicznymi, nieulegającą presji ze strony takich czy innych koterii.

Niestety, w ciągu prawie 60 lat swojego istnienia Rada Europy nie potrafiła ustrzec się bardzo poważnych błędów. Po pierwsze – odeszła od tradycyjnego systemu wartości stojących niegdyś u podstaw jej istnienia, kierując się ku modelowi wartości odżegnujących się od tradycji chrześcijańskiej, co więcej, upatrujących w niej wyjątkowo poważnego zagrożenia. Z tej perspektywy chrześcijaństwo definiowane jest jako źródło wszelakich fobii (homofobii, islamofobii etc.). Po drugie – język, czy też narracja dokumentów RE, opiera się na koncepcie ideologicznym określanym mianem gender studies. Po trzecie – RE nie potrafiła w zmieniającej się Europie odnaleźć dla siebie na nowo zdefiniowanej roli; większość jej zadań przejęła Unia Europejska.

O ile wymienione błędy wypływały z sytuacji ogólnej, wynikały z przemian w szeroko rozumianej kulturze politycznej, o tyle te, które pojawiły się w ostatnim czasie, odzierają tę instytucję z wszelkiego autorytetu, pozbawiając ją tym samym prawa do recenzowania czy też opiniowania aktów prawa w ogóle.

Raport chętnie przygotuję

Solą dla funkcjonowania Rady Europy są raporty. Powstają zawsze wtedy, gdy prominentni politycy uznają, że są niezbędne dla zbadania przebiegu wyborów lub zjawisk stanowiących potencjalne zagrożenie dla wolności, praworządności i demokracji. Za powstanie raportów i ich ostateczny kształt odpowiedzialni są ich autorzy.

W ostatnim czasie ukazała się bardzo interesująca analiza, obrazująca poziom korupcji politycznej w Radzie Europy, pod tytułem „European values bought and sold" (marzec 2017). Autorzy (z rosyjskiej organizacji pozarządowej Freedom Files – red.), ukazując funkcjonowanie tylko jednego państwa (Azerbejdżanu – red.), wskazali na mechanizm korupcyjny właściwy dla całego systemu. Po pierwsze – tworzenie organizacji pozarządowych działających na terenie państw członkowskich dysponujących wielkimi środkami finansowymi wykorzystywanymi do organizowania/finansowania wizyt oficjalnych i mniej nieoficjalnych, wypłacanie honorariów za wygłaszanie wykładów, przygotowywanie ekspertyz etc. Po drugie – wykorzystywanie związków rodzinnych i powinowactwa w nawiązywaniu kontaktów, budowaniu sympatii (żona jednego autorów raportu dotyczącego dotyczący Górskiego Karabachu jest z pochodzenia Azerką, żona innego, przygotowującego raport dotyczący Krymu, jest z pochodzenia Rosjanką).

Warto tu dodać, że osobą, która ma opisać stan przestrzegania praworządności w Europie Południowo-Wschodniej, jest Niemiec Bernd Fabritius (do grona tych krajów zalicza się Turcję, Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Macedonię, Rumunię, Serbię, Grecję, Chorwację, Mołdawię i Czarnogórę – red.). Co skandaliczne, będąc od 2014 r. prezesem Związku Wypędzonych, od lat prowadzi kampanię antypolską, żądając od Polaków odszkodowań. Oczywiście głównym jego przesłaniem jest stwierdzenie, że w Polsce łamane są prawa mniejszości narodowych, szczególnie zaś Niemców.

Głosowanie na zamówienie

Od kilku lat trwa śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Mediolanie, dotyczące przyjęcia przez Lukę Volontego, lidera grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy, łapówki w wysokości 2,34 miliona euro (od władz Azerbejdżanu – red.). Pieniądze zostały przelane na konto włoskiego polityka w zamian za zbudowanie odpowiedniej większości w Zgromadzeniu dla przeforsowania raportu przychylnego dla płatnika. Jak pokazują stenogramy debat, a przede wszystkim głosowań, kwota 2,5 miliona była adekwatna do zamierzonego celu. Volonte nie zasiada już w ZPRE, należy jednak nadmienić, że jego bardzo bliski przyjaciel z EPL Hiszpan Pedro Agramunt od 2016 r. jest jego prezydentem. Uważam, że realizacja przez Volontego „zamówienia" (dotyczącego Azerbejdżanu – red.) nie mogła się zakończyć sukcesem bez wsparcia innych prominentnych polityków ZPRE, w tym również Agramunta.

Zaniepokojenie wobec zjawiska korupcji politycznej (inspirowanej przez władze w Baku – red.) wyraziło jesienią 2016 r. biuro ZPRE, zaś w styczniu 2017 r. sekretarz generalny RE Thorbjorn Jagland wskazał na arcyważną kwestię związaną z wyborem sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przypomnę, że sędziowie Trybunału nominowani są przez jedną z komisji, a wybierani przez Zgromadzenie; jak w sytuacji casusu Volontego można ufać w bezstronność i obiektywizm procedury wyboru? Wątpliwości te nie przełożyły się na jakiekolwiek reformatorskie działania ze strony innych struktur Rady Europy. Nie przeszkodziło to w krytycznej ocenie ze strony Rady Europy trybu powoływania sędziów KRS przez Sejm RP. Komisje Rady Europy, tak chętnie podejmujące się analizy praworządności działania instytucji w państwach członkowskich, nie potrafiły i nie potrafią podjąć działań wobec raka korupcji toczącego Radę Europy.

Kocham Rosję

Obecny prezydent ZPRE Pedro Agramunt zasłynął głównie z działań zmierzających do tego, aby delegacja parlamentarzystów Federacji Rosyjskiej powróciła do ZPRE po tym, gdy w 2015 r. została usunięta za sprawą aneksji przez Rosję Krymu. Irytację wywoływały zarówno wizyty Agramunta w Rosji, jak i zapraszanie rosyjskich polityków na posiedzenia gremiów kolegialnych ZPRE. Do osobliwej sytuacji doszło w Madrycie, gdzie jednym z głównych punktów posiedzenia Komisji Stałej stała się debata z udziałem rosyjskich polityków na temat nowych form współpracy RE z parlamentem Rosji. Tuż po „wyczerpaniu" tego punktu obrad prezydent Agramunt opuścił salę posiedzeń wraz z Rosjanami; było to o tyle symptomatyczne, że kolejnym punktem była sprawa aneksji Krymu i wojny w Donbasie.

Kolejnym krokiem szefa Zgromadzenia Parlamentarnego RE była decyzja o współorganizowaniu i uczestnictwie członków ZPRE w szczycie międzyparlamentarnym w Sankt Petersburgu (27–28 marca 2017 r.), a następnie zainicjowanie wyprawy grupy 20 parlamentarzystów z kilku krajów (Hiszpanii, Włoch, Belgii, Czech, Serbii oraz Rosji) do Syrii. Agramunt wraz ze swymi politycznymi przyjaciółmi wyruszył z Sankt Petersburga rosyjskim samolotem do rosyjskiej bazy wojskowej nieopodal Damaszku. U celu swej podróży spotkał się z Baszarem Asadem.

Problemem, jaki się jawi, jest nie tylko wizyta prezydenta ZPRE (organizacji upominającej się o prawa człowieka) u krwawego dyktatora, jeszcze bardziej porażające jest to, że Agramunt nie potrafił i nie potrafi udzielić odpowiedzi, kogo reprezentował w Damaszku. Początkowo twierdził, że działał w uzgodnieniu z rządem Hiszpanii (oficjalne dementi rządu Hiszpanii), potem wskazywał na prywatny charakter wizyty. Nie wiemy, kto go zapraszał, nie wiemy, kto finansował podróż, możemy jedynie się domyślać, że sponsorem była strona rosyjsko-syryjska.

Polityczne puzzle

Wyjaśnienia składane przez Agramunta nikogo nie usatysfakcjonowały. Członkowie Europejskiej Partii Ludowej, obawiając się rebelii, postanowili skłonić go do złożenia rezygnacji z zajmowanego stanowiska. Na ostatnim posiedzeniu ZPRE, trwającym od poniedziałku do piątku (24–28 kwietnia 2017 r.), znaczna część polityków była przekonana, że Agramunt ustąpi. W kuluarach wskazywano, że po sprawie Volontego sprawa rosyjska miała być dla niego dobrą metodą „przykrycia" wcześniejszych zarzutów korupcyjnych. Powtarzano, że już po poniedziałkowej decyzji o odsunięciu Agramunta od prowadzenia obrad ciągle spotykał się on z lobbystami z państw członkowskich. Co więcej, sam Agramunt oficjalnie potwierdził fakt odnalezienia w swoim pokoju, po powrocie z Syrii, znacznej kwoty pieniędzy. Rezygnacja miała zamknąć debatę, a złożenie kozła ofiarnego miało zakończyć dyskusję na temat winy innych.

Jakież było zdziwienie kolegów partyjnych Agramunta, gdy w ostatnim dniu posiedzenia nie tylko nie pojawił się on w gmachu ZPRE, ale również odmówił złożenia dymisji. Agramunt ciągle pozostaje prezydentem ZPRE, pozbawiono go jedynie środków finansowych oraz poproszono o to, aby występował tylko i wyłącznie we własnym, prywatnym imieniu.

Bezsilność i hipokryzja

Bezsilność struktur badających praworządność w krajach Rady Europy okazała się wyjątkowa, bowiem dotychczas, ferując tak łatwe wyroki i jeszcze łatwiejsze rozwiązania dla ocenianych przez siebie krajów, nie potrafiły dostrzec i zdiagnozować własnych chorób. Rada Europy, posiadając tak wielkie instrumentarium, od Komitetu Ministrów poczynając, a na Komisji Weneckiej, Monitoringowej i Regulaminowej kończąc, nie potrafi odsunąć od władzy człowieka, który całkowicie utracił zaufanie większości członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Jak się wydaje, Rada Europy przeżywa największy kryzys od momentu swego powstania. Korupcja polityczna, kupowanie raportów, naruszanie zasad praworządności, brak demokratycznych mechanizmów pozwalających na odwołanie osób skompromitowanych, łamiących prawo, wszystko to pozbawia ją tego, co miało być dla niej najważniejsze – autorytetu.

prof. dr hab. Włodzimierz Bernacki, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczący polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy

skróty pochodzą od redakcji

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA