fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Manuel Sarrazin: W kwestii żądań reparacyjnych

PAP/DPA
Prawnie Polska zrezygnowała z reparacji, ale wina moralna Niemiec jest przytłaczająca - pisze przewodniczący niemiecko-polskiej grupy parlamentarnej w Bundestagu i poseł Zielonych.

Od czasu wygrania wyborów przez PiS w 2015 r. z kwestii reparacji wojennych od Niemiec uczyniono temat polityki wewnętrznej. W kontekście delikatnie odmownej reakcji Niemiec oraz z powodu taktycznej mobilizacji PiS w latach 2019–2020, na które przypadają terminy wyborów, temat ten w Warszawie odsunięto ostatnio na dalszy plan. Jednak rozczarowanie konkretnymi wynikami współpracy polsko-niemieckiej mogłoby doprowadzić do tego, że temat ten po wyborach stanie się przedmiotem działań na szczeblu rządu.

W dyskusji dotyczącej reparacji strona niemiecka posiada wobec Polski jeden zasadniczy problem: jakkolwiek Polska prawnie jednoznacznie zrezygnowała z wypłat reparacji, tym niemniej wina moralna jest w dalszym ciągu przytłaczająca. Fakt ten sprawił, że obcesowa odmowa zaspokojenia żądań reparacyjnych, jakkolwiek prawnie prawidłowa, była jednak moralnie i politycznie nieusprawiedliwiona. Niemcy nie mogą uznawać tej dyskusji za zakończoną, jeżeli nie jest ona taka dla naszych polskich partnerów i przyjaciół. Równocześnie wraz z działaniami PiS zmieniła się dyskusja w Polsce. Starało się ono spopularyzować ten temat. Co prawda podkreślało znaczenie kwestii reparacji, nie podjęło się jednak ofensywnego rozstrzygnięcia tej sprawy z niemieckim rządem federalnym na fundamencie prawnym. Berlin czeka na krok ze strony Warszawy, PiS wahało się jednak do tej pory ze sfinalizowaniem czy wręcz z przekazaniem rzekomo gotowego sprawozdania.

W Niemczech podaje się coraz bardziej w wątpliwość zasadniczą postawę rządu federalnego wobec reparacji. Widać, że odmowa uznania ludobójstwa również w ramach prawa międzynarodowego oraz kategoryczny sprzeciw wobec dyskusji na temat reparacji w fundamentalny sposób blokuje działania mające na celu pojednanie. Ponadto coraz bardziej podaje się w wątpliwość, jakoby w wyniku zawartego w Londynie (1953) porozumienia o regulacji zagranicznych długów Niemiec oraz podjętych na tej podstawie uregulowań, wraz z dokonaniem ostatecznych regulacji następstw wojny w trakcie konferencji dwa plus cztery, wszelkie reparacje pomiędzy państwami były wykluczone. Jasne jest jednak i to, że realizacja prawnego lub finansowego politycznego uregulowania kwestii reparacji, zarówno bilateralnie, jak i wielostronnie, jest niemal niewyobrażalna w takiej mierze, jaka finansowo odpowiadałaby poniesionym stratom i rozmiarom zbrodni. Nawet Niemcy nie byłyby w stanie jej podołać.

Oznacza to, że stwierdzenie pod względem prawnym niesłuszności niemieckiej pozycji prawnej w odniesieniu porozumienia z Londynu o regulacji zagranicznych długów Niemiec i wynikające z tego następstwa prawne dla partnerów, w przypadku których nie dysponuje się jednostronnymi oświadczeniami o zrzeczeniu się roszczeń, jak to ma miejsce w przypadku Polski, byłoby co prawda pożądane, ale z drugiej strony jest jasne, że stwierdzenie to pod względem prawnym nie może skutkować takim zobowiązaniem Niemiec do zapłaty, które doprowadziłoby do ruiny państwo niemieckie w takiej mierze, jak zostało to po wojnie świadomie odrzucone przez mocarstwa zwycięskie (plan Morgenthaua).

Poza tym bardziej niż wątpliwe jest takie dokonanie wyliczenia faktycznych świadczeń odszkodowawczych z odsetkami i odsetkami od odsetek, które byłoby prawnie bez zarzutu i zrozumiałe pod względem moralnym. Również wysokość podawanych ze strony Polski na forum publicznym kwot – za wyjątkiem wyliczenia w odniesieniu do tak zwanej przymusowej obligacji – sprawia, że pojawiają się pytania o metodykę wyliczania szkód i wreszcie o stosunkowo niewysokie kwoty w porównaniu do rozmiarów zbrodni. Wydają się zbyt niskie. Również z tego powodu polityka niemiecka w przeszłości zdecydowała się na powiązanie symbolicznych projektów pojednania z płatnościami indywidualnymi, które po części wychodzą również poza klasyczne działania w zakresie wyrównywania obciążeń (emerytury dla więźniów gett etc.). Ten sposób postępowania będzie w przyszłości w dalszym ciągu stanowił optymalne rozwiązanie. Strona niemiecka musi jednak przy tym zaakceptować to, że nie jest to sposób na wyegzekwowanie w zawoalowany sposób rezygnacji z roszczeń prawnych od organizacji ofiar.

W przypadku Polski z tej ogólnej perspektywy wyłania się specyficzny obraz. Jako że prawne roszczenia Polski wydają się nie do utrzymania, pojawia się większe pole manewru dla Niemiec. Niemieckiej polityce musi chodzić o to, aby na dyskusję wokół reparacji reagować z empatią i przychylnością, pozbawiającą polaryzację bazy ideologicznej. Niemcy muszą dać wyraźnie do zrozumienia, że są gotowe do „odrobienia swoich zadań domowych”. Musimy teraz chopoprawić empatię i umiejętności komunikacyjne Niemiec w zakresie polityki historycznej w odniesieniu do kwestii reparacji. Tym bardziej jeśli mamy na uwadze to, że odchodzą od nas świadkowie historii.

Po bardzo pozytywnie przyjętych przemówieniach prezydenta federalnego Steinmeiera, kanclerz federalnej Merkel i ministra spraw zagranicznych Maasa wygłoszonych przez nich w ramach wizyt z okazji uroczystości w 2019 r. związanych z upamiętnieniem tych wydarzeń, nie powinno w 2020 r. powstawać wrażenie, że ze słów nie wynikają ze strony Niemiec żadne kolejne inicjatywy. Postawa wyczekująca, jaką dotychczas przyjął rząd federalny, winna być zatem uzupełniona o własne propozycje, jak moralnie i finansowo można postępować w Polsce z winą Niemiec w taki sposób, aby nie doprowadziło to do oficjalnych negocjacji na szczeblu rządowym w zakresie wypłaty reparacji i aby obydwa rządy mogły zachować swoje pozycje prawne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA