fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Operacja specjalna Putina

AFP
Być może kulminacyjnym momentem wymierzonej w Polskę akcji będzie wystąpienie prezydenta Rosji na uroczystościach w Yad Vashem - pisze dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego KPRM.

Rozpoczęta w grudniu antypolska kampania historycznych oszczerstw ma wszelkie znamiona starannie przygotowanej i realizowanej według określonego scenariusza operacji specjalnej rosyjskiego państwa. Kluczową rolę odgrywają w niej rosyjskie służby specjalne, o czym świadczy dobór narzędzi i wykorzystanie wpływów – nie tylko w Rosji.

Wojny pamięci

Historia jest ważnym instrumentem wykorzystywanym w polityce państwa rosyjskiego. Służy legitymizacji reżimu przez odwoływanie się do wydarzeń, postaci i procesów z przeszłości tłumaczących teraźniejsze działania. Ale też służy celom w polityce zewnętrznej. Można nawet powiedzieć, że archiwa stały się, obok ropy i gazu, głównym niewojskowym narzędziem w prowadzonej przez Rosję wojnie hybrydowej.

Nawet określenie działań w tym obszarze ma konfrontacyjny charakter. Podczas gdy w innych państwach mówimy o „polityce historycznej” czy „polityce pamięci”, Rosjanie mają swój własny termin: „wojny pamięci”. Dla Kremla to kolejne pole konfrontacji – istnienie państwa rosyjskiego opiera się na ciągłej konfrontacji. Dlatego można mówić wręcz o militaryzacji polityki pamięci przez Rosję.

Ostatnie ataki różnią się od wcześniejszych, wpisujących się w antyzachodnią narrację także w obszarze polityki historycznej. Ataki te można interpretować jako klasyczny wybieg Putina. Wobec narastających problemów wewnętrznych, głównie o podłożu ekonomicznym, szuka on sposobu na zahamowanie spadających notowań i konsolidację społeczeństwa wokół przywódcy. Kwestie historyczne są dla Moskwy bardzo dobrym polem działalności, szczególnie że w Rosji funkcjonuje wciąż mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Jakiekolwiek przypominanie o pakcie Ribbentrop-Mołotow i sojuszu Stalina z Hitlerem traktowane jest jako zdrada i atak na sowiecki wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą.

Innym powodem – najważniejszym – uruchomienia ataków na Polskę na tle historycznym jest jednak bieżąca polityka i cele Kremla. Skoro satysfakcjonujących korzyści nie dają inne narzędzia stosowane przeciwko Polsce, pozostaje zakłamywanie historii – tylko w ten sposób Moskwa może liczyć obecnie na skłócenie Warszawy z zachodnimi sojusznikami, szczególnie USA. Wykorzystując narzędzia historyczne, rosyjska propaganda będzie więc próbowała przekonać międzynarodową społeczność, że Polska stanowi zagrożenie dla dobrosąsiedzkich relacji w Europie Środkowo-Wschodniej i na linii Moskwa–Zachód. Obniżenie wiarygodności Polski w UE i w NATO oraz w oczach sąsiadów ma utrudnić naszemu krajowi prowadzenie aktywnej polityki wobec Rosji.

Antysemicka opcja atomowa

Obecna operacja przeciwko Polsce jest klasyczną wojną pamięci, choćby ze względu na używane do jej prowadzenia kanały. Mamy więc oficjalny dyskurs (wystąpienia Putina, szefa Dumy i in.), w tym dyplomatyczną retorykę (wystąpienia rzeczniczki MSZ i komunikaty ambasady rosyjskiej), mamy też medialną kampanię. W każdym obszarze główną rolę odgrywa aparat państwowy. Państwo kontroluje ten obszar polityki, państwo prowadzi wojny pamięci.

Kluczową rolę odgrywają służby specjalne. Ich wychowankowie atakują Polskę, używając dokumentów dobranych odpowiednio i wyjętych z kontekstu przez historyków wywodzących się ze służb, przeszukujących archiwa resortowe zamknięte dla kogokolwiek spoza czekistowskiego kręgu. Nie tylko symboliczne, ale i praktyczne znaczenie ma fakt, że głównym moderatorem współczesnej debaty historycznej w Rosji jest reaktywowane kilka lat temu Rosyjskie Towarzystwo Historyczne, na czele którego stoi Siergiej Naryszkin, dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego.

Wojny pamięci nie ograniczają się bowiem do przeszłości. Są częścią walki informacyjnej. Można je zaliczyć do środków aktywnych w działalności rosyjskich służb. Rosyjskie wysiłki podejmowane w ramach wojen pamięci koncentrują się na niszczeniu cudzych wartości, dyskredytacji dziedzictwa historycznego przeciwnika i jego wizerunku na świecie. Opierają się na dezinformacji, manipulacji oraz innych technikach zniekształcania obrazu wydarzeń. Wszystkie te cechy występują w prowadzonej właśnie operacji antypolskiej Kremla. Możemy je śledzić na bieżąco.

W grudniu 2019 roku Rosja rozpoczęła ofensywę w obszarze polityki historycznej. Wzmacnia narrację, że to Zachód przyczynił się do wybuchu II wojny światowej. W rosyjskim projekcie to Chamberlain, Daladier i Piłsudski są winni spiskowania z Hitlerem, nie Stalin. A drogę do wielkiej wojny otwiera układ monachijski z 1938 r., nie pakt Ribbentrop-Mołotow. Ostatnie wypowiedzi Putina są przez część komentatorów interpretowane jako skutek irytacji Kremla uchwałą Parlamentu Europejskiego potępiającą totalitaryzmy, która – zdaniem Rosjan – stawia znak równości między hitlerowskimi Niemcami a stalinowskim Związkiem Sowieckim. Tyle że uchwała podjęta została we wrześniu 2019 roku. I dopiero teraz Rosjanie jej używają?

Mamy raczej do czynienia nie z irytacją, nie z kolejną zwykłą okołorocznicową kampanią rosyjskiej propagandy. Atakom na Polskę nadano najwyższy polityczny priorytet. Świadczy o tym fakt, że to Putin osobiście – 20 i 24 grudnia – zaatakował Polskę. Za pierwszym razem na forum międzynarodowym (spotkanie liderów części państw postsowieckich), za drugim na jednym z najważniejszych w roku spotkań kręgów wojskowych i zbrojeniowych. Wystąpienia były starannie przygotowane przez kremlowskie zaplecze – wątpliwe, by Putin osobiście wiedział wcześniej, kto to był ambasador Lipski. To pracujący dla służb archiwiści wyciągnęli i przygotowali na użytek polityczny dokument autorstwa ambasadora przedwojennej Polski w Berlinie.

Co jednak najważniejsze, po raz pierwszy wykorzystano temat antysemityzmu. Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę z dużego wyczulenia zachodniej opinii publicznej (o czym można było się przekonać kilka razy w ostatnich latach) na zarzuty antysemityzmu wobec Polski i Polaków. Do tego dochodzi antypolska postawa pewnych polityków w Izraelu, co Moskwa również skwapliwie wykorzystuje. Jak w wielu różnych dezinformacyjnych kampaniach i operacjach specjalnych w przeszłości wobec różnych krajów i różnych postaci publicznych Rosjanie odwołują się do stereotypów na temat Polski i Polaków silnych na Zachodzie i w Izraelu. Choćby tego o silnym katolicyzmie.

Nie przypadkiem rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, krytykując uchwałę polskiego parlamentu w sprawie wypowiedzi władz Rosji na temat II wojny światowej, użyła sformułowania „jak w czasach inkwizycji”, próbując dyskredytować stanowisko władz Polski. Z kolei „Rossijskaja Gazieta”, organ prasowy rosyjskiego rządu, zarzuciła Polsce motywy finansowe („chodzi o pieniądze”, „po wojnie Polska przywłaszczyła sobie majątek Żydów, którzy zginęli w Holokauście”) i powtórzyła kłamliwe zarzuty o kolaborację Polaków z Niemcami, stwierdzając też w komentarzu do decyzji polskiego prezydenta o niewzięciu udziału w jerozolimskich uroczystościach upamiętniających wyzwolenie niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, że „przywódca kraju, który w państwie żydowskim uważany jest nieoficjalnie za wspólnika Holokaustu, nie miał moralnego prawa do obecności”.

Uwagę zwraca zabieranie przez Rosjan głosu za samych Izraelczyków. Nie wolno przy tym zapominać, że Rosji jest dziś łatwiej prowadzić antypolską kampanię z wykorzystaniem wątku antysemickiego, ponieważ w samym Izraelu jest już duża rosyjskojęzyczna i pozytywnie odnosząca się do Putina grupa mieszkańców – ponad milion imigrantów z byłego Związku Sowieckiego. Stanowią oni ważny elektorat (ok. 16 proc. wszystkich wyborców) dla różnych izraelskich sił politycznych.

Uroczystości w Jerozolimie

Wystąpienia Putina i natychmiastowa reakcja „orkiestry” (komentarze czołowych rosyjskich urzędników i dyskusje w mediach państwowych) były otwarciem dłuższej kampanii. To pierwszy ruch w specjalnej operacji, której celem jest przypięcie Polsce etykietki wspólnika Hitlera, współsprawcy II wojny światowej. Najlepszym sposobem, biorąc pod uwagę powszechną jednak na świecie nieznajomość polskich losów w czasie wojny, ma być nie tylko zrobienie z Polaków antysemitów, ale i przypisanie przedwojennemu państwu polskiemu systemowego antysemityzmu.

Ważnym, być może kulminacyjnym momentem tej operacji będzie wystąpienie Władimira Putina na uroczystościach w Jerozolimie związanych z rocznicą wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, które w kontekście ostatnich wydarzeń okazują się być propagandową „ustawką” Kremla przy wykorzystaniu renomy szacownej instytucji, jaką jest Yad Vashem. Głównym organizatorem konferencji jest World Holocaust Forum, którego szefem jest Mosze Kantor. Od 2007 roku stoi on na czele Europejskiego Kongresu Żydowskiego, pozostając jednocześnie rosyjskim oligarchą, który od dawna realizuje politykę rosyjską, choćby krytykując Zachód za wzrost antysemityzmu i jednocześnie chwaląc Rosję za rzekomo skuteczną walkę z antysemityzmem.

Teraz Kantor ma do odegrania ważną rolę w specjalnej operacji Putina i jego wspólników. Jerozolimska prowokacja została przygotowana zgodnie z regułami służb specjalnych. Najpierw były kłamliwe wystąpienia Putina, które miały wywołać burzę w Polsce. Na tym tle kontrowersje zaczęła budzić kwestia udziału polskiego prezydenta w uroczystościach w Jerozolimie. Po grudniowych słowach rosyjskiego prezydenta stało się jasne, że do ataków na Polskę wykorzysta też Jerozolimę. Andrzej Duda musiał więc uzyskać gwarancję prawa wystąpienia tam, by móc ewentualnie odpowiedzieć na zarzuty Putina. I tu swoją rolę odegrał Kantor. Polskiemu prezydentowi odmówiono prawa zabrania głosu, by musiał w milczeniu wysłuchać Putina.

Powody ataku na Polskę

Rosyjskie strategie i sposoby ich realizacji rozumiemy coraz lepiej, również dzięki działaniom naszych służb specjalnych, w szczególności ABW, która w ostatnich latach skutecznie neutralizuje rosyjską aktywność hybrydową na terenie naszego kraju. Polska jest dziś dla Kremla główną przeszkodą w osiągnięciu strategicznych celów w Europie. Polityka historyczna obecnego rządu skutecznie podważa rosyjskie kłamstwa historyczne i przede wszystkim uderza w ideologiczny fundament reżimu putinowskiego – odwołanie się do stalinowskich tradycji. Jeśli bowiem Związek Sowiecki będzie postrzegany bardziej jako sojusznik Hitlera niż jego pogromca, to taka narracja – podkreślająca niegodziwość tego państwa – podważy mocarstwowe ambicje Rosji.

Po drugie, Polska stała się głównym architektem budowy czegoś, co Moskwa postrzega jako największe zagrożenie dla swojej neoimperialnej strategii, a co naprawdę jest inicjatywą stworzenia politycznego i ekonomicznego bloku Międzymorza, konsolidacją krajów leżących między Rosją a Zachodem, dotychczas raz za razem padających ofiarą układów bądź konfliktów Rosji i zachodniej Europy. Trzeci powód obecnej agresji rosyjskiej wobec Polski to kwestie bezpieczeństwa energetycznego. Polska skutecznie zmniejsza uzależnienie od rosyjskich węglowodorów. Sprowadza coraz mniej ropy ze wschodu i zapowiedziała, że nie przedłuży kontraktu jamalskiego, który uzależniał Polskę od rosyjskiego gazu. W zamian zwiększa import LNG, m.in. z USA, oraz buduje gazociąg łączący kraj ze złożami norweskimi. W ten sposób Polska może stać się gazowym hubem dla całej Europy Środkowej, pozwalając zmniejszyć zależność energetyczną od Rosji także krajom sąsiednim.

Wreszcie czwarty, najważniejszy, powód rozpoczęcia przez Putina operacji specjalnej przeciwko Polsce: coraz ściślejszy sojusz polityczno-wojskowy Warszawy z Waszyngtonem. Sojusz, który nie tylko wzmacnia bezpieczeństwo Polski, ale też prowadzi do zwiększenia obecności militarnej USA i NATO na całej wschodniej flance paktu północnoatlantyckiego. To gwarantuje zaś stabilność nie tylko naszej części Europy, ale i całego globu.

Autor jest dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz rzecznikiem ministra koordynatora służb specjalnych

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA