Reklama

Jak kluby go-go okradały klientów. Pomagali policjanci, mózgiem był aspirant z Warszawy

W trzech lokalach nocnych w stolicy mogło zostać oszukanych nawet kilkuset bywalców. W proceder zamieszanych jest kilku funkcjonariuszy policji.

Aktualizacja: 30.04.2021 06:20 Publikacja: 29.04.2021 19:11

Podczas nalotu na kluby policjanci CBŚP znaleźli dużą liczbę paszportów, dowodów i praw jazdy

Podczas nalotu na kluby policjanci CBŚP znaleźli dużą liczbę paszportów, dowodów i praw jazdy

Foto: fot. cbsp.policja.pl

Chodzi o dwa kluby w centrum Warszawy – „Gold House” przy ul. Żurawiej i „Royal Gentleman Club” przy ul. Świętokrzyskiej oraz „Al Capone” na Rynku we Wrocławiu, na które 24 kwietnia nalot urządziło Centralne Biuro Śledcze Policji i wrocławski wydział ds. PZ Prokuratury Krajowej. Według śledczych na wielką skalę okradano bywalców tych lokali. Wiadomo o 50 poszkodowanych, ale może ich być znacznie więcej. „Rzeczpospolita” odsłania kulisy działania procederu, w który zaangażowani byli trzej czynni policjanci.

Kosztowny wieczór

W areszcie jest 15 podejrzanych, którym postawiono blisko 50 zarzutów dotyczących założenia, kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz oszustw. Rozwojowe śledztwo prowadzi CBŚP i Dolnośląski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, podczas nalotu na kluby śledczy znaleźli dużą liczbę paszportów, dowodów osobistych, praw jazdy – całą torbę dokumentów należących do osób z Polski i do cudzoziemców z wielu krajów Europy, a nawet z Ameryki Północnej.

– Sądzimy, że te dokumenty były zabierane klientom w przestępczych celach. Do czego mogły posłużyć? Chociażby do wyłudzenia kredytów czy innych nadużyć na cudzy rachunek – słyszymy od jednego ze śledczych.

Dlatego Prokuratura Krajowa w czwartek zamieściła apel do wszystkich osób, które były klientami tych klubów, a po wizycie w nich straciły pieniądze, by się zgłaszały.

Reklama
Reklama

Aspirant „mózgiem”

Biznes obliczony był nie na rozrywkę dla panów, ale na okradanie ich z pieniędzy. Wśród 15 zatrzymanych jest trzech czynnych policjantów z Warszawy, z czego jeden – Dariusz G. – miał założyć zorganizowaną grupę przestępczą i nią kierować.

To historia jak z filmu. Biznesmen Piotr K. oraz policjant Dariusz G., aspirant z pionu prewencji warszawskiej komendy rejonowej – jak wskazują zebrane przez śledczych dowody – założyli kluby w jednym celu – żeby „czyścić” kieszenie i konta klientów. Obaj mieli się znać wcześniej. – Na pomysł na biznes wpadł policjant, a przy pomocy biznesmena interes rozkręcił – wynika z ustaleń śledczych. Z czasem policjant wciągnął dwóch swoich kolegów – Cezarego Cz. (też z policji w stolicy) i Pawła J. z drogówki w komendzie w Piasecznie (mieli obsługiwać monitoring w klubach). W służbie są od 4 do 11 lat. – Nie ma dla nich miejsca w policji. W przypadku potwierdzenia zarzutów powinien zapaść surowy wyrok – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Klientom serwowano w klubach trunki, dosypując środki odurzające, a nieprzytomnych okradano. Personel lokali wykorzystywał karty i telefony klientów do zaciągania pożyczek, które od razu wydawano w lokalach. Inny sposób: dodawanie jednego „zera” do kwoty wbijanej do terminala płatniczego lub ściąganie podwójnie zapłaty pod pretekstem, że pierwsza transakcja została odrzucona. Pobierano też opłaty w walutach, a klientom mówiono, że płacą w złotych.

Wspólny mianownik

– Jeśli pan czuje się oszukany, proszę to zgłosić na policję – słyszeli naciągnięci klienci, gdy przychodzili z pretensjami. Sprawcy czuli się bardzo pewnie.

Nawet jeśli poszkodowani składali zawiadomienia, trafiały do prokuratur rejonowych i sprawy umarzano, wychodząc z założenia, że „klient upił się i nie pamięta, ile wydał". Dopiero dolnośląskie „pezety" wzięły pod lupę rozproszone sprawy i uznały, że „przypadków" dotyczących trzech klubów jest podejrzanie dużo. Ściągnęli akta spraw, założono podsłuchy, a obraz, jaki się wyłonił z nagranych rozmów, okazał się szokujący. Mechanizm oszustwa był widoczny jak na dłoni.

Stawki usług w klubach były drakońskie – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Np. za 26-minutowy show w wykonaniu tancerki i dwie butelki szampana klient płacił 43 tys. zł. – Kiedy jednego z klientów ogołocili do zera, wzięli jeszcze na jego dane ok. 70 tys. zł pożyczki, dbając o to, żeby ją od razu „wydał" w klubie. Celem byli głównie cudzoziemcy – mówią nam śledczy.

Reklama
Reklama

Kiedy podczas nalotu 24 kwietnia CBŚP wpadło do klubu we Wrocławiu, był tam akurat jeden z trójki podejrzanych policjantów. – Pokazał policyjną legitymację, twierdząc, że jest tu tylko klientem, próbował wyjść – mówi nam jeden ze śledczych.

Z ustaleń CBŚP i prokuratury wynika, że cała sieć klubów była jak dobrze działająca firma. Struktura grupy była uporządkowana i zhierarchizowana, miała swój zakamuflowany „język", a dla dyscyplinowania jego członków stworzono system kar. Śledztwo jest rozwojowe i na obecnych zatrzymaniach się nie skończy.

Przestępczość
Nicolás Maduro i Cilia Flores doprowadzeni do sądu. Co się tam wydarzy?
Przestępczość
Brigitte Macron kontra hejterzy. Sąd w Paryżu wydał wyrok
Przestępczość
Berlin. Po pożarze dziesiątki tysięcy mieszkań bez prądu. Do podpalenia przyznała się Vulkangruppe
Przestępczość
Tajemniczy ładunek rosyjskiego statku, który zatonął. Co przewoził Ursa Major?
Przestępczość
Kolejny skandal korupcyjny wstrząśnie Ukrainą? NABU i SAP ujawniły proceder w Radzie Najwyższej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama