fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Jak kluby go-go okradały klientów. Pomagali policjanci, mózgiem był aspirant z Warszawy

Podczas nalotu na kluby policjanci CBŚP znaleźli dużą liczbę paszportów, dowodów i praw jazdy
fot. cbsp.policja.pl
W trzech lokalach nocnych w stolicy mogło zostać oszukanych nawet kilkuset bywalców. W proceder zamieszanych jest kilku funkcjonariuszy policji.

Chodzi o dwa kluby w centrum Warszawy – „Gold House” przy ul. Żurawiej i „Royal Gentleman Club” przy ul. Świętokrzyskiej oraz „Al Capone” na Rynku we Wrocławiu, na które 24 kwietnia nalot urządziło Centralne Biuro Śledcze Policji i wrocławski wydział ds. PZ Prokuratury Krajowej. Według śledczych na wielką skalę okradano bywalców tych lokali. Wiadomo o 50 poszkodowanych, ale może ich być znacznie więcej. „Rzeczpospolita” odsłania kulisy działania procederu, w który zaangażowani byli trzej czynni policjanci.

Kosztowny wieczór

W areszcie jest 15 podejrzanych, którym postawiono blisko 50 zarzutów dotyczących założenia, kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz oszustw. Rozwojowe śledztwo prowadzi CBŚP i Dolnośląski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, podczas nalotu na kluby śledczy znaleźli dużą liczbę paszportów, dowodów osobistych, praw jazdy – całą torbę dokumentów należących do osób z Polski i do cudzoziemców z wielu krajów Europy, a nawet z Ameryki Północnej.

– Sądzimy, że te dokumenty były zabierane klientom w przestępczych celach. Do czego mogły posłużyć? Chociażby do wyłudzenia kredytów czy innych nadużyć na cudzy rachunek – słyszymy od jednego ze śledczych.

Dlatego Prokuratura Krajowa w czwartek zamieściła apel do wszystkich osób, które były klientami tych klubów, a po wizycie w nich straciły pieniądze, by się zgłaszały.

Aspirant „mózgiem”

Biznes obliczony był nie na rozrywkę dla panów, ale na okradanie ich z pieniędzy. Wśród 15 zatrzymanych jest trzech czynnych policjantów z Warszawy, z czego jeden – Dariusz G. – miał założyć zorganizowaną grupę przestępczą i nią kierować.

To historia jak z filmu. Biznesmen Piotr K. oraz policjant Dariusz G., aspirant z pionu prewencji warszawskiej komendy rejonowej – jak wskazują zebrane przez śledczych dowody – założyli kluby w jednym celu – żeby „czyścić” kieszenie i konta klientów. Obaj mieli się znać wcześniej. – Na pomysł na biznes wpadł policjant, a przy pomocy biznesmena interes rozkręcił – wynika z ustaleń śledczych. Z czasem policjant wciągnął dwóch swoich kolegów – Cezarego Cz. (też z policji w stolicy) i Pawła J. z drogówki w komendzie w Piasecznie (mieli obsługiwać monitoring w klubach). W służbie są od 4 do 11 lat. – Nie ma dla nich miejsca w policji. W przypadku potwierdzenia zarzutów powinien zapaść surowy wyrok – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Klientom serwowano w klubach trunki, dosypując środki odurzające, a nieprzytomnych okradano. Personel lokali wykorzystywał karty i telefony klientów do zaciągania pożyczek, które od razu wydawano w lokalach. Inny sposób: dodawanie jednego „zera” do kwoty wbijanej do terminala płatniczego lub ściąganie podwójnie zapłaty pod pretekstem, że pierwsza transakcja została odrzucona. Pobierano też opłaty w walutach, a klientom mówiono, że płacą w złotych.

Wspólny mianownik

– Jeśli pan czuje się oszukany, proszę to zgłosić na policję – słyszeli naciągnięci klienci, gdy przychodzili z pretensjami. Sprawcy czuli się bardzo pewnie.

Nawet jeśli poszkodowani składali zawiadomienia, trafiały do prokuratur rejonowych i sprawy umarzano, wychodząc z założenia, że „klient upił się i nie pamięta, ile wydał". Dopiero dolnośląskie „pezety" wzięły pod lupę rozproszone sprawy i uznały, że „przypadków" dotyczących trzech klubów jest podejrzanie dużo. Ściągnęli akta spraw, założono podsłuchy, a obraz, jaki się wyłonił z nagranych rozmów, okazał się szokujący. Mechanizm oszustwa był widoczny jak na dłoni.

Stawki usług w klubach były drakońskie – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Np. za 26-minutowy show w wykonaniu tancerki i dwie butelki szampana klient płacił 43 tys. zł. – Kiedy jednego z klientów ogołocili do zera, wzięli jeszcze na jego dane ok. 70 tys. zł pożyczki, dbając o to, żeby ją od razu „wydał" w klubie. Celem byli głównie cudzoziemcy – mówią nam śledczy.

Kiedy podczas nalotu 24 kwietnia CBŚP wpadło do klubu we Wrocławiu, był tam akurat jeden z trójki podejrzanych policjantów. – Pokazał policyjną legitymację, twierdząc, że jest tu tylko klientem, próbował wyjść – mówi nam jeden ze śledczych.

Z ustaleń CBŚP i prokuratury wynika, że cała sieć klubów była jak dobrze działająca firma. Struktura grupy była uporządkowana i zhierarchizowana, miała swój zakamuflowany „język", a dla dyscyplinowania jego członków stworzono system kar. Śledztwo jest rozwojowe i na obecnych zatrzymaniach się nie skończy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA