fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Zakaz uboju rytualnego to faul na eksporcie mięsa

Adobe Stock
Dwie trzecie wysyłanego za granicę drobiu i jedna trzecia wołowiny pochodzi z uboju rytualnego. Autorzy „piątki dla zwierząt" dają miesiąc na zamknięcie produkcji i mgliste obietnice odszkodowań.

„Piątka dla zwierząt" przechodzi przez konsultacje publiczne w Senacie, a za tydzień senatorzy zagłosują nad ustawą. Jednak wbrew argumentom, że uboju rytualnego w Polsce można spokojnie zakazać, bo nie stanowi wielkiego procentu eksportu, dane, do których dotarła „Rzeczpospolita", wskazują, że drób z uboju rytualnego to nawet 58 proc. eksportowanego mięsa, a wołowina – 30 proc. Rolnicy mówią o fali bankructw, a banki potwierdzają zagrożenie.

Klienci już szantażują

– Pierwsze poważne szkody już widać, sygnał poszedł w świat i dziś mamy olbrzymią presję na obniżenie cen ze strony zagranicznych kontrahentów – mówi Grzegorz Marek, prezes firmy drobiarskiej Imex, która sporą część produkcji oparła na uboju rytualnym. Wyjaśnia, że choć sam zakaz jeszcze nie obowiązuje, to klienci już wiedzą, że Polacy mają problem, więc naciskają. – Taki jest wymierny efekt tej lawiny, uruchomionej przez polityków – dodaje.

Szkody, o których mówi producent drobiu, mogą dotyczyć ogromnej części polskiej produkcji drobiu i wołowiny.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita" w Głównym Inspektoracie Weterynarii (GIW), mięso i produkty drobiowe pozyskane z uboju rytualnego to nawet 855 tys. ton wysłanych do UE oraz na rynki trzecie w 2019 r. Większość, bo 824,9 tys. ton, zostaje na rynku wspólnym, a 30,8 tys. ton trafia na rynki trzecie. Choć GIW zaznacza, że rynek UE pokazany w tych danych obejmuje też Polskę, to jednak producenci mięsa halal i koszer mówią zgodnie, że do polskich konsumentów trafiają znikome ilości. – Na rynek krajowy mięsa z systemów religijnych niemal nie wprowadzamy – potwierdza Dariusz Goszczyński, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa, która skupia 70 proc. polskich producentów drobiu. Dlatego można szacować, że są to dane eksportowe.

I jeśli weźmiemy pod uwagę, że w 2019 r. Polska, największy producent drobiu w UE, wysłała w świat 1,4 mln ton mięsa drobiowego, to te 855 tys. ton z uboju rytualnego stanowi nawet 58 proc. eksportu. – Żałujemy, że nikt nas nie zapytał o skutki gospodarcze tego projektu – mówi Dariusz Goszczyński.

Dla wołowiny eksport w ogóle jest kluczowym kierunkiem, bo wysyłamy w świat ponad 80 proc. produkcji – a 30 proc. tego eksportu zajmuje mięso halal i koszer. Chodzi o 114 tys. ton z eksportu sięgającego w ubiegłym roku 377 tys. ton. Tu rynki trzecie grają zdecydowanie większą rolę niż dla drobiu, ponad jedna piąta wołowiny z uboju rytualnego (21 proc.) trafia właśnie tam wobec niespełna 4 proc. drobiu.

Gorzkie skutki

– Urągający wszelkim zasadom jest okres 30 dni na zakończenie produkcji, to przyniesie gigantyczne konsekwencje dla branży, doprowadzi do upadku wielu firm – mówi Dariusz Goszczyński. Jeden z producentów drobiu komentuje złośliwie, że w miesiąc (tyle ma trwać vacatio legis od wejścia w życie ustawy do zakazania uboju rytualnego) może i można rozpocząć produkcję obiecywanych przez rząd samochodów elektrycznych, ale nie zmienić kierunek działalności firmy obecnej na rynku od 30 lat. Miesiąc nie pozwoli nawet na ograniczenie strat, ponieważ cykl produkcji w drobiu – od kupna piskląt do oddania ich do ubojni – to trzy miesiące, a w wypadku produkcji bydła mięsnego – nawet dwa lata.

Zakaz uboju rytualnego, a więc i zakaz eksportu tego mięsa spowoduje, że będzie go za dużo na polskim rynku, co mocno obniży ceny. – Jednak to, że Polska sama siebie ograniczy, nie znaczy, że wyznawcy islamu czy judaizmu przestaną jeść mięso, po prostu zamówienia zostaną przekierowane do Rumunii czy Ukrainy, a my zostaniemy ze zwierzętami – zauważa Goszczyński.

O nowych klientów będzie bardzo trudno. – W dobie pandemii, gdzie rynki są pomrożone, rynek horeca nie funkcjonuje i nie ma perspektyw, by ten sektor wrócił do czasu sprzed pandemii – nie ma takich nowych rynków, które by były w stanie przejąć tak dużą polską produkcję, jakiej teraz chcemy zakazać – mówi Grzegorz Marek.

Podobne wnioski płyną od producentów wołowiny. – Część zakładów będzie musiała zamknąć działalność w ciągu miesiąca, bo przebranżowienie się w takim czasie nie jest realne – mówi Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. – Wchodzą w grę też odszkodowania za zerwanie kontraktów z odbiorcami, którym nie będziemy mogli dostarczyć towaru. Ceny żywca czekają drastyczne spadki, o 30–40 proc. – wymienia Zarzecki.

Przewidują straty

Branża drobiarska była do tej pory czempionem polskiego rolnictwa, dopracowała się tytułu pierwszego producenta w Europie. Inwestycje w produkcję lub modernizację zakładów wymagały jednak kredytów, chętnie udzielanych przez banki. Dziś obie strony mają problem, bo dla banków utrata kontraktu, który był uzasadnieniem dla finansowania, bywa równoznaczna z utratą zdolności kredytowej.

– W tej branży obciążenie kredytami jest dość wysokie – przyznaje Bartosz Urbaniak, szef bankowości agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę. – O ile branża drobiowa jest mocno sprofesjonalizowana, o tyle wielu producentów wołowiny to drobni rolnicy, którzy hodują po kilka zwierząt – mówi ekspert, który uważa ten projekt za mocno kontrowersyjny.

Utrata biznesu obciąży wypłacalność rolnika, ucierpią banki

„Zakaz uboju może skutecznie pozbawić producentów możliwości obsługi zaciągniętych na te cele kredytów bankowych" – napisała do Senatu Krystyna Majerczyk-Żabówka, prezes Krajowego Związku Banków Spółdzielczych. I tłumaczy, że zmiany ustawy o ochronie zwierząt prowadzą do likwidacji nie tylko branży przetwórstwa mięsnego, ale też wszystkich branż działających dla tego przetwórstwa.

A kłopoty rolników i przetwórców, w większości kredytobiorców, mają bezpośredni wpływ na sytuację finansujących ich banków. KZBS wyjaśnia, że udzielając wieloletnich kredytów inwestycyjnych, banki określały zdolność kredytową rolników na podstawie planowanych przychodów i dochodów z opłacalnej dotychczas działalności. Ustawa „likwidująca w istocie całą branżę" doprowadzi klientów banków do utraty przychodów i zaprzestania spłaty kredytów. A to pogorszy sytuację banków, którym już zaszkodziły obniżki stóp procentowych. Proponują więc, by termin wejścia w życie tego zakazu rozciągnąć na 10–15 lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA