fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Konkurencja tylko czeka na polski zakaz uboju

Adobe Stock
Konkurencja zastąpi polskie dostawy mięsa z uboju rytualnego w ciągu jednego dnia – mówią importerzy.

Dzisiejszy projekt zakazu hodowli norek i zakaz uboju rytualnego mają co najmniej dwa punkty wspólne – w obu przypadkach ustawodawca nie przewidział żadnego odszkodowania za zamknięcie legalnie działających dziś biznesów, a na wygaszenie produkcji rolnicy mają rok od wejścia w życie ustawy. Importerzy mięsa halal i koszernego nie będą jednak tak długo szukać nowych dostawców.

– To będzie problem dla polskich rolników, nie dla importerów, dostawców możemy zastąpić w ciągu jednego dnia – mówi „Rzeczpospolitej" Jamal Souna, szef francuskiego stowarzyszenia Halal Verif, które wydaje certyfikaty halal i kontaktuje klientów z dostawcami mięsa. Znajdują klientów na polskie mięso w Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemczech, Szwajcarii, Maroku. Szukać nowych dostawców zaczęli w dniu, gdy usłyszeli o zamiarze zakazu uboju rytualnego w Polsce, znają już producentów halal w Czechach, Rumunii, Hiszpanii, Bułgarii czy na Węgrzech. – Wybieramy się właśnie do Irlandii, zgłaszają się firmy z Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, niektóre portugalskie firmy chcą się przestawić na halal. Preferujemy mięso z Polski, ale nie możemy uzależniać się od jednego dostawcy – mówi Souna. Szacuje, że rynek mięsa halal w Europie rośnie w tempie 20 proc. rocznie, a jeśli cała Europa zabroni uboju rytualnego, dostawcy znajdą się w Kanadzie, Argentynie, Brazylii. Na możliwość przejęcia rynku po Polakach czekają też firmy z Ukrainy i Rosji.

Jaki wpływ będzie miał zakaz na kondycję rolnictwa – tu ocenę utrudnia brak danych: mięso z uboju rytualnego nie trafia do osobnych statystyk. Dane o handlu zagranicznym, i to jedynie na rynki trzecie, ma Główny Inspektorat Weterynarii, który nie zdążył jednak odpowiedzieć na nasze pytania.

Analitycy stosują więc różne szacunki, według Credit Agricole – mięso z takiego uboju zajmowało w 2019 r. odpowiednio 11,4 proc. wartości eksportu wołowiny i 6 proc. eksportu drobiu, łącznie wartości 291 mln euro. – Można oceniać, że w latach 2017–2019 od 10 do 20 proc. wolumenu polskiego eksportu wołowiny mogło pochodzić z uboju rytualnego, co stanowiło 8–16 proc. jego krajowej produkcji – szacuje Mariusz Dziwulski, ekspert PKO BP. Z kolei Stowarzyszenie Polskie Mięso, oceniając po danych z zakładów mięsnych, szacuje udział wołowiny i drobiu z uboju rytualnego na 30–40 proc. eksportu.

Różnie wyglądały też perspektywy dla mięsa z uboju rytualnego i futer norek. O ile w ostatnich latach eksport mięsa mocno rósł, o tyle eksport skór futerkowych spadł w ciągu czterech lat do 180 mln euro z 400 mln euro. Łącznie handel z zagranicą mięsa z uboju i skórek sięgnął 472 mln euro. – Dla polskiego PKB to niewiele, bo 0,09 proc. jego wartości. Proponowane zmiany nie miałyby więc istotnego wpływu na gospodarkę – ocenia Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole. Zakaz będzie kolejnym negatywnym impulsem dla rolników. – Rynek wołowiny mocno ucierpiał na skandalu w Kalinowie, ceny spadły wtedy o 10 proc., potem Covid zablokował rynki na kilka miesięcy, teraz zarówno my, jak i Irlandczycy, z silnym niepokojem czekamy na brexit – mówi Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA