fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Cydr: mieliśmy być potęgą, przez podatki wyszło jak zwykle

Fotorzepa, Andrzej Cynka
W produkcji trunku z naszych jabłek mieliśmy być potęgą. Sprzedaż cydru w ostatnim roku jednak gwałtownie spada. Powód to bezsensowna polityka państwa wobec producentów tego napoju.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy (do końca maja) sprzedano cydr o wartości zaledwie 62 mln zł. To o niemal jedną czwartą mniej niż rok wcześniej. A jeszcze pięć lat temu eksperci przewidywali, że wartość rynku tego alkoholu w ciągu dekady przekroczy miliard złotych.

Cydr pojawił się w szerszej sprzedaży w 2013 r. i błyskawicznie zdobył popularność. Dziś równie szybko wypychają go jednak z rynku nowe mody, np. na piwa smakowe czy musujące wina. Przedstawiciele branży od dawna twierdzili, że do dalszego rozwoju cydr potrzebuje m.in. możliwości reklamy i jednej stawki akcyzy (dziś obowiązują dwie, w zależności od zawartości alkoholu). Generalnie – wsparcia państwa, którego jednak do dziś się nie doczekali.

Krajowi producenci tego trunku wciąż w pocie czoła naklejają np. na butelki papierowe banderole. Dzieje się tak, chociaż premier Mateusz Morawiecki w 2017 r. obiecał zerową stawkę akcyzy na cydr i likwidację banderoli. Na obietnicach się skończyło.

Poza tym, choć cydry mają moc piwa, w świetle prawa są winami. W efekcie nie mogą się reklamować. – Wykorzystują to producenci z branży browarniczej, którzy korzystając z możliwości reklamy swoich produktów, oferują konsumentom cydropodobne piwa – mówi Magdalena Zielińska, prezes Polskiej Rady Winiarstwa.

– W sieciach handlowych mamy prawdziwą inwazję piw smakowych, gdzie piwo jest tylko nośnikiem alkoholu, a jego smak kreują aromaty i dodatki – dodaje Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex.

Same cydry też zawiodły nadzieje. Miały być szansą na wykorzystanie jabłek niewpuszczanych przez embargo do Rosji. Tymczasem najlepsze cydry powstają z bardzo kwaśnych, specyficznych odmian, których jest u nas coraz mniej.

Na tym smutnym obrazie widać jednak pozytywne zjawisko: mimo spadków ogólnej sprzedaży rzemieślnicze mikrocydrownie wyprzedają bez problemu całą produkcję, głównie w restauracjach i barach, poza wielkim handlem. Tu szlaki przetarła im moda na piwa kraftowe.

– Jest spory spadek sprzedaży cydrów, ale głównie tych przemysłowych, sprzedaż cydrów rzemieślniczych rośnie – mówi Dariusz Koroś, założyciel Cydru Chyliczki. – Z całego rynku alkoholu cydry mają jednak najgorzej, jeśli chodzi o bariery prawne. Dlatego słabo się w Polsce rozwijają.

Na przeżywającym załamanie sprzedaży rynku powody do radości mają tylko wytwórcy cydrów rzemieślniczych, którym produkcja schodzi na pniu.

Za szklankę cydru rzemieślniczego w warszawskim barze klienci płacą dziś nawet 15 zł. I znajduje się coraz więcej chętnych, którzy chcą płacić. To ewenement na rynku, na którym załamała się sprzedaż cydrów kosztujących po 4 zł za butelkę.

Zakaz reklamy

Klienci odwrócili się od napojów produkowanych przez wielkie firmy. Widać to w statystykach Nielsena. Sprzedaż w ciągu ostatnich 12 miesięcy (do maja – najnowsze dane) spadła o 23 proc. i jest warta jedynie 62 mln zł. Żeby wiernie oddać pełny obraz tej katastrofy, trzeba przypomnieć, że w 2014 r., gdy moda na cydr była blisko szczytu, eksperci szacowali, że w ciągu dekady wartość rynku przekroczy... miliard złotych. Raczej już tego nie dokona w dającej się przewidzieć przyszłości. Sprzedaż nie tylko spada, swoje marki wycofały z Polski wielkie koncerny, a sam cydr oferuje coraz mniej sklepów.

– Cydr sprzedawany jest w około jednej trzeciej sklepów małoformatowych i ta dystrybucja się nie poszerza – mówi Hubert Hozyasz, analityk z Centrum Monitorowania Rynku. Jego miejsce na półkach zabiera konkurencja, działająca w Polsce w cieplarnianych, w porównaniu do cydru, warunkach. – Znacznie szerszą dystrybucję mają marki piw smakowych bezpośrednio konkurujących z cydrami: Somersby i Dziki Sad – dodaje. Marki te cały czas poszerzają swoje portfolio o nowe smaki, czego cydrom nie wolno robić, bo mają być tylko z jabłek. Piwo o smaku owoców jest jednak bardzo popularne, według CMR w tym roku największą popularnością cieszy się smak mango. Piwo ma łatwiej – może się reklamować, gdy cydr ma zakaz. Grupa Żywiec zupełnie już wycofała z polski cydr, za to rozwija piwa smakowe i radlery. – Skoncentrowaliśmy się w ofercie na tym, na co najlepiej zareagowali konsumenci – mówi Magda Brzezińska, rzecznik Grupy Żywiec. Grupa inwestuje w promocję każdej nowości na rynku. – Jeśli chodzi o reklamę, przy każdym nowym produkcie trzeba dotrzeć do konsumenta z informacją, że produkt jest dostępny w ofercie, jest reklama w punkcie sprzedaży – mówi rzeczniczka.

Potencjał jest

A jednak mimo spadków sprzedaży producenci rzemieślniczych cydrów zauważają rosnący popyt na ich wcale nie najtańsze produkty. – Wierzymy, że jest dobry czas na cydr rzemieślniczy – mówi Przemysław Iwanek, producent Cydru Pełnia i organizator pierwszej konferencji producentów cydrów rzemieślniczych. – Gdy całej branży spadała sprzedaż, mikrocydrownie wyprzedają wszystko, co mają, a o niektóre produkty, jak lodowe cydry czy cydry starzone w beczkach – ludzie wręcz się dopominają – mówi Iwanek. Branża chciałaby, żeby cydr stał się pamiątką z Polski, na wzór calvadosu czy włoskich win.

Producenci rzemieślniczych cydrów sprzedają swoje trunki głównie w barach i restauracjach, najlepiej zorganizowani trafiają do sklepów specjalistycznych. Działają w zbyt małej skali, by mieć szansę na bycie partnerem dla wielkiego handlu. Ale i taka mikroekspansja napotyka od lat na trudności. – Umowy o wyłączności to zmora, ale coraz więcej pubów z tego wychodzi, bo chcą mieć szeroką ofertę, a koncerny są coraz mniej chętne do wydawania gratisów, ławek, parasoli – mówi Iwanek. Mechanizm polegał na tym, że gdy dany pub podpisał umowę o wyłączności z dużym koncernem, nie mógł sprzedawać cydru, jeśli koncern także miał go w swojej ofercie, nawet jeśli go nie dostarczał do tego akurat baru. Na takie trudności skarżył się jeden z producentów cydru z Dolnego Śląska.

Bariery znane od lat

Na wielki odpływ konsumentów cydru składają się od lat te same przyczyny: akcyza, banderole, zakaz reklamy.

Duży problem generują przepisy, które są niedostosowane do realiów polskiej produkcji, zwłaszcza w najmniejszych zakładach. – Zakładanie banderol generuje nam dodatkowe koszty, bo my to musimy nalepiać ręcznie – mówi Dariusz Koroś, założyciel Cydru Chyliczki, który w tym roku zdobył w konkursach w Wielkiej Brytanii 12 medali. – Maszyny do banderolowania przerobiłyby w ciągu godziny całą naszą produkcję, a kosztują kilkuletnią wartość naszej sprzedaży. To duży koszt i mnóstwo niepotrzebnie straconego czasu – wyjaśnia.

Kolejną barierą jest akcyza. Cydry mają dwie różne stawki, dla produktów o zawartości alkoholu do 5 proc. i powyżej. Wyższa akcyza to 158 zł za hektolitr, niższa – 98 zł. Wreszcie w sklepie cydry mogą stać tylko na półkach z alkoholem mocnym. – Konieczność lokowania cydrów na półkach z winem i alkoholem mocnym dodatkowo ogranicza rozwój kategorii – zauważa Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex.

Opinia dla „rz"

Mirosław Pawlina, prezes M&P Pavlina

Cydr pochodzi z Normandii, tam dziś każdy producent calvadosu produkuje też cydr, bo jest on produktem w połowie drogi do calvadosu. Były próby produkcji calvadosu w Polsce, ale bardzo nieudane. Trzeba podkreślić, że dobry cydr potrzebuje zupełnie innych jabłek niż do konsumpcji, jabłka wykorzystywane we Francji do cydru są prosto z drzewa po prostu niezjadliwe. W mojej sieci sklepów co roku zwiększamy sprzedaż cydru francuskiego i cydru jednego ze świetnych polskich rzemieślników.

Szybka moda, wielkie nadzieje

– Moim zdaniem konsument, który sięga dziś po cydr przemysłowy, to ten, który ulega modom sezonowym – mówi Marcin Dukała, przedsiębiorca i były importer cydru UpCider.

Jego zdaniem taki konsument przenosi się z jednej kategorii alkoholu na drugą. – Tymczasem wszyscy liczyli na to, że cydr zdobędzie tak lojalnego klienta, jak zdobyły browary. Może tak będzie z cydrem rzemieślniczym – mówi.

Faktycznie, moda na cydr żywiołowo wdarła się do Polski w 2013 roku, w 2014 już rozpalała emocje analityków. Cydr dostał również nieplanowane ogromne wsparcie reklamowe dzięki rosyjskiemu embargo na polskie jabłka. Tysiące ton owoców straciło wstęp na rynek rosyjski, a cała Polska zastanawiała się, co z nimi zrobić. Wtedy produkcja cydru zdawała się cudownym remedium na zagospodarowanie ogromnych zapasów owoców. Jednak, jak przyznaje jeden z małych producentów cydru, gdy próbował wtedy odkupić od jednego z sadowników zalegające mu zapasy jabłek, spotkał się z odmową, gdyż bardziej opłacalne było uzyskanie państwowego odszkodowania za embargo.

Dziś rzemieślnicy tłumaczą, że ich cydr różni się od koncernowego, bo... nie jest słodki. Słodkie napoje przegrywają zaś w starciu z piwami dosładzanymi sokami owocowymi, które dzięki reklamie łatwo trafiają do świadomości konsumentów.

Mikrocydrownie wytwarzają napoje nie ze słodkich jabłek deserowych, a ze starych odmian jabłek o wytrawnym smaku. To głównie renety w różnych wydaniach – szara, złota, ananasowa, landsberska, a także grochówka, kronselka. Jabłka są zbierane, dopiero gdy są tak dojrzałe, że zaczynają spadać z gałęzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA