Sąd penitencjarny nie zajmował się w czwartek winą skazanego. Zdecydował natomiast (z urzędu), że zasługuje on na warunkowe przedterminowe zwolnienie. Wniosku prokuratury o przerwę w karze nie uwzględnił. Sąd wyznaczył mu okres próby na 10 lat, ustanowił dozór kuratora i zakazał przeprowadzkę bez zgody sądu.
Jak uzasadniał do zastosowania warunkowego przedterminowego zwolnienia zaistniały przesłanki formalne i materialne. Po pierwsze - skazani na karę 25 lat więzienia o wyjście zza krat mogą ubiegać się po odbyciu 15 lat kary. Po drugie - do zastosowania instytucji przedterminowego zwolnienia potrzebna jest pozytywna prognoza kryminologiczna oraz dobre zachowanie za kratami. I jednym i drugim skazany się legitymował.
Za co trafił za kratki?
Do zbrodni miało dojść w noc sylwestrową 1996/1997. Porzucone zamarznięte ciało nastolatki znaleziono w Miłoszycach pod Wrocławiem. Prokuratura i policja były pod dużą presją. - W czasie, gdy zapadał wyrok metody badawcze były mniej precyzyjne - mówił w czwartek sąd. Przypomniał też, jakie były wówczas oczekiwania wobec sądu, pod jaką ogromną presją działał. Ktoś zasugerował oficerowi CBŚ, że sprawcą może być Tomasz K. z Wrocławia. Miał 21 lat. Niekarany, skończył szkołę specjalną. Wyglądem przypominał mężczyznę z portretu pamięciowego. Zgodził się na pobranie krwi i swojego zapachu. Ekspertyzy jedna po drugiej wskazywały na niego. Ślady zębów na ciele ofiary też miały należeć do niego. Nie wiadomo tylko, jak znalazł się w sylwestra w Miłoszycach. Nikt go tam nie widział. Dwanaście osób dało mu alibi. Według ich zeznań w czasie, gdy dokonywano zbrodni, Tomasz był w domu we Wrocławiu. Prokuratura odgrażała się, że oskarży je o składanie fałszywych zeznań. W maju 2000 r. Tomasz K. został aresztowany, a w 2004 r. skazany na 25 lat więzienia.
W 2016 r prokuratorzy wrócili do sprawy. W czerwcu 2017 r okazało się bowiem, że związek ze śmiercią nastolatki może mieć Ireneusz M., mężczyzna kilka razy skazywany już za gwałty. M. jest teraz podejrzany o zgwałcenie i zabójstwo 15 letniej dziewczyny. Śledztwo prokuratury wciąż trwa. I to właśnie w jego efekcie, podczas powtórnej analizy akt, okazało się, że Tomasz Komenda jest niewinny. Tak twierdzą sami prokuratorzy. Konsekwencją ww ustaleń są dwa wnioski, jakie w ostatnich dniach złożyli śledczy.
Pierwszy - z prośbą o przerwę w odbywaniu kary przez osadzonego - został skierowany do wrocławskiego sądu. Drugi, o wznowienie postępowania w sprawie mężczyzny, do Sądu Najwyższego. Wpłynął w minioną środę. Został wystosowany przez Dolnośląski Zamiejscowy Wydział Prokuratury Krajowej. Ta wystąpiła w nim o uchylenie wyroków obu instancji z 2003 i 2004 r wobec Tomasza Komendy i jego uniewinnienie.
Kosztowne porażki prokuratury
Takie wnioski traktowane są jako porażka śledczych. To niejedyny problem. Wyroki uniewinniające pociągają bowiem za sobą finansowe konsekwencje dla państwa. Tylko w 2017 r. zapłaciliśmy blisko 0,5 mln zł odszkodowań za niesłuszne skazania. Ponad dwa razy tyle kosztowały nas zadośćuczynienia.
Rekordowe odszkodowanie przyznał dwa lata temu Sąd Apelacyjny w Gdańsku mężczyźnie, który spędził niesłusznie w więzieniu 12 lat, skazany za zabójstwo instruktora jazdy konnej. Najpierw sąd okręgowy, a potem i apelacyjny wyceniły jego wolność na 2 mln 800 tys. zł.