fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Poseł Porozumienia o 30-krotności: Znaleźć coś pośrodku

tv.rp.pl
- Myślę, że tak jak w rodzinie, powinno się - nawet jeśli są jakieś swary i inne podejścia do oszczędności i pieniędzy - rozmawiać i znaleźć coś pośrodku - mówił w #RZECZoPOLITYCE prof. Wojciech Maksymowicz, poseł Zjednoczonej Prawicy, polityk Porozumienia.

Zuzanna Dąbrowska: Dzień dobry, Zuzanna Dąbrowska, #RZECZoPOLITYCE. Moim gościem jest profesor, Wojciech Maksymowicz, poseł Zjednoczonej Prawicy, Porozumienie.

Prof. Wojciech Maksymowicz: Dzień dobry.

Miał pan trochę politycznej przerwy, niektórzy powiedzieliby, że odwyku, tęsknił pan za polityką i atmosferą parlamentarno-rządową?

Nie miałem doświadczenia bezpośrednio parlamentarnego, poza pracą w ministerstwach w imieniu rządu, jako minister zdrowia.  Lata lecą, doświadczenia się zbierają, zagadnienia którymi teraz się zajmuję, dotyczące głównie nauk medycznych, ale ciągle jeszcze w ramach prac rządowych. To skłoniło mnie, żeby wpływać na regulacje z tym związane, a, że przy okazji człowiek zostaje posłem i musi mówić o wszystkich innych kwestiach, nie tylko przyjemnych, ale też trudniejszych -  to jestem.

Zjednoczona Prawica wygrała wybory, ma większość, ale okazuje się, że Porozumienie, nie ma jeszcze podpisanej umowy koalicyjnej. Nie  wiadomo kto będzie ministrem sportu, nad tym wszystkim wisi miecz Damoklesa w postaci słynnej 30-stokrotności. Dlaczego nie ma umowy koalicyjnej?

Mogę tylko wyrazić pewnego rodzaju zdziwienie, bo do tej pory zwykle przed formowaniem rządu, taka umowa powstawała. Poprzednia, jak wiadomo funkcjonowała do końca kadencji, czyli do momentu pierwszego posiedzenia nowego Sejmu i taki był też moment próby zawarcia jej znowu. Doszło do wydłużenia tego procesu, na piątek było zaplanowane kolejne spotkanie na poziomie reprezentantów politycznych, żeby uzgadniać pewne zasady.

Na pewno na atmosferę rozmów między PiS-em, a Porozumieniem, wpłynął fakt zgłoszenia ustawy o 30-stokrotności o zniesieniu limitu składek na ZUS, czyli zdecydowanej zmiany w systemie emerytalnym, dotyczącej najlepiej zarabiających. Kiedy jeden z politycznych liderów, czyli Jarosław Gowin mówi „nie, my z Porozumienia tego nie podpiszemy”, to jest to twarde veto.

Jest to bardzo wyraźne stanowisko, ono zostało powtórzone kilkakrotnie.

Pan je podziela?

Zostałem desygnowany przez Porozumienie na posła i jestem zobowiązany do  lojalności w tym zakresie. Takie było stanowisko zarządu Porozumienia, jednomyślnie powtórzone w czasie spotkań z posłami. Jest tez kwestia rozmów dotyczących metody podejścia do tego problemu, bo rozumiem, że PiS próbuje zbadać inne możliwości, w przypadku głosowania negatywnego zgłoszonego przez Porozumienie.

Czyli sojusz z lewicowymi posłami z Razem?

Dowiadujemy się o tym głównie z prasy, i z takich informacji, które docierają pośrednio, że jakieś podpytywania były. Trzeba wiedzieć jak jest. Myślę, że tak jak w rodzinie, powinno się - nawet jeśli są jakieś swary i inne podejścia do oszczędności i pieniędzy - rozmawiać i znaleźć coś pośrodku.

Rozmawiałam z jednym z posłów PiS-u, który mówił, że „Porozumienie chciałoby mieć ciastko i zjeść ciastko, z jednej strony podoba im się zrównoważony budżet, a z drugiej strony nie wskazują sposobu na to, aby go równoważyć, a przecież potrzebne są pieniądze”. Czy da się pogodzić, fakt że nie ma większych wpływów do budżetu z tym, żeby budżet był zrównoważony?

Oczywiście, że równoważenie to jest szukanie dodatkowych środków, jeśli są pomysły na dodatkowe wydatki, albo tak jak w tym wypadku, profilaktyka, zabezpieczenie się przed ewentualnym pogorszeniem się koniunktury ekonomicznej. Metoda, która jest proponowana, budzi poważne wątpliwości, ponieważ może wpłynąć w dalszej perspektywie na odwrócenie efektu. A tak się stanie, jeżeli będzie to dotyczyć osób przedsiębiorczych, tych które są motorem różnych pomysłów i działań. Jednocześnie zatrudniający też będą musieli ponieść wyższe koszty zatrudniania, w efekcie może się okazać, że stracimy tych, którzy są zdolni do podciągnięcia naszej gospodarki wyżej. Jako profesor neurochirurg, pracujący na uniwersytecie, też bym podpadał pod ten zapis i wielokroć wyrażałem swoje zdziwienie, że nie mogę odkładać więcej na emeryturę. Wiadomo, że człowiek chciałby mieć bezpieczeństwo i osobiście byłbym gotów dłużej i więcej płacić.

Czy ten rząd i ta większość sejmowa, w sytuacji kiedy w Senacie większości nie ma i są wybory prezydenckie, powinien dokonywać głębokich zmian na jakimkolwiek polu, strukturalnych, systemowych, czy też raczej powinien jak najsprawniej zarządzać tym co jest?

Jedno i drugie: trzeba etapować sprawy. Po to są właśnie umowy koalicyjne, ustalenia do czego dążymy, co jest naszym celem, na co się zgadzamy wspólnie i ustalamy etapy działania. To jest zrozumiałe, że poważnej i bardzo złożonej reformy nie można zrobić w trzy miesiące. Natomiast  teraz potrzebujemy decyzji dotyczących budżetu, a więc spotkajmy się i rozmawiajmy co możemy zatwierdzić etapowo, ale nie tak, że posłowie podpisują projekt bardzo poważnej ustawy, która w ten sposób omija rząd, konsultacje, związki zawodowe...

Jest pierwsze przedłożenie senackie, chodzi o drobna ustawę, ale symboliczną. Emerytury kobiet z rocznika 1953, który to rocznik został pominięty przy okazji rozlicznych zmian w prawie emerytalnym. Czy sądzi pan, że tego typu ustawę, pod warunkiem, że jest prawidłowo napisana, posłowie Zjednoczonej Prawicy powinni poprzeć, czy tu będzie wojna między Senatem a Sejmem?

Myślę, że każde dobre przedłożenie, jako efekt pracy zbiorowej powinno być procedowane, dlatego, że naprawdę chodzi o dobro wspólne.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA