fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Koronawirus a policyjne akcje konrtoli prędkości

AdobeStock
Mniejszy ruch na drogach nie powstrzyma policyjnych akcji. Choć od niedawna wyglądają one nieco inaczej, tysiące kierowców i tak tracą prawo jazdy za zbyt szybką jazdę.

Policjanci w rękawiczkach, ze środkiem do dezynfekcji rąk, oraz alkomaty z jednorazowymi ustnikami – tak wygląda kontrola drogowa w czasie zarazy. Ma być bezpiecznie. I choć tuż po wprowadzeniu obostrzeń w poruszaniu się pojawiła się informacja, że policja odpuszcza np. kontrole trzeźwości, szybko okazało się, że to nieprawda. Wiedzą o tym najlepiej ci, którzy podczas ostatniej marcowej policyjnej akcji, pod hasłem: kaskadowy pomiar prędkości, stracili prawo jazdy lub zapłacili mandaty.

Co to za akcje? Kontrole odbywają się w tym samym czasie na kilku odcinkach drogi. Mogą w niej brać udział dwie, trzy lub więcej załóg policji. Często takie kontrole odbywają się na krótkim odcinku drogi. Po to, by wyłapać drogowych piratów.

– Nadzorem objęte są miejsca, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków drogowych, których przyczyną jest nadmierna prędkość. To niezwykle skuteczne akcje – informuje policja.

Kierujący, którzy nie stosują się do ograniczeń prędkości, muszą się liczyć z konsekwencjami: mandatem, punktami karnymi i utratą prawa jazdy.

O tym, że jeździmy zbyt szybko, świadczyć mają liczby – w 2019 r. prawie 49 tys. osób zostało zatrzymanych do kontroli właśnie z tego powodu.

Wojciech Kotowski, ekspert do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego, nie jest zdziwiony rosnącą popularnością tego rodzaju kontroli.

– Ma ogromne działanie profilaktyczne. Kierowcy wyposażeni coraz częściej w specjalne aplikacje są w stanie uniknąć namierzenia przez stacjonarne urządzenia. Taki patrol składający się z kilku radiowozów może się szybko przemieszczać i stanowić niespodziankę dla tych, którzy zawsze się spieszą – ocenia dla „Rzeczpospolitej".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA