fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Udostępnianie torrentów może naruszać prawa autorskie

Fotolia
Umożliwienie innym pobrania nawet fragmentu pliku z utworem może grozić odpowiedzialnością.

Pobieranie filmu czy piosenki z sieci torrent do skorzystania z nich samemu lub z najbliższymi mieści się w dozwolonym użytku. Jednak użytkownik pobierający potrzebne do tego oprogramowanie wyraża zgodę także na pobieranie plików z jego komputera przez innych. A to jest już naruszeniem prawa.

Wiele źródeł

Sytuację komplikuje mechanizm działania sieci torrent. Zwykle plik pobierany jest od wszystkich użytkowników, którzy wcześniej go ściągnęli i są akurat podłączeni do sieci. Każdy z nich udostępnia jedynie mały fragment pliku. Przy próbie jego odtworzenia najczęściej wyświetli się ciąg nieczytelnych znaków. Rodzi to pytanie o integralność rozpowszechnianego utworu. A bez niej nie ma naruszenia art. 116 prawa autorskiego.

– Taki fragment nie przedstawia żadnej wartości twórczej – mówi radca prawny Ewa Gryc-Zerych z kancelarii VenaGroup. – Przeciętnemu użytkownikowi trudno zidentyfikować, czy ma takie cechy, aby można było uznać go za samodzielny utwór – dodaje.

– Skoro użytkownik udostępnia jedynie część pliku, z której nie da się odtworzyć utworu, to nie ma eksploatacji i naruszenia praw autorskich – tłumaczy dr hab. Wojciech Machała z UW.

Wskazuje jednak, że można spojrzeć na problem inaczej: udostępnienie części pliku przez wielu użytkowników prowadzi do pobrania całego pliku z utworem. Każdy z nich bierze więc udział w jego udostępnianiu.

Przestępstwo z art. 116 ust. 1 p.a. jest umyślne, więc sprawca musi mieć świadomość rozpowszechniania cudzego utworu bez zezwolenia i co najmniej godzić się na to.

W postępowaniu dotyczącym rozpowszechniania filmu „Last Minute" organy ścigania argumentowały, że przeciętny użytkownik nie ma pojęcia o architekturze sieci i trudno uznać, by był świadom, że pozyskując film do obejrzenia, popełnia przestępstwo.

Trudno dowieść winy

Zdaniem Wojciecha Machały jednak można mówić o winie nieumyślnej, w postaci niedbalstwa, a bezwiedna akceptacja warunków „torrentowania" nie usprawiedliwia.

– Są głosy, że już samą gotowość do udostępnienia utworu należy traktować jako usiłowanie – mówi Ewa Gryc-Zerych.

Zdarzają się też wyroki stwierdzające, że każdy korzystający z internetu na komputerze oskarżonego nieświadomie uruchamia program sieci torrent i rozpowszechnia pliki. Trudno więc przypisać winę konkretnej osobie.

W postępowaniu cywilnym uprawniony może domagać się dwukrotności opłaty licencyjnej za utwór. To on musi jednak wykazać, że udostępniany różnym osobom fragment utworu można zakwalifikować jako integralne dzieło. Sąd byłby jednak związany wcześniejszym wyrokiem karnym w tej sprawie.

– Można spotkać też pogląd, że wysokość odszkodowania powinna zostać podzielona proporcjonalnie między udostępniających dany utwór – wskazuje Ewa Gryc-Zerych.

Zdaniem Wojciecha Machały nie ma podstaw do takiego podziału.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Edyta Duchnowska, radca prawny Kancelaria Law4Business

Odpowiedzialność osoby dopuszczającej się naruszenia jest niezależna od winy. Podstawą odpowiedzialności jest sam fakt bezprawności działania. Ponosi się ją za samo naruszenie, z którego powstała szkoda. Wystąpienie winy będzie miało za to wpływ na zakres i rozmiar odpowiedzialności. Każda z osób bezprawnie udostępniająca utwór będzie ponosiła odpowiedzialność za swoje działanie. Okoliczność, że udostępnienie nastąpiło jednocześnie czy w określonym czasie, w mojej ocenie nie powinno mieć znaczenia. Jeżeli ktoś zaczyna udostępniać cały film (nie ingerując w utwór) i przerywa z jakichkolwiek względów, to nie zachodzi przesłanka uwalniająca go od odpowiedzialności. Już samo rozpoczęcie udostępniania filmu stanowi złamanie prawa. Fakt, że ktoś pobrał film nawet w niewielkiej części, jest bez znaczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA