fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ameryka dla bogaczy. Trump buduje rząd miliarderów

Betsy DeVos poprzez męża jest dziedziczką fortuny założyciela koncernu AmWay. U Donalda Trumpa zostanie sekretarzem edukacji.
AFP
Prezydent, który miał obalić establishment, zbudował rząd miliarderów. Żaden z jego poprzedników tak nie zrobił.

Fortuny członków nowej administracji są tak ogromne, że amerykańskie media nie mogą się doliczyć ich wartości. „Wall Street Journal" i „Fortune" mówią łącznie o 10 mld dol., CBS podaje liczbę 11 mld dol.

Wśród nominatów jest pięciu miliarderów i blisko dziesięciu właścicieli setek milionów dolarów każdy. Wilbur Ross Jr., nowy sekretarz handlu, to m.in. właściciel funduszu specjalizującego się w przejmowaniu upadających przedsiębiorstw i sprzedaży ich z zyskiem. Jego majątek: przynajmniej 3 mld dolarów. Niewiele uboższy jest inny inwestor Steven Mnuchin, który zostanie nowym sekretarzem skarbu. Tekę edukacji przejmie z kolei Betsy DeVos, synowa założyciela Amwaya. Jej fortuna jest bajeczna. Rex Tillerson, przyszły sekretarz stanu, przez 40 lat pracy w ExxonMobil zgromadził akcje tego megakoncernu o wartości kilkuset milionów dolarów. Vincent Viola zbudował z kolei swój majątek (1,8 mld dol.) na inwestycjach na giełdzie nowojorskiej. Teraz zostanie zastępcą sekretarza obrony ds. armii. Zastępcą sekretarza handlu będzie natomiast Todd Ricketts z rodziny multimiliarderów i właścicieli m.in. słynnej drużyny baseballowej Chicago Cubs.

Tą listę można by ciągnąć jeszcze długo. Ale nawet to nie oddawałoby pełnego obrazu, bo wpływ multimiliarderów na nową administrację jest o wiele większy. Wielu przyjaciół Trumpa, jak Harold Hamm, jeden z najbogatszych Amerykanów, który zbudował fortunę na nowych metodach wydobycia ropy, odrzuciło ofertę pracy nowego prezydenta (w tym przypadku sekretarza ds. energii), bo wolało zachować swobodę prowadzenia biznesu. Ale będą mu doradzać.

W komitecie inauguracyjnym 45. prezydenta będzie m.in. Carl Icahn, który odkupił od Trumpa upadające kasyno Taj Mahal w Atlantic City, czy właściciel kasyn w Las Vegas Sheldon Adelson. Z kolei w skład Rady Ekonomicznej przy Prezydencie wejdzie Diane Hendricks, najbogatsza wśród Amerykanek, które same zbudowały fortunę, czy właściciel ogromnego funduszu inwestycyjnego Blackstone Stephen Schwarzman.

Taka sytuacja w Ameryce zdarza się po raz pierwszy. Poprzedni prezydenci sięgali po usługi miliarderów, ale tylko w pojedynczych przypadkach. Na tej zasadzie sekretarzem handlu u Baracka Obamy została właścicielka funduszu inwestycyjnego Penny Pritzker. Ale dopiero Trump, który w kampanii wyborczej przedstawił się jako przeciwnik establishmentu, otoczył się tak wielką liczbą przedstawicieli tego establishmentu, multimiliarderów.

– Trump całe życie stał na czele rodzinnej firmy, nie musiał się przed nikim rozliczać, a miarą sukcesu była dla niego wielkość zgromadzonego majątku. Teraz ten model chce przenieść na państwo i wybiera ludzi, którzy myślą podobnie jak on i którzy mają podobny program działania: obniżyć podatki, uprościć warunki prowadzenia biznesu. Ale w tym tkwi ogromna pułapka: państwo to nie przedsiębiorstwo, nie działa tak samo – mówi „Rzeczpospolitej" Bruce Stokes, dyrektor w instytucie badania opinii publicznej Pew.

Pierwszym wyzwaniem dla tak sformowanego zespołu mogą być przesłuchania w Senacie. Zgodnie z amerykańskim prawem pracownicy administracji muszą pozbyć się tych inwestycji, które mogłyby prowadzić do konfliktu interesów w trakcie sprawowania funkcji publicznych. W przypadku wielu nominatów chodzi o setki milionów, a nawet miliardy dolarów.

– Wszystko, co Biały Dom każe mi sprzedać, sprzedam. Co każe mi oddać do ślepego funduszu powierniczego, oddam – obiecał Wilbur Ross.

Ale czy tak rzeczywiście się stanie, nie wiadomo.

– Republikanie mają większość w Senacie i mogą patrzeć na wymóg prawa przez palce. Przykład idzie od góry – mówi Bruce Stokes.

Z niewiadomych przyczyn prawo nie nakazuje prezydentowi pozbyć się udziałów w posiadanych firmach, jak to jest z członkami jego administracji. Jednak mimo ogromnej presji Trump zapowiedział już, że przekaże kierowanie swoim biznesem dzieciom, a nie anonimowym inwestorom. Ma udziały w około 500 poważnych inwestycjach na świecie, ryzyko konfliktu interesu jest więc duże.

– Trump wziął w leasing od państwa budynek starej poczty naprzeciwko Białego Domu, który przekształcił w luksusowy hotel. Jeśli będą się w nim zatrzymywać zagraniczni przywódcy, czy nie będzie to przyjmowanie przez prezydenta pieniędzy od obcych krajów, czego zakazuje konstytucja? – zastanawia się Bruce Stokes.

Ale według dyrektora w fundacji Pew, o ile impeachment Trumpa z powodu jego działalności biznesowej nie wchodzi w grę, bo republikanie mają większość w Kongresie, o tyle przeciwko kierowaniu krajem jak przedsiębiorstwem może wystąpić aparat państwa. Zapowiedzią tego, co może się zdarzyć, był spór między CIA i FBI a Trumpem o to, czy należy poważnie traktować zagrożenie ze strony rosyjskich hakerów, którzy wpłynęli na wynik wyborów prezydenckich. – Mój znajomy odrzucił ofertę opracowywania raportów wywiadu dla prezydenta, bo obawiał się, że Trump nie będzie ich czytał. Spodziewam się, że wielu wysokiej rangi urzędników nie pogodzi się z kierowaniem przez prezydenta państwem jak przedsiębiorstwem – uważa Stokes.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA