fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Antoni Dudek: Zmierzch Prawa i Sprawiedliwości

PO ma zużytego lidera i chyba nie najlepszą kandydatkę na prezydenta
materiały prasowe
Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – mówi prof. Antoni Dudek, politolog.

Jakie szanse ma Szymon Hołownia w wyborach prezydenckich?

We wszystkich wyborach prezydenckich zawsze było zapotrzebowanie na kandydata niepartyjnego, ale nigdy na takim poziomie, żeby on wygrywał wybory. Ostatnim przykładem jest Paweł Kukiz, który uzyskał 20 proc. Jest właśnie do 20 proc. wyborców, którzy skłonni są szukać kogoś, kto nie jest kandydatem żadnej z czterech formacji, które dominują w polskiej polityce, czyli PiS, PO, SLD i PSL. Hołownia będzie się poruszał w przedziale poparcia 0–20 proc. Zobaczymy, jak mu pójdzie zbieranie środków na kampanię, zbieranie podpisów i jak będą wyglądać sondaże, które zaczną go uwzględniać. Polacy przy świętach podyskutują o tych kandydatach, którzy się do tego momentu objawią, może poza lewicowym. Swoją drogą to będzie strata dla Lewicy, jeśli nie pokaże swojego kandydata do Bożego Narodzenia, bo odbierze sobie szanse, żeby Polacy przy wigilijnym stole mówili o jej kandydacie.

Czytaj także: PiS podkłada nogę Andrzejowi Dudzie

Paweł Kukiz w wyborach prezydenckich uzyskał trzeci wynik i dopomógł w odsunięciu Bronisława Komorowskiego od prezydentury. Szymon Hołownia też może być języczkiem u wagi?

Więcej przemawia za tym, że będzie raczej odbierał głosy kandydatom centrowym, czyli nie Andrzejowi Dudzie, nie kandydatce czy kandydatowi Lewicy, tylko raczej Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Tutaj kluczem jest Andrzej Duda, musimy zobaczyć sondaże z udziałem Hołowni po miesiącu prowadzenia przez niego kampanii i wtedy dowiemy się, komu on odbiera głosy. Dzisiaj nie wiemy, kto wspiera Hołownię. Ci, którzy za nim stoją, mogą testować szanse na miejsce do budowy nowego ruchu politycznego w centrum już po wyborach prezydenckich.

Postulatem Hołowni jest oddzielenie państwa od Kościoła.

Patrząc przez pryzmat duchowieństwa i biskupów, Andrzej Duda ma o wiele większe szanse zyskać wsparcie Kościoła niż Szymon Hołownia. Pytanie, czy Polacy są już zmęczeni wojną polsko-polską. Moim zdaniem są zmęczeni, ale nie na tyle, żeby to odrzucić, czego dowód mieliśmy w październiku. Jeżeli dodamy wynik, który uzyskała Zjednoczona Prawica, do wyniku, który uzyskała Koalicja Obywatelska, to wyjdzie nam ponad 70 proc. uczestników wyborów. Pytanie, czy Hołownia jest w stanie przekreślić ten podział. Nie wykluczam tego, ale wydaje mi się, że to będzie szalenie trudne, bo Polacy ciągle są zadowoleni z dwubiegunowego podziału. Jest tak, że albo jesteś za PiS-em, albo przeciwko PiS-owi, i nagle przechodzi Szymon Hołownia, mówiąc: nie słuchajcie, ten podział jest już nieważny, mało tego, on jest szkodliwy i toksyczny, musimy zająć się innymi sprawami. No ale właśnie, jakimi sprawami? I tu mam problem, bo nie wiem, czym Hołownia chce się zająć poza ekologią, o której mówią już wszyscy. Zobaczymy, jakie on ma konkretne pomysły w tej sprawie, czyli środowiska, wody, kryzysu energetycznego i może jakichś innych. Rozumiem, że właśnie zaczął i teraz przedstawi swoje pomysły, ale przemówienie Hołowni było zbyt ogólne, za mało było konkretnych, zapadających w pamięć pomysłów, choć i tak było to o niebo lepsze od słynnej debaty w PO.

W PO trwają prawybory prezydenckie. Jak pan ocenia pierwszą debatę między kandydatami?

Było to nieudane, kandydaci słabo wypadli. Cała sala słabo wypadła. To było jakieś niewielkie miejsce, jak się nawet zestawi z entourage'em Hołowni w Teatrze Szekspirowskim, a PO dostaje grube miliony z budżetu, to wyglądało to słabo. Nie wiem, gdzie te miliony Platformy się rozchodzą, ale nie było ich widać w czasie debaty. Sama scenografia była marna, kandydaci wypadli nieprzekonująco i nie wiadomo czemu debata miała służyć. Gdybyśmy mieli w PO ogromną liczbę kandydatów chętnych na prezydenta, to miałoby to sens. Prawda jest taka, że w pewnym momencie na siłę szukano kontrkandydata dla pani Kidawy-Błońskiej, zdecydował się prezydent Jaśkowiak, który ma chyba jakieś inne interesy do załatwienia. Wszyscy wiedzą, że i tak wygra pani Kidawa-Błońska, więc nie bardzo wiadomo, czemu to miało służyć, bo jeśli wypromowaniu pani Kidawy-Błońskiej, to nie przysłużyło się jej. Widać, że ciągle zżera ją trema. Zdumiewające, że polityk z takim doświadczeniem, mający za sobą tyle stanowisk, tyle lat w polityce, jest tak stremowany. Stąd te przejęzyczenia, niegramatyczne wypowiedzi, co było bardzo zaskakujące.

Może Kidawa-Błońska ma być piorunochronem dla Grzegorza Schetyny jako przewodniczącego partii?

Cała ta maskarada z prawyborami miała odsunąć kryzys sukcesyjny w PO. Platforma jest w głębokim kryzysie. Po wyborach parlamentarnych natychmiast zażądano dymisji Schetyny i przyśpieszenia wyborów. Schetyna, broniąc się przed tym, wymyślił prawybory, one rzeczywiście przesłoniły sprawę wyboru nowego przewodniczącego PO. Schetyna ratuje swoją pozycję wewnątrz PO, być może nawet uda mu się ją uratować, ale kosztem kandydatki partii w wyborach prezydenckich.

Kosztem osłabienia samej PO?

Ewidentnie tak. Dziś największym obciążeniem PO jest jej lider. Utrzymanie się Schetyny, jeśli wygra wybory na przewodniczącego partii, doprowadzi do tego, że będzie tę partię ciągnął w dół, tak jak prawdopodobnie Kidawa-Błońska jako kandydatką na prezydenta. PO ma zużytego lidera i chyba nie najlepszą kandydatkę na prezydenta. Może zdarzy się cud i Jaśkowiak zwycięży, bo wypadł lepiej. Nie twierdzę, że jest znakomitym kandydatem, ale dało się u niego znaleźć jakiś konkret w wypowiedziach.

Byłby lepszym kontrkandydatem dla Andrzeja Dudy?

Myślę, że pani Kidawa-Błońska już na tym etapie jest zmęczona, a kampania jeszcze się nie zaczęła. Obawiałem się, że z racji wieku nie da sobie rady z trudami kampanii, ale myślałem, że te pierwsze tygodnie będą perfekcyjne, zwłaszcza że miała dużo czasu, by się przygotować. Nie widzę przygotowania u Kidawy-Błońskiej, widzę tremę, której nie potrafi przełamać.

Andrzej Duda ma wygraną w kieszeni?

Nie, ponieważ wybory prezydenckie w Polsce są zawsze niesamowitą ruletką i nigdy do końca nie wiadomo, na które pole ta kulka wpadnie. Natomiast dzisiaj tak, największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę. Raczej nie uda mu się wygrać wyborów w pierwszej turze i pytanie, z kim znajdzie się w drugiej. Wtedy jakieś jego błędy w kampanii plus zmierzch PiS-u, który dostrzegam, może go obciążyć, ale to dopiero w drugiej turze, na razie jest faworytem.

PiS nieustannie jest faworytem w sondażach, a pan dostrzega jego zmierzch?

Tak, uważam, że apogeum potęgi ta partia osiągnęła między majem a październikiem tego roku. Oczywiście miała rekordowy wynik parlamentarny, ale ten rekordowy wynik przełożył się na zaledwie 235 mandatów. Stracił Senat, jest sprawa Banasia, a sam Jarosław Kaczyński ma kłopoty ze zdrowiem. Widać wyraźnie, że prezes ma problemy. Partia utraciła znaczną część impetu, który miała przez pierwsze cztery lata, dlatego że jest bardzo zmęczona władzą. Oni muszą się przegrupować, potrzebują nowego impulsu. Cała energia zeszła na rozstawienie się w układzie rządowym, kto jaki resort dostanie, i tak naprawdę wszyscy czekają na wynik wyborów prezydenckich. Reelekcja Andrzeja Dudy będzie dla PiS nowym otwarciem, tylko że Duda musi wygrać. Oczywiście w PiS nie ma powodów do paniki, bo Duda jest ewidentnym faworytem. Jeżeli w maju okaże, że prezes wrócił do zdrowia, a Andrzej Duda wywalczył drugą kadencję, to PiS podejmie drugą fazę rewolucji. To będzie dotyczyło samorządów i mediów, tak podejrzewam.

Na ile problemy szefa NIK i nowi sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mogą zaszkodzić Andrzejowi Dudzie?

Na pewno nie pomagają, ale rzecz polega na tym, że dla większości wyborców PiS i zwolenników Andrzeja Dudy to nie są ważne sprawy, może poza sprawą prezesa Banasia.

Andrzej Duda do reelekcji potrzebuje nie tylko zwolenników PiS, ale dodatkowych wyborców, którzy dadzą mu zwycięstwo.

Tak, ale to jest sprawa drugiej tury. Pytanie, ile osób w maju będzie pamiętało o tych wydarzeniach z grudnia, o których rozmawiamy, bo być może już się pojawią zupełnie inne kwestie.

Jeśli Marian Banaś pozostanie na stanowisku szefa NIK i będzie się wadził z rządzącymi, to będą pamiętać.

Tak, tylko jest pytanie, czy pojawią się jakieś nowe informacje w jego sprawie, czy wręcz przeciwnie, sprawa przyschnie. Pamiętajmy, że mieliśmy też poprzedniego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, który miał zarzuty, ma sprawę w sądzie i dokończył kadencję, przypominano o tym na marginesie, ale ile można. Jeżeli w najbliższym czasie PiS nie zdecyduje się poprzeć wniosku o Trybunał Stanu, a raczej się nie zdecyduje, to podejrzewam, że ta sprawa zacznie przysychać. Oczywiście opozycja będzie o tym przypominać, ale dla Andrzeja Dudy jest to szczęście, że akurat w procedurze powoływania prezesa NIK on nie odgrywał roli. Dziwię się prezydentowi, że w sprawie szefa NIK nie zabrał wyraźnie głosu. To dowodzi jego asekuranctwa. Prezydent nie może być asekurantem. Będzie musiał zabrać głos w sprawie Banasia w ciągu najbliższych dni. Dzisiaj największą zagadką jest to, kto będzie numerem dwa w wyborach. Może być nim Kidawa-Błońska, ale może też być Hołownia.

—współpraca Karol Ikonowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA