fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prawdziwa historia darczyńcy Mariana Banasia

W podarowanej Marianowi Banasiowi kamienicy przy ul. Krasickiego 24 w Krakowie - jak ujawnił "Superwizjer" TVN - wynajmowano pokoje na godziny
Fotorzepa, Piotr Guzik
Kim naprawdę był darczyńca Mariana Banasia – rzekomy żołnierz Kedywu AK i działacz niepodległościowy. Jego życiorys zaskakuje.

Jeden napad na kasę oszczędnościową w Myślenicach i brak śladów działalności opozycyjnej w czasach PRL. Materiały, jakie otrzymaliśmy w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie i Krakowie, stawiają pod znakiem zapytania słowa Mariana Banasia o Henryku Stachowskim – człowieku, który przed laty podarował przyszłemu ministrowi finansów i prezesowi NIK rodzinną kamienicę w Krakowie i dom na wsi za „dożywocie".

Napad w ramach grupy

O tym, że Marian Banaś otrzymał kamienicę od „żołnierza AK", mówił sam w mediach. A już wcześniej publicznie o „AK-owcu" powiedział w 2014 r. w Krakowie, podczas „III zaduszek Solidarności" – na spotkaniu Stowarzyszenia „Sieć Solidarności". Banaś twierdził, że „urodzony 21.04.1922 r. Stachowski to były żołnierz Kedywu AK, po wojnie został aresztowany przez UB, torturowany i skazany na więzienie; później pracował m.in. w Domu Handlowym Jubilat w Krakowie, gdzie zakładał Solidarność, potem w konspiracji zajmował się kolportażem. Zmarł 22.06.2007 r.".

Zastanowiło nas, dlaczego Henryka Stachowskiego nie ma więc w rejestrze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i że jako człowiek zakładający „Solidarność" nie był represjonowany w PRL. Sięgnęliśmy do archiwów, by zbadać przeszłość Stachowskiego. Wnioski zaskakują.

W maju 1945 r. Stachowski z grupą pięciu osób napadł z bronią w ręku na Komunalną Kasę Oszczędności w Myślenicach, zabierając 130 000 zł. Zatrzymało go UB. Materiały IPN wskazują, że napad przypisano do akcji wywrotowej wobec państwa grupy leśnej „Cement", która – jak wtedy uznało UB – powstała z inspiracji słynnego oficera wywiadu AK Inspektoratu Krakowskiego Edwarda Mellera ps. Mewa.

„Cement" – jak wynika z akt – działał tylko trzy miesiące – od maja do lipca 1945 r. (AK rozwiązano w styczniu 1945 r. – po wojnie formowały się tzw. grupy leśne o „prowieniencji AK"), i na swoim koncie miał dwa napady – jeden na kasę w Myślenicach i drugi na piekarnię, skąd zrabowano mąkę i 2 tys. zł. Stachowski działający w grupie pod pseudonimem Nowy brał udział tylko w pierwszym napadzie.

We wrześniu 1945 r. ówczesny wojskowy sąd okręgowy skazał za to Stachowskiego na pięć lat więzienia (amnestią złagodzono karę do 2,5 roku) – za czyn z art. 9 dekretu o ochronie państwa – miał wtedy zaledwie 23 lata. Co ciekawe, UB oskarżyła go także z art. 1 dekretu, który m.in. za udział w związku mającym na celu „obalenie demokratycznego ustroju państwa" przewiduje karę śmierci. Jednak wojskowy sąd umorzył zarzut przeciwko Stachowskiemu, że „od 1 lutego 1945 r. do 9 lipca 1945 r. należał do tajnej, niebezpiecznej organizacji Armii Krajowej mającej na celu obalenie demokratycznego ustroju państwa".

W archiwach brak śladu, by Stachowski należał do Kedywu AK – o czym mówił Banaś.

Jedna akcja

W marcu 1999 r. Henryk Stachowski wystąpił o zadośćuczynienie i odszkodowanie za działalność z tamtych lat. Chciał 120 tys. zł, w tym „za doznaną krzywdę – z powodu niesłusznego skazania i represjonowania za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w latach 1945- 1980" – napisał w pozwie do sądu. Zaznaczył: „wspólnie z moimi kolegami należałem do Armii Krajowej, grupa leśna »Cement« (...) i razem z nimi wziąłem udział w jednej akcji na rozkaz moich dowódców". Już na rozprawie (o odszkodowanie) mówił, że w AK był od 1943 r. – „ja byłem tam od dawna" – twierdził. W materiałach IPN nie znaleźliśmy na to żadnych dowodów.

W pozwie Henryk Stachowski pisał, że po wyjściu z więzienia aż do zmiany systemu w 1989 r. był traktowany „jak obywatel drugiej kategorii". Miał trudności z pracą, był „inwigilowany i śledzony". W aktach IPN znajdujemy odtajnioną notatkę z 1950 r. oficera UB, która wskazuje, że w latach 50. interesowano się Stachowskim. Ubek napisał o nim: „dobry pod względem moralnym", „bez nałogów", „do obecnego ustroju wrogiej działalności nie przejawia". Innych śladów zainteresowania nie znaleźliśmy.

Po wprowadzeniu stanu wojennego – co twierdził w pozwie Stachowski – „zaraz stawiła się u mnie SB-cja i zabroniono mi chodzić do pracy i kontaktować się z moimi kolegami", co trwało przeszło rok (na liście osób internowanych w stanie wojennym Stachowskiego nie ma – red.). Później często wzywano go na przesłuchania i straszono – pisał w pozwie. Dlaczego jednak nie ma śladów w IPN?

Nagły zwrot

Co ciekawe, Stachowski starał się o odszkodowanie, bo chciał wykupić na własność mieszkanie, które zajmował od 40 lat przy ul. Potebni w Krakowie. „Na starość mógłbym się czuć w miarę bezpiecznie do końca mojego życia w własnym mieszkaniu, zwłaszcza teraz kiedy zaczynają ludzi masowo eksmitować z kwaterunkowych mieszkań, bo nie stać ich na opłaty czynszowe" – pisał w pozwie.

Sąd za lata w więzieniu za napad przyznał mu ostatecznie 68 tys. zł.

W sprawie zaskakuje coś jeszcze: pozew o zapłatę Stachowski złożył w marcu 1999 r. (wyrok SN zapadł w październiku). Jak ustaliliśmy, Stachowski nigdy nie wykupił na własność mieszkania przy Potebni, a zaledwie pół roku później – 29 maja 2000 r. krakowski sąd wpisał do księgi wieczystej kamienicy przy Krasickiego 24 w Krakowie Mariana Banasia.

Starszy pan, któremu jeszcze niedawno sen z oczu spędzał brak własnego lokum i pieniędzy na jego wykup, w kilka miesięcy zdążył odzyskać kamienicę i darował ją Banasiowi w zamian za dożywocie (za utrzymanie wynoszące 500 zł miesięcznie na rzecz obdarowanego, gdy kamienicę wyceniono na 120 tys. zł).

Nie znaleźliśmy żadnego materiału potwierdzającego działalność Stachowskiego w czasach opozycji PRL. Czy zakładał „S" w domu handlowym Jubilat i zajmował się kolportażem? Wyniki kwerendy w krakowskim IPN dały wynik negatywny. Stachowski nie przewijał się też w innych sprawach działalności opozycyjnej z terenu Krakowa.

Adam Lach, wiceszef krakowskiej „S", pytany o Stachowskiego nie kojarzy takiego działacza.

Edward Nowak, prezes Stowarzyszenia Sieć Solidarności, mówi: – Ja o panu Stachowskim dowiedziałem się od Mariana Banasia. Już dawno temu mówił, że on się nim opiekuje, że to człowiek samotny, w trudnej sytuacji życiowej. Wcześniej o nim nie słyszałem, a trochę wiem o ludziach Solidarności – mówi nam Edward Nowak, krakowski opozycjonista, który siedział razem z Banasiem w celi (późniejszy wiceminister gospodarki). Według Nowaka Stachowski „był jednym z inicjatorów założenia Solidarność w domu handlowym Jubilat". – Była to mała grupa ludzi, tak wtedy było, ludzie spontanicznie się skrzykiwali – opowiada Nowak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA