fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus na wybory

Donald Tusk: nieobecny, ale przyczajony

Milczenie Donalda Tuska można tłumaczyć tym, że chce on, aby teraz całą odpowiedzialność za wynik wyborczy poniósł Grzegorz Schetyna. Na zdjęciu Marsz Polska w Europie przed majowymi wyborami do PE
Reporter
Wynik wyborów będzie miał zasadniczy wpływ na to, czy Donald Tusk powróci do polskiej polityki.

W Koalicji Obywatelskiej, która walczy o jak najlepszy wynik nie tylko z PiS, ale też ze skonsolidowaną Lewicą na jednej flance i z PSL na drugiej, trudno znaleźć kogoś, kto teraz ochoczo przyznałby, że myśli codziennie, co zrobi Donald Tusk. Politycy KO są w większości zajęci teraz swoimi problemami i indywidualną walką o miejsce w parlamencie. Atmosfera przypomina oblężoną twierdzę. – Walczymy z przeważającymi siłami. Wyborcy są pod ogromnym wpływem TVP i bywa, że mówią do nas na ulicach to, co im Kurski włożył do głów – mówi nasz rozmówca, kandydat opozycji z okręgu, w którym toczy się najostrzejsza rywalizacja.

Serce nad Wisłą

Dziennikarze już od wielu tygodni zwracają uwagę na dominację PiS w kampaniach outdoorowych oraz w mediach społecznościowych. W tej atmosferze trudno o rozważania w partii, co 2 grudnia powie Donald Tusk. Wtedy to – zgodnie z jego deklaracją, która padła w TVN 24 kilka tygodni temu – ma zdradzić swoją polityczną przyszłość. – Absolutnie serce zawsze wyrywa się gdzieś tam nad Wisłę – powiedział były premier.

To najlepszy sygnał, że wszystkie scenariusze są jednak w grze. – Kluczowa będzie szeroko rozumiana kondycja opozycji po wyborach – twierdzi nasz rozmówca z PO.

Mało kto spodziewa się jednak, że Tusk ma już ustalony dokładnie plan gry. W ostatecznym rozrachunku dla byłego premiera najważniejsza w podejmowaniu decyzji o ewentualnym starcie w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego może być właśnie sytuacja i prognozy dla obozu opozycji po wyborach sejmowych, a nie jego własne polityczne ambicje. Na zasadzie: „Nie chodzi o mnie, tylko o sprawę".  Taki obraz wyłania się z naszych rozmów.

Obserwator

Jeszcze kilka miesięcy temu każda deklaracja Tuska wywoływała emocje, falę kolejnych tekstów o scenariuszach dla byłego premiera i reakcjach PiS. Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Zapowiedź o określeniu swojej politycznej przyszłości 2 grudnia przeszła niemal niezauważona. To najlepiej pokazuje, że chwilowo, po raz pierwszy od wielu lat, były premier nie ogniskuje już uwagi tak jak kiedyś. Sam zresztą ustawił się w takiej pozycji, tak jakby chciał zbudować później efekt maksymalnego zaskoczenia. Tusk w przeciwieństwie do kampanii europejskiej w sejmową jeszcze się nie zaangażował. Ale sytuację obserwuje bardzo uważnie.

– Tak jak zrozumiałe było moje zaangażowanie w wybory europejskie, muszę być powściągliwy z oczywistych względów w wyborach krajowych, na tyle, na ile mi moje emocje i takie serdeczne zaangażowanie pozwoli. Ale muszę zachować taką elementarną neutralność – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej w TVN 24.

W opozycji – wśród tych, którzy o Tusku myślą – szybko pojawiło się kilka teorii tłumaczących, dlaczego były premier podjął taką decyzję wobec wyborów, które nazywane są najważniejszymi od 1989 r. Jedna z nich głosi, że w ten sposób chce po prostu, by wybory rozstrzygnęły się na warunkach wyłącznie Grzegorza Schetyny. – Tusk nie chce być współwłaścicielem wyniku. Sparzył się w maju. Nie miał kontroli operacyjnej nad kampanią Koalicji Europejskiej, a został obwiniony za wynik – twierdzi jeden z naszych rozmówców. Wtedy najostrzej Tuska za jego zaangażowanie i skręt w lewo krytykował szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Wsparcie Donalda Tuska, a jeszcze bardziej wystąpienie Leszka Jażdżewskiego nie pomogły Koalicji – mówił pod koniec maja w rozmowie z „Super Expressem". Można jednak zadać pytanie, na ile niższa byłaby mobilizacja wyborców Koalicji bez wsparcia Donalda Tuska. Z drugiej strony jednak nie ma też większych wątpliwości, że pamiętne, atakujące Kościół w Polsce, wystąpienie Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim 3 maja, będące supportem do wykładu Donalda Tuska, wywołało efekt mobilizujący dla elektoratu PiS.

Liczy się Senat

Pięć lat po wydarzeniu, które zmieniło trajektorię polskiej polityki – wyjeździe Donalda Tuska do Brukseli – jego powrót paradoksalnie nie budzi już dużych emocji. Liczba tekstów o politycznych planach byłego premiera rosła do czasu wyborów do Parlamentu Europejskiego. Potem spekulacje ustały. Wiele z nich dotyczyło zaangażowania Tuska w budowę własnego projektu, własnej listy, większego lub mniejszego wpływu na opozycję w kraju czy startu w wyborach prezydenckich. Równolegle kolejne wizyty byłego premiera w Polsce – czy to na przesłuchaniach w prokuraturze, czy przed komisją śledczą, czy to na Igrzyskach Wolności w listopadzie, wywoływały emocje i zaangażowanie wyborców oraz co najmniej na kilka dni przyciągały uwagę mediów. – Każde pojawienie się Tuska mobilizowało też naszych – komentuje ważny polityk PiS.

Ostatnie polityczne przemówienie Donalda Tuska rysujące plany dla opozycji miało miejsce 4 czerwca w Gdańsku. Wtedy właśnie mocno postawił on na jedną listę do Senatu i zdobycie w nim przewagi. Były premier nawiązywał wtedy do wyborów z 1989 r. – Ja lubię takie wyniki do jednego, lubię 27:1, ale dzisiaj bardziej myślę o wyniku 99:1. Proszę was wszystkich, abyście poszli śladem naszych bohaterów samorządu terytorialnego i żebyście przekonali się, że w wyborach do Senatu możemy im zrobić powtórkę z rozrywki. Możemy wygrać – mówił.

Tak zwany pakt senacki – poza kilkoma przypadkami – rzeczywiście się zmaterializował, chociaż bez wspólnego szyldu czy jednej idei łączącej wszystkie kampanie kandydatów opozycji do wyższej izby parlamentu. W tym sensie plan Tuska, by opozycja otworzyła sobie dzięki współpracy drogę do przejęcia Senatu, został zrealizowany. Nie można za to mówić o masowym udziale w kampaniach senackich polityków związanych z samorządem terytorialnym. Najbardziej znanym kandydatem z tej sfery jest Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic.

W senackiej rozgrywce chodzi o zdobycie przez opozycję przyczółka. Sam Senat jednak nie wystarczy, może być jedynie narzędziem spowalniającym ustawy. Tylko że w sytuacji, gdy opozycja przejmuje Senat, rośnie rola prezydenta. Dlatego jednym z czynników, które będą ważne w planach Tuska dotyczących jego dalszej politycznej przyszłości, będzie to, czy opozycja rzeczywiście przejmie kontrolę nad izbą wyższą. I to, czy w Sejmie PiS będzie miało większość umożliwiającą odrzucenie prezydenckiego weta, czyli 276 głosów.

Kondycja opozycji

Drugim istotnym czynnikiem, który może zaważyć na dalszych planach Tuska, jest szeroko pojęta kondycja opozycji po wyborach 13 października. Dotyczy to zarówno Platformy Obywatelskiej/Koalicji Obywatelskiej i jej wyniku, jak i tego, jakie będą skutki wskazania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na premiera. Pojawiły się bowiem spekulacje, że ta decyzja to wstęp, przygotowanie do wyborów prezydenckich. Kluczowe dla tego, ile przestrzeni dla siebie będzie miał Tusk, może być więc to, jaka będzie pozycja Kidawy-Błońskiej. Siłę kandydatki KO na premiera pokaże zaś przede wszystkim jej wynik w stolicy, gdzie rywalizuje z Jarosławem Kaczyńskim, Adrianem Zandbergiem i Władysławem Teofilem Bartoszewskim z PSL.

W grze jest też nowy element. Deklaracja Grzegorza Schetyny, by kandydata w wyborach prezydenckich opozycja wybrała w prawyborach.

To może być odczytywane jako alternatywa dla startu byłego premiera. – Kandydat na prezydenta – w moim przekonaniu – powinien mieć bardzo silne poparcie większości czy wszystkich ugrupowań koalicyjnych. Jestem zwolennikiem tego, żeby taki kandydat przeszedł przez procedurę prawyborów. Żeby mieć nie tylko polityczne wsparcie, ale szersze, społeczne, obywatelskie – powiedział w ubiegłym tygodniu Grzegorz Schetyna w rozmowie z Wirtualną Polską.

Gdyby Tusk chciał się zaangażować w wybory prezydenckie, to powstałoby natychmiast pytanie, czy takie prawybory – w których byłby zdecydowanym faworytem – miałyby w ogóle sens. Kampania do Sejmu sprawia, że deklaracja Schetyny przeszła raczej bez echa, ale to się szybko zmieni po 13 października.

– Jeśli Tusk da sygnał, to oczywiście może zmienić się cała kalkulacja – to najczęściej można usłyszeć w kuluarach.

Jeśli nie Polska, to co?

Tusk – o czym się teraz najczęściej mówi – mógłby zostać szefem EPL (Europejskiej Partii Ludowej). W 2015 r. jej szefem został Joseph Daul. Kongres EPP, który ma wybrać nowe władze, odbędzie się pod koniec listopada w Zagrzebiu – już po wyborach, a przed wyznaczonym przez Tuska terminem 2 grudnia, kiedy to ma opowiedzieć o swojej przyszłości. Bycie szefem EPP byłoby posadą utrzymującą Tuska w europejskiej grze, ale dającą mu też możliwość udział w polskiej polityce. Funkcja ta, w przeciwieństwie do obecnie sprawowanej, nie będzie wymagać od niego neutralności.

Jedno jest pewne: tak jak decyzja Tuska o wyjeździe zdefiniowała politykę po 2014 r., tak też jego ewentualny powrót może znów przemodelować polską scenę polityczną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA