fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Erdogan chce broni jądrowej

Recep Erdogan może być pewny zachowania władzy do 2023 r.
AFP
Prezydent grozi Europie nową falą uchodźców, marzy o rakietach atomowych, flirtuje z Putinem i tępi opozycję.

– Gdyby wybory miały się odbyć dzisiaj, Recep Erdogan nie miałby szans na zwycięstwo – twierdzi Hasan Suba, poseł tureckiego parlamentu z ramienia ?yi Parti, czyli Dobrej Partii. Jest przekonany, że czas prezydenta rządzącego Turcją od 16 lat zbliża się już ku końcowi.

Siedzimy na jego farmie w Elmali w prowincji Antalya. Stado kóz, trochę owiec, pola uprawne i niewielka winnica. Idylliczne miejsce u podnóża wysokich gór, bez dokuczliwych upałów i z dala od politycznych problemów, jakie stwarza dla Turcji wojna w Syrii w postaci chociażby 3,5 mln uchodźców syryjskich. Z rzadka docierają tu też echa konfliktu z mniejszością kurdyjską przybierającego postać starć zbrojnych na południowym wschodzie kraju.

Uchodźców w prowincji Antalya jest mało, w samym Elmali garstka, może ze dwa tysiące pracujących na czarno w rolnictwie, ku niezadowoleniu miejscowych borykających się z własnymi problemami, w miarę jak pogarsza się gospodarka.

Obok winnicy Hasana Subaş? ponaddwustuletni dom z podłogami z desek cedrowych i sprzętami pamiętającymi czasy późnego sułtanatu świadczy o świetności rodu. Jako 70-letni patriarcha mógłby spokojnie spędzać tu czas i jedyną jego troską mógłby być coraz mniej opłacalna, a właściwie już wcale nieopłacalna, jak mówi, produkcja rolnicza. Zdecydował inaczej. – Postanowiłem wrócić do polityki, widząc, że w Turcji źle się dzieje – mówi.

Wielu za kratami

Zdecydował się wziąć udział w wyborach i bez problemu zdobył mandat z ramienia Dobrej Partii, konserwatywnej w sferze obyczajowej, ale liberalnej w definiowaniu systemu władzy państwowej.

Nazwisko Subaş? jest w regionie dobrze znane. Dwie dekady temu był burmistrzem Antalyi. Nie była jeszcze wtedy kurortem, odwiedzanym przez prawie 13 mln turystów w roku ubiegłym, w tym ok. 400 tys. z Polski, ani metropolią liczącą dzisiaj niemal dwa i pół miliona mieszkańców. Deputowany Subaş? podkreśla, że jest zdecydowanym przeciwnikiem prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Oskarża go o łamanie konstytucji, nadmierne wykorzystywanie władzy i naruszanie prerogatyw władzy ustawodawczej. Takie deklaracje w Turcji to szkalowanie władzy prezydenta.

Za takie słowa czy samo podejrzenie ich głoszenia tysiące ludzi w większości domniemanych zwolenników puczu sprzed trzech lat, znajduje się za kratami. Tortury w takich miejscach nigdy nie były w Turcji rzadkością. Deputowany Subaş? wierzy, że nic mu nie grozi za publiczne głoszenie takich poglądów. W końcu chroni go immunitet.

Takiego komfortu nie ma Halil Öztürk, burmistrz Elmali, 40-tys. miasteczka żyjącego z rolnictwa. On także jest z partii ?yi, do której wstąpił, rozstając się przed wyborami municypalnymi w marcu tego roku z islamistyczną Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) prezydenta Erdogana, i równie otwarcie jak Hasan Subaş? krytykuje kurs prezydenta.

– Obecne władze Turcji doprowadziły do tego, że wizerunek naszego kraju za granicą ulega systematycznemu pogorszeniu, co nie wróży dobrze kontaktom handlowym i politycznym – tłumaczy burmistrz Öztürk.

Odszedł z AKP i w koalicji z innym ugrupowaniem tureckiej opozycji, centroprawicową Partią Ludowo- Republikańską (CHP) wygrał w marcu wybory. Podobnie jak kandydaci opozycji w większości dystryktów prowincji włącznie z burmistrzem stolicy Antalyi.

Za biurkiem burmistrza kurortu Muhittina Böceka, będącego piątym co do wielkości miastem Turcji, wizerunek Mustafa Kemala Atatürka, twórcy nowoczesnego państwa tureckiego. Jego portret jest jeszcze na bocznej ściance imponującego gabinetu. Tam jednak w towarzystwie podobizny prezydenta Erdogana, bądź co bądź głowy państwa.

Kolejne dwa portrety przywódców opozycji mówią wszystko o politycznym usytuowaniu burmistrza. Na jednym widnieje Kemal K?l?çdaro?lu, przywódca CHP, partii burmistrza, oraz pani Meral Akşener, przywódczyni partii ?yi.

Koalicja obu tych partii pozbawiła władzy w mieście w wyniku marcowych wyborów municypalnych przedstawiciela partii Erdogana.

Pani Canan się boi

– W 11 największych miastach kraju ze Stambułem na czele władzę przejęła opozycja. W ośrodkach tych mieszka co najmniej 40 proc. ludności i powstają dwie trzecie PKB kraju – mówi burmistrz Böcek. Z prawdziwą satysfakcją przypomina o klęsce AKP w 18-milionowym Stambule, mateczniku prezydenta Erdogana, byłego burmistrza metropolii, który tam rozpoczynał karierę polityczną. Władze nie pogodziły się z porażką kandydata AKP, który przegrał kilkunastoma tysiącami głosów, i wymusiły powtórną elekcję. Tym razem przewaga Ekrema ?mamo?lu z CHP wzrosła do ponad 800 tys. głosów. Prezydent ma do dzisiaj trudności z zaakceptowaniem tych wydarzeń, czego dowodem przygoda burmistrza ?mamo?lu na niedawnym spotkaniu z Erdoganem w gronie innych szefów miast. Omal nie spadł z krzesła, które się rozpadło, gdy usiadł. Przyniesiono drugie, z jedną chwiejną nogą. Sprawę skwitowano żartami, lecz wszyscy zdawali sobie sprawę, co za nimi stoi.

Na pewno nie do śmiechu jest pani Canan Kaftanc?oglu, przewodniczącej CHP w Stambule, skazanej właśnie w pierwszej instancji na dziewięć lat i osiem miesięcy więzienia za terroryzm, obrazę prezydenta i narodu oraz podżeganie do konfliktów społecznych, które to przestępstwa popełniać miała na Twitterze. – To nic innego jak zemsta za zwycięstwo Ekrema ?mamo?lu – słyszę z ust jednego z adwokatów w Antalyi.

Przy tym nikt nie ma złudzeń, że pozycja Erdogana jest niezagrożona przynajmniej do 2023 roku, kiedy odbędą się kolejne wybory prezydenckie i parlamentarne. Ma poparcie twardego konserwatywnego, nacjonalistycznego i religijnego elektoratu, niemal całych mediów, a w więzieniach siedzą tysiące jego przeciwników. Zwolennikom prezydenta podoba się jego twardy konfliktowy styl w relacjach z USA czy UE, której zagroził „otwarciem bram" do Europy dla spodziewanej nowej fali uchodźców z syryjskiej prowincji Idlib szturmowanej przez siły Asada i rosyjskie bombowce. Nie mają też zapewne nic przeciwko temu, aby Turcja weszła w posiadanie broni nuklearnej. – Niektóre kraje mają rakiety z głowicami nuklearnymi, nie jedną czy dwie. Nam się mówi, że nie możemy ich mieć. Nie akceptuję tego – tłumaczył na niedawnym spotkaniu swej partii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA