fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kreml czeka na decyzje Zełenskiego

AFP
Po zwycięstwie partii nowego prezydenta w parlamentarnych wyborach Moskwa nadal nie wie, jaką politykę zagraniczną będzie prowadził szef ukraińskiego państwa.

– Nie uda mu się więcej powoływać na destrukcyjną działalność parlamentu – podsumował wyniki niedzielnych wyborów szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiego Senatu Konstantin Kosaczow.

– Ekipa Poroszenki i najbardziej ekstremistyczne siły polityczne Ukrainy odchodzą do historii – przedstawił wstępną, rosyjską ocenę zmian na kijowskiej scenie politycznej. Rzeczywiście, do Werchownej Rady nie weszły partie wywołujące największe emocje na Kremlu, m.in. Swoboda czy Dmytro Jarosz z Prawego Sektora.

Nikt jednak w Moskwie nie wie, co oznacza jej nowy skład i jak wpłynie na politykę prezydenta Zełenskiego wobec Rosji. „Mając więcej władzy (przy życzliwym parlamencie – red.) obecnie łatwiej mu będzie iść na ustępstwa w stosunku do Kremla" – zauważył jeden z zachodnich obserwatorów. Nadal jednak – tak jak i w maju, gdy wygrał wybory prezydenckie – nie wiadomo, czy Zełenski w ogóle chce iść na jakiekolwiek ustępstwa.

„Ustępowanie Kremlowi grozi doprowadzeniem do rozłamu w ukraińskim społeczeństwie" – przestrzegają eksperci. Prawie połowa Ukraińców na przykład nie godzi się na specjalny status (czyli autonomię) dla separatystycznych rejonów Donbasu. Ale jedna trzecia gotowa jest przyznać Ługańskowi i Donieckowi taki status.

– W sprawie polityki wobec Rosji nie ma jedności nawet wśród najbliższych współpracowników prezydenta – uważa jeden z kijowskich ekspertów. W Moskwie odnotowano już jednak, że szef administracji prezydenta, były prawnik multimiliardera Ihora Kołomojskiego, Andriej Bogdan skłania się do zawarcia kompromisu z Rosją. Ostro sprzeciwia się zaś temu nowy sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Ołeksandr Daniluk. Już po wyborach przypomniał on publicznie służbie bezpieczeństwa, Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i bankowi centralnemu, że są odpowiedzialne za wykonanie sankcji nałożonych na Rosję 15 maja przez ustępującego prezydenta Petra Poroszenkę. – Nikt ich nie anulował – przestrzegł.

Mało tego, Daniluk zapowiedział kolejne antyrosyjskie sankcje, tym razem za „paszportyzację" Donbasu. W połowie maja Putin nakazał przyspieszone wydawanie rosyjskich paszportów mieszkańcom obwodów donieckiego i ługańskiego (również tych ich części, które kontroluje ukraińska armia). W Kijowie zaczęto przypominać wojnę Rosji z Gruzją w 2008 roku, którą Moskwa prowadziła pod hasłem „obrony rosyjskich obywateli" (wcześniej mieszkańcom separatystycznych regionów Gruzji również wydano rosyjskie paszporty). Ukraina obawia się, że podobnie może być w Donbasie. Część ekspertów ukraińskich uważa jednak odwrotnie. Sądzą, że Putin chce „wyssać z Donbasu ludność w wieku produkcyjnym, pozostawiając emerytów i cały zdegradowany region na utrzymaniu Ukrainy". Temu ma służyć wydawanie paszportów jedynie na terenie Rosji, co zmusza mieszkańców Donbasu do wyjazdów do sąsiedniego kraju.

Na razie więc obie strony nie łagodzą wcześniejszej polityki – a w każdym razie retoryki – wobec siebie.

Jedyną wyraźną zmianą jest umocnienie się prorosyjskiej partii zarówno na wschodzie Ukrainy (także na bezpośrednim zapleczu frontu), jak i w ukraińskim parlamencie (Platforma Opozycyjna zdobyła około 13 proc. głosów). Ale pozostałe cztery partie, które weszły do Rady (w tym Sługa Narodu Zełenskiego) kategorycznie odmówiły współpracy z nim. W dodatku prorosyjska partia opozycyjna rozrywana jest konfliktem między liderami: bliskim Putinowi Wiktorem Medwedczukiem (rosyjski prezydent jest ojcem chrzestnym jego dzieci) i Jurijem Bojką (reprezentującym interesy donbaskich oligarchów). W rezultacie jest zbyt słaba, by Kreml mógł poprzez nią wpływać na politykę Ukrainy.

W Kijowie pojawiają się informacje, że mimo wszystko prezydent Zełenski prowadzi negocjacje w sprawie uwolnienia ukraińskich więźniów w Rosji, przede wszystkim marynarzy wziętych przez Rosjan do niewoli w Cieśninie Kerczeńskiej w listopadzie ubiegłego roku. Prezydent miał się zgodzić na wpisanie ich na wspólną listę do wymiany „wszystkich na wszystkich", co spotkało się z krytyką prawicowej opozycji. Wcześniej bowiem Międzynarodowy Trybunał Praw Morza nakazał bezwarunkowe zwolnienie marynarzy.

Ale sprawa zakończenia wojny i zwolnienia więźniów są sztandarowymi postulatami Wołodymyra Zełenskiego. Ewentualne niepowodzenie położy się cieniem na jego prezydenturze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA