fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rządowe auta SOP nie mają rejestratorów. Politycy nie chcą kamer

Kolizja z udziałem limuzyny Beaty Szydło 10 lutego 2017 r.
EAST NEWS
Rządowe auta SOP ze względów bezpieczeństwa nie mają żadnych rejestratorów. Przez to brak żelaznych dowodów w sprawie wypadku w Oświęcimiu.

Przebieg głośnego wypadku sprzed ponad trzech lat, w którym ranna została m.in. premier Beata Szydło, do dziś budzi wątpliwości, a na wiele pytań nadal nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Opinię publiczną dziwiło, że biegłym nie udało się odczytać „czarnych skrzynek" ani zdobyć zapisów rejestratorów, a kulisy wypadku prokuratura, biegli i sąd musieli odtwarzać głównie na podstawie zeznań świadków, a nie twardych dowodów.

Wykluczyć hakera

Okazuje się, że w rządowym audi A8, którym podróżowała ówczesna premier, nie było kamery rejestrującej trasę ani żadnych innych odrębnych rejestratorów. Auta nie posiadały aktywnej nawigacji, która na bieżąco łączyłaby się z satelitą i podawała lokalizację pojazdu. Te wszystkie urządzenia były „poodpinane" także w dwóch pozostałych samochodach z kolumny (jadących przed i za audi).

Dlaczego? Bo ze względów bezpieczeństwa rządowe limuzyny mają odłączone tzw. systemy aktywne.

– To ma zapobiec sytuacji, że ktoś zhakuje system, przejmie kontrolę nad pojazdem, ustali, gdzie się on w danej chwili znajduje, i np. zdalnie, elektronicznie wyłączy hamulce. To zagrożenie realne – mówi nasz rozmówca znający tajniki rządowych pojazdów. I tłumaczy, że dwa lata temu w Anglii zrobiono testy dotyczące naszpikowanego elektroniką land rovera. Hakerzy przejęli zdalnie nad nim sterowanie i prawie „usmażyli" w środku kierowcę, bo włączyli klimatyzację na 29 stopni i zablokowali drzwi, aby nie mógł wyjść.

By uniknąć m.in. takich zagrożeń, rządowe pojazdy wożące VIP-y mają mało elektroniki, są pozbawione elementów, które mogą umożliwić wpływanie na auto osobom z zewnątrz.

Jednak w razie wypadku „oszczędność" w elektronikę okazuje się minusem. Podczas gdy zwykli kierowcy instalują amatorskie kamerki, pomocne w ustaleniu np., kto komu zajechał drogę, to w tym przypadku takiej możliwości brak.

Chcą prywatności

„Rzeczpospolita" ustaliła, że po wypadku w Oświęcimiu krakowska prokuratura zgłosiła wniosek do BOR (dziś Służba Ochrony Państwa), by jednak zamontować, choć w minimalnym zakresie, kamery rejestrujące przejazd czy dźwięk – w razie kolizji byłyby nieocenione. Zwłaszcza że już SOP zalicza sporo stłuczek. Czy zalecenia uwzględniono?

– Nie ujawniamy szczegółów ochrony – mówi Bogusław Piórkowski, rzecznik SOP.

Ale jak nieoficjalnie ustaliliśmy, żadne auto SOP, którymi wozi się najważniejsze osoby w państwie, nadal nie ma kamerek.

– Osoby ochraniane chcą gwarancji, że ich rozmowy nie wydostaną się na zewnątrz – mówi znawca kulisy ochrony.

Także rząd PO–PSL nie chciał jeździć z włączonymi kamerkami, choć chodziło jedynie o wyposażenie rządowych limuzyn w systemy GPS, by monitorować, gdzie znajduje się auto z premierem czy prezydentem. – Podniosło się larum wśród polityków, że VIP-y nie życzą sobie montowania GPS. Otarło się nawet o dymisję ówczesnego szefa BOR – mówi nam były funkcjonariusz tej służby.

Choć nieoficjalnie pojawiają się informacje, że sami kierowcy SOP mogą posiadać kamerki (jakie instalują zwykli kierowcy), to w pojazdach z wypadku w Oświęcimiu w 2017 r. ich nie było.

– Gdyby kamerka była, zostałaby zabezpieczona. Zresztą założenie amatorskiej kamerki to złamanie procedur, kierowca straciłby za to pracę – ocenia nasz rozmówca.

Warte 2,5 mln zł A8L Security, które rozbiło się w Oświęcimiu, nie miało nie tylko kamer. Jak pisaliśmy, komputer pokładowy tego modelu nie rejestruje prędkości ani używania np. sygnałów dźwiękowych, a tylko przebieg pojazdu i godzinę zdarzenia. Inne parametry podróży nie są zdarzeniem nadzwyczajnym, więc nie są odczytywane przez sterowniki i zapisywane.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA