fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prezydent szuka sponsorów

Prezydent Bronisław Komorowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział, że za przykładem Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego, otworzy instytut-fundację swego imienia. Lepiej byłoby jednak, żeby Komorowski nie naśladował swych poprzedników

Swą decyzję prezydent ogłosił we Lwowie, podczas swej ostatniej oficjalnej wizyty na Ukrainie. To nie przypadek — Instytut Bronisława Komorowskiego miałby się zajmować w dużej mierze stosunkami polsko-ukraińskimi i wciąganiem Kijowa w orbitę Unii Europejskiej.

— W polskiej praktyce politycznej jest zwyczaj, że byli prezydenci zakładają instytuty. Taki instytut założył prezydent Wałęsa i prezydent Kwaśniewski, założy też prezydent Komorowski — tłumaczył prezydent.

To nie są jednak dobre przykłady. Instytut Lecha Wałęsy oraz fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae nie stały się ważnymi instytucjami publicznymi. Stanowią głównie zaplecze finansowe dla swych fundatorów. ILW to w praktyce biuro podróży Wałęsy, który żyje z jeżdżenia po świecie w charakterze żywej ikony „Solidarności". Pieniądze bierze, jak leci — nawet od kontrowersyjnych biznesmenów w kraju i za granicą. Najbardziej widowiskowy przykład do kampania przed eurowyborami w 2009 r., gdy sensacją — także w międzynarodowej prasie — stało się poparcie Wałęsy dla eurosceptycznego ruchu Libertas, stworzonego przez miliardera z Irlandii Declana Ganleya.

Wałęsa pojawił się nawet na konwencjach Libertasu w Rzymie i Madrycie, co doprowadziło do wściekłości ówczesnego premiera Donalda Tuska. Wszak bliski Platformie Wałęsa stał się twarzą kampanii partii eurosceptycznej, która była zaprzeczeniem wszystkiego, o co chodziło Tuskowi. Tyle, że polityki było w tym znacznie mniej, niż pieniędzy — wedle informacji „Rzeczpospolitej" za swe poparcie dla Ganleya były prezydent zainkasował ok. 400 tys. zł.

Jeszcze efektowniejszą listę kontrowersyjnych sponsorów ma Aleksander Kwaśniewski. Na początku ubiegłego roku Kwaśniewski znalazł się w radzie dyrektorów zarejestrowanej na Cyprze spółki gazowej Burisma Holdings, która wydobywa gaz na Ukrainie. Firma należy do ukraińskiego multimiliardera Mykoły Złoczewskiego, oligarchy z obozu obalonego prezydenta Janukowycza.

Cofając się dalej — w 2013 roku Kwaśniewski intensywnie lobbował za sprzedażą przez polski rząd zakładów chemicznych Azoty Tarnów rosyjskiej firmie Acron, należącej do bliskiego Putinowi oligarchy Wiaczesława Mosze Kantora. Z kolei pod koniec 2012 r. wyszło na jaw, że Kwaśniewski za pieniądze doradza autokratycznemu prezydentowi Kazachstanu Nursułtanowi Nazarbajewowi. Od dłuższego czasu redakcja „Rzeczpospolitej" domaga się od Kwaśniewskiego ujawnienia pełnej listy jego sponsorów. Bezskutecznie. Wiemy jednak, że wschodnie pieniądze to główne źródło dochodów Kwaśniewskiego. Jego fundacja Amicus Europae w ogóle nie mogłaby zacząć działać na przełomie 2005 i 2006 r., gdyby nie milion złotych od Wiktora Pinczuka. To kolejny ukraińskich oligarcha, który dorobił się na związkach z władzą — jest zięciem byłego prezydenta Leonida Kuczmy, patrona Janukowycza.

Byłym politykom z Polski dobre pieniądze na Ukrainie znaleźć łatwo — ostatnio sięgnęli po nie byli premierzy Włodzimierz Cimoszewicz i Waldemar Pawlak, pracujący dla miliardera Dmytro Firtasza, podejrzewanego przez USA o korupcję. W otoczeniu Bronisława Komorowskiego także może się pojawić ochota sięgnięcia po hrywny oligarchów, a profil jego instytutu daje do tego wszelkie uzasadnienia. Prezydenci w Polsce zarabiają mało, a byli prezydenci — jeszcze mniej. Wałęsa i Kwaśniewski próbują więc dorobić, jak potrafią. Oby Komorowski potrafił dorobić uczciwiej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA