fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Korupcja czy spisek przeciwko prezydentowi Białorusi?

AFP
Rosyjskie media twierdzą, że prezydent Aleksander Łukaszenko postanowił pozbyć się agentów Kremla w swoim najbliższym otoczeniu.

Rada Bezpieczeństwa Białorusi (RBB) jest najważniejszym organem doradczym prezydenta Aleksandra Łukaszenki. W jej skład wchodzą najbardziej zaufani ludzie białoruskiego przywódcy, w tym jego starszy syn Wiktor Łukaszenko. Nic dziwnego więc, że niedawne zatrzymanie wiceprzewodniczącego RBB pułkownika Andrieja Wtiurina stało się prawdziwą sensacją.

W latach 2007–2014 Wtiurin stał na czele najtajniejszej białoruskiej służby specjalnej – Służby Bezpieczeństwa Prezydenta. Rocznie pochłania ona więcej środków z budżetu niż utrzymanie całego białoruskiego rządu. Nieprzypadkowo, gdyż odpowiada za bezpieczeństwo rządzącej od niemal ćwierćwiecza głowy państwa i członków jej rodziny. Lokalne media twierdzą nawet, że na kolanach Wtiurina dorastał najmłodszy syn Łukaszenki Mikołaj, znany jako Kola. Tak bliskie, personalne relacje mogło popsuć więc bardzo wyjątkowe przewinienie.

Komitet Bezpieczeństwa Białorusi (KGB) przerwał milczenie w sobotę, gdy poinformował, że Wtiurin został przyłapany na łapówce w wysokości niemal 150 tys. dol. Miał dostać je od „przedstawiciela rosyjskiej instytucji komercyjnej". W zamian Wtiurin miał lobbować na rzecz interesów tej firmy na terenie Białorusi.

– Nie sądzę, żeby wiceszef RBB miał zajmować się lobbowaniem na rzecz interesów jakichś prywatnych rosyjskich firm. To nie jest ten poziom. Prawdziwe przyczyny mogą być o wiele poważniejsze, ale raczej ich szybko nie poznamy – mówi „Rzeczpospolitej" znany białoruski politolog Paweł Usow.

Popularny rosyjski portal Rosbalt, powołując się na źródła w białoruskich służbach, poinformował kilka dni temu, że Wtiurin przez wiele lat współpracował z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB) i przekazywał jej informacje o sytuacji w Mińsku. Co więcej, białoruskie KGB miało wpaść na trop „antyłukaszenkowskiego spisku" w otoczeniu przywódcy. Sterować wszystkim, rzecz jasna, miał Kreml.

– To nie jest wykluczone, gdyż przez lata rządów Łukaszenki służby bezpieczeństwa Białorusi mocno zintegrowano z rosyjskimi, mają wspólne narady i konsultacje. Ta cała sytuacja to sygnał dla Łukaszenki, że ludzie Kremla są wśród jego najbliższego otoczenia i w każdej chwili mogą wykonać rozkaz Moskwy – twierdzi Usow.

O tym, że Wtiurin musiał poważnie zawieść Łukaszenkę, świadczy to, że służby nałożyły areszt na cały jego majątek. Chodzi o niedobudowany dom w rządowej podmińskiej miejscowości Drozdy, ale nie tylko. Areszt został też nałożony na mieszkanie jego syna w Mińsku oraz na stołeczne mieszkanie należące do jego żony. To bezprecedensowa sytuacja, by w sprawach korupcyjnych odbierano majątek członkom rodziny.

Wtiurin, jak się okazało, to niejedyny wysokiej ranki białoruski urzędnik, który wpadł w ostatnich dniach w ręce białoruskiej bezpieki. Aresztowano też prezesa państwowej spółki Beltelecom – Siergeja Siwodedowa. Spółka jest monopolistą na białoruskim rynku telekomunikacyjnym i głównym dostawcą usług internetowych. To ona odpowiada m.in. za blokowanie „niewłaściwych portali". Z komunikatu KGB wynika, że Siwodedow, tak samo jak Wtiurin, wziął łapówkę od „obywatela Federacji Rosyjskiej" w wysokości 15 tys. euro. Podczas rewizji w jego mieszkaniu znaleziono 470 tys. dol. w gotówce, które – jak twierdzi KGB – pochodzą z korupcji. W obu przypadkach Rosjanie, którzy wręczali łapówki, trafili do aresztu. Rosyjska ambasada w Mińsku o tym nic nie wie.

Rosyjskie i kazachskie media spekulują, że wszystko się zaczęło 26 kwietnia podczas forum w Pekinie, gdzie miało dojść do sprzeczki pomiędzy Łukaszenką a Putinem. Świadkiem tej rozmowy miał być kazachski przywódca Nursułtan Nazarbajew. Łukaszenko miał nawet rzucić krzesłem, opuścić salę i wylecieć do Mińska. Następnego dnia podczas forum Pasa i Szlaku w Pekinie fotel prezydenta Białorusi był już pusty.

Z doniesień rosyjskich mediów wynika, że rozmowa dotyczyła ambasadora Rosji w Mińsku Michaiła Babicza, którego Putin odwołał 30 kwietnia. Wpływowy rosyjski dziennik „Kommiersant" twierdzi, że rosyjski prezydent obiecał, że przez rok Rosja nie będzie ingerować w wewnętrzne sprawy Białorusi. W tym czasie Łukaszenko ma zastanowić się nad „głębszą integracją" obu państw. Babicz był pierwszym ambasadorem Rosji, który potrafił się skłócić z MSZ w Mińsku. Wypominał „miliardowe rosyjskie wsparcie dla Białorusi" i ciągle mówił o konieczności większej integracji w ramach „państwa związkowego Białorusi i Rosji".

– Aresztowania w Mińsku i odwołanie ambasadora wpisują się w całokształt białorusko-rosyjskich relacji. Znam Babicza osobiście, to bardzo twardy człowiek i jego stanowczość w Mińsku się nie spodobała – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog, blisko związany z Kremlem. – Ostatnio w Moskwie odbyło się zamknięte spotkanie z szefem MSZ Siergiejem Ławrowem. Zapytany o Białoruś odparł jedynie, że „wszystkie kwestie zostaną uregulowane". Łukaszenko wie, że jeżeli tego sporu nie ureguluje, zostanie obalony przez Zachód – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA