fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosja. Napady i pobicia opozycjonistów

Aleksiej Nawalnyj po zaatakowaniu przed wejściem do swego biura w Moskwie.
Twitter
Obrońcy praw człowieka alarmują, że w kraju powoli zaczyna się polityczny terror.

„Celem przemocy stosowanej na ulicach jest stworzenie atmosfery strachu czyli terror" – napisali w liście otwartym. Pismo podpisała m.in. szefowa Moskiewskiej Grupy Helsińskiej Ludmiła Aleksiejewa, szefowa organizacji Obywatelskie Współdziałanie Swietłana Gannuszkina i Oleg Orłow z Memoriału.

W ciągu kilku ostatnich dni kwietnia „nieznani sprawcy" dokonali co najmniej siedmiu napadów na polityków i działaczy opozycyjnych. Najgłośniejszym było oblanie Aleksieja Nawalnego „zielonką" (medycznym środkiem odkażającym znanym w Polsce jako „brylantowa zieleń" – odpowiednik gencjany). Był to drugi taki napad na niego, ale tym razem opozycjonista, któremu chluśnięto w twarz, stracił 85 proc. wzroku w prawym oku, trafionym płynem. Oftalmolog, który go badał, doszedł do wniosku, że do „zielonki" domieszano jakiś środek trujący.

Dzień przed atakiem na Nawalnego „zielonką" został oblany niezależny bloger ze Stawropola na południu Rosji Ilia Warłamow. Napastnicy nie poprzestali na tym, staranowali mu jeszcze samochód. Kolejny bloger, tym razem z syberyjskiego Jekaterynburga Artiom Izgagin, został napadnięty dwa dni po Nawalnym. W Moskwie zaś działaczce opozycyjnego Jabłoka „nieznani sprawcy" w biały dzień na ulicy prysnęli w twarz gazem pieprzowym. Trafili w oczy, Natalia Fiedorowa ma teraz takie same problemy jak i Nawalnyj.

– „Zielonka" to jednak nic wielkiego w sytuacji, w której oni (władza – red.) wiedzą, że mogą bezkarnie zabić człowieka pod murami Kremla albo innego otruć – powiedział „Los Angeles Times" Władimir Kara-Murza, który po miliarderze Michaile Chodorkowskim objął szefostwo organizacji Otwarta Rosja. Pod murami Kremla zamordowano w lutym 2015 roku opozycjonistę Borysa Niemcowa, ale to właśnie w przypadku Kara-Murzy dwukrotnie podejrzewano próbę otrucia przez „nieznanych sprawców".

Na podstawie nagrań z ataku na Nawalnego internauci rozpoznali wśród atakujących dwóch członków nacjonalistycznego ugrupowania SERB. W sieci znaleziono jeszcze fotografie napastników z przedstawicielami władz: wiceprzewodniczącym Dumy Piotrem Tołstym i doradcą Putina Siergiejem Głaziewem. Ponadto okazało się, w SERB-ie są dawni prorosyjscy bojówkarze z Dniepra i Charkowa, którzy musieli uciekać z Ukrainy.

– Teraz najbardziej interesujące jest, do jakiego stopnia ta cała ogólnorosyjska akcja polewania „zielonką" była sankcjonowana przez czekistów z Kremla – mówił niezależny dziennikarz Anton Orech. Sama Nawalnyj uważa, że ataki koordynowane są przez administrację prezydenta.

Środowiska dawnych radzieckich dysydentów twierdzą, że od demonstracji zwołanych przez Nawalnego 26 marca napady na rosyjskich opozycjonistów stają się coraz bardziej brutalne. „Widzimy, że od działań bardziej symbolicznych napastnicy przechodzą do zamachów przestępczych, poważnie zagrażających zdrowiu ofiar. (...) Widzimy, że władze nie tyle nie reagują, ile ze wszystkich sil przeszkadzają śledztwom w sprawie napadów. A podobne praktyki rozszerzają się na całą Rosję" – stwierdzili autorzy listu otwartego.

– Nie może być żadnego usprawiedliwienia dla przemocy, zabójstw – niezależnie od haseł politycznych, jakimi się ją legitymizuje – powiedział już w czwartek prezydent Władimir Putin. Występował na odsłonięciu na terenie Kremla pomnika moskiewskiego generał-gubernatora, wielkiego księcia Siergieja zabitego w zamachu w 1905 roku. Ale wszyscy przyjęli jego słowa jako komentarz do obecnej sytuacji w Rosji.

Natychmiast pojawiły się informacje od anonimowych urzędników z Kremla, że już wkrótce władze regionów dostaną rozkaz przerwania „niezgodnych z prawem działań wobec opozycjonistów". – Takie naciski tylko sprzyjają wzrostowi popularności tych działaczy – wyjaśnił jeden z przedstawicieli władz.

– Znając obyczaje naszej nomenklatury, można przewidzieć, że wpadnie ona teraz w drugą skrajność i całkowicie zakaże sprzedaży „zielonki" w aptekach – stwierdził dziennikarz Borys Kagarlickij.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA