fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sprawa Nawalnego: Powolne dorzynanie opozycji w Rosji

Aleksiej Nawalny jeszcze w sądzie 26 marca, pozdrawia swoją żonę Julię
AFP
Putin tłumi wszelki opór: stan zdrowia Aleksieja Nawalnego szybko się pogarsza, a jego współpracowników władze chcą uznać za ekstremistów.

– Rosyjskie władze zamierzają pokazać, że w przypadku Fundacji Walki z Korupcją (na której czele stoi Nawalny – red.) nie ma mowy o kompromisach i każda aktywność związana z Nawalnym będzie nielegalna. Punktowe represje zakończyły się wraz z opublikowaniem filmu Nawalnego o swoich trucicielach (21 grudnia 2020 roku). Ten film stał się punktem zwrotnym – uważa ekspert Tatiana Stanowaja.

Czytaj także: Czekając na gest Putina

Nawalnego przewieziono w końcu w poniedziałek z łagru do okręgowego szpitala więziennego we Władimirze. „Tamtejsi lekarze specjalizują się w dynamicznej obserwacji podobnych pacjentów. (...) Stan zdrowia Nawalnego oceniany jest jako zadowalający" – poinformowała służba więzienna.

– Do tego szpitala nawet umierający starali się nie trafić. Tam bili, torturowali, gwałcili – stwierdził z kolei rosyjski nacjonalista Dmitrij Diomiuszkin, który w latach 2017–2019 siedział w tych samych łagrach, co i Nawalny. Jego wcześniejsze informacje o IK-2 w Pokrowie, gdzie zamknięto opozycjonistę, sprawdziły się co do joty.

Lekarze na wolności zupełnie inaczej niż klawisze oceniają stan zdrowia Nawalnego. – Jeśli nie rozpocznie leczenia, w ciągu najbliższych dni może umrzeć – przestrzegał Aleksandr Połupan (należał do grupy lekarzy, którzy latem ubiegłego roku latali z Moskwy do Omska, by zbadać opozycjonistę znajdującego się w śpiączce). Medycy opierają swe diagnozy na odległość na wynikach badań krwi Nawalnego, zrobionych w więzieniu, a opublikowanych przez jego bliskich.

Celebryci i mordercy

Mimo protestów krajowych i międzynarodowych – w tym rosyjskich lekarzy oraz 77 zagranicznych pisarzy i artystów (na czele z pięcioma laureatami Nagrody Nobla) – oraz przewiezienia do więziennego szpitala władze nie zamierzają dopuścić do Nawalnego lekarzy z zewnątrz, nie oddają mu też lekarstw wysyłanych do więzienia. Z łagru zabrano go dopiero po ostrzeżeniu doradcy amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Jake'a Sullivana, że rosyjskie władze są odpowiedzialne za zdrowie i życie więźnia. Najszybciej jednak na oświadczenie Amerykanina zareagował rosyjski rubel, który w poniedziałek rano zaczął tracić do dolara. „Geopolityczne ryzyko narasta" – stwierdzili analitycy państwowego rosyjskiego Sbierbanku, mając na myśli możliwe kolejne sankcje amerykańskie.

„Dawno już wiemy, jak wyglądają prawdziwe wartości moralne Władimira Putina. Mało kto z nas wątpi w to, że może on wydać rozkaz zabicia kogoś, kto mu przeszkadza. Ale to, co oglądamy obecnie, to zasadniczo inna historia. (...) Jeśli Putinowi uda się publicznie zabić Nawalnego, choć jest obserwowany przez międzynarodową prasę, w świetle kamer, z regularnie ogłaszanymi wyrazami zatroskania światowych przywódców, to potem może zrobić, co zechce, z każdym obywatelem Rosji" – podsumował rosyjski ekonomista Maksim Mironow, wykładowca w hiszpańskiej IE Bussines School.

Potwierdzając diagnozę ekonomisty, rosyjska prokuratura zwróciła się do sądu o uznanie Fundacji Walki z Korupcją i „sztabów Nawalnego" za „organizację ekstremistyczną". „Praktycznymi celami ich działalności jest stworzenie warunków dla zmiany konstytucyjnych podstaw ustroju, w tym przy wykorzystaniu scenariusza kolorowej rewolucji" – wyjaśniła prokuratura w oficjalnym piśmie, jednak nie językiem prawników, lecz propagandystów.

Przyjęcie przez sąd tych wyjaśnień (w co w Rosji nikt nie wątpi) oznacza groźbę do ośmiu lat więzienia dla współpracowników Nawalnego i do sześciu dla każdego z jego zwolenników. W 2017 roku za „ekstremistów" uznano na przykład świadków Jehowy; do tej pory przeprowadzono u nich prawie 1,5 tys. rewizji, aresztowano prawie 500 osób, a 79 skazano.

Rozpaczliwy protest

– To naprawdę mocny cios – powiedział dyrektor Fundacji Iwan Żdanow. Jeden ze współpracowników Nawalnego, były rosyjski wiceminister energetyki Władimir Miłow już wyjechał za granicę, obawiając się aresztowania. W poniedziałek w co najmniej trzech miastach policja rozpoczęła rewizje albo w „sztabach Nawalnego", albo u jego współpracowników.

– Władze starają się, by do wyborów (parlamentarnych we wrześniu) cała infrastruktura protestu została zlikwidowana albo co najmniej znalazła się w półlegalnym położeniu – sądzi ekspert Aleksiej Makarkin.

Ale współpracownicy Nawalnego nie zamierzają się poddawać i wezwali do ogólnorosyjskich protestów w środę, w dniu, w którym prezydent Putin będzie wygłaszał orędzie przed Zgromadzeniem Federalnym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA