fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

OPPZ wyrzuca działacza, który pomagał strajkującym

(Creative Commons Attribution 3.0 Unported license, fo. trybuna.eu)
Wikimedia Commons
Największa centrala związkowa w kraju pozbyła się Piotra Szumlewicza. Słynny aktywista został bez pracy i z pozwami, dotyczącymi aktywności związkowej, na 220 tys. zł.

„Przewodniczący OPZZ Jan Guz bez głosowania, autorytarnie ogłosił, że przestałem być przewodniczącym mazowieckich struktur OPZZ. Nie ma zgody na takie brudne, antyzwiązkowe i antypracownicze metody!" – napisał we wtorkowy wieczór w mediach społecznościowych Piotr Szumlewicz. Związkowiec dodał również: – Przed wręczeniem mi jakiegokolwiek dokumentu, bez procedury odwoławczej odebrano mi dostęp do adresów mailowych OPZZ.

Pół roku temu Szumlewicz został wybrany na szefa Rady Mazowieckiej OPZZ. Zyskał sporą niezależność działań, ale pojawiły się zarzuty, że jest zbyt aktywny, wchodzi w kompetencje innych związkowców i działa bez porozumienia. Chodziło głównie o spory w PLL LOT i Polskich Portach Lotniczych, którym Szumlewicz nieformalnie dowodził. To głównie za jego sprawą nagłośniono strajki w LOT. Szumlewicz był zagorzałym obrońcą protestujących i reprezentował ich w mediach. Aktywista ma w związku z tym problemy prawne. LOT skierowało wobec niego pozwy sądowe, w których domaga się zadośćuczynienia w kwocie 200 tys. złotych, a PPL 20 tys. Powodem pozwów ma być naruszenie dóbr osobistych spółki.

Wyrzucony związkowiec twierdzi w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że nie było żadnych merytorycznych podstaw, by go wyrzucić. – Użyto kruczków prawnych, żeby mnie usunąć. Stałem się niewygodny dla władz centralnych. Chodzi o interesy przemysłu lotniczego. Naruszyłem interesy transportu lotniczego, ktoś z OPZZ chciał w nich zaistnieć. Chcę też jawności płac w OPZZ, a kierownictwo związku nie zgadza się na transparentność płac i wyjaśnienia różnych spraw finansowych.

Konflikt między nim a liderem OPZZ narastał od kilku miesięcy. Niedawno działacz oskarżył Guza o mobbing. Związek informuje, że usunięcie działacza było spowodowane procedurami. 20 grudnia przewodniczący Konfederacji Pracy Michał Lewandowski w imieniu zarządu związku dostarczył szefowi OPZZ Janowi Guzowi dokument, w którym informował, że Szumlewicz został pozbawiony członkostwa w związku: – Zarząd Konfederacji Pracy uznał, że zmiana miejsca pracy Szumlewicza, który do 30 czerwca był doradcą prezesa Guza, a od 1 lipca objął stanowisko szefa rady województwa mazowieckiego OPZZ, spowodowała, że automatycznie przestał on być członkiem komisji międzyzakładowej, co za tym idzie, nie jest członkiem Konfederacji Pracy, a więc wygasić należy jego członkostwo w OPZZ.

Szef OPZZ nie chciał zabrać głosu, gdyż jak napisał, do poniedziałku jest poza krajem. – Nikt nikogo nie wyrzucał. Nie było problemów personalnych. Ze statutowego punktu sprawa jest jasna – twierdzi w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Zdaniem Szumlewicza działania kierownictwa są antyzwiązkowe i nie pociągają za sobą skutków wygaszenia mandatu, uważa, że wciąż jest przewodniczącym i członkiem OPZZ. – Pójdę do sądu – odgraża się w rozmowie z „Rz" i dodaje, że OPZZ ma być organizacją oddolną, a nie hierarchiczną, i nie może się dogadywać za plecami związkowców z władzami i spółkami. – Potrzebna jest nowa centrala związkowa – tłumaczy.

Na pytanie, czy konflikt z OPZZ nie wynika z chęci współpracy Szumlewicza z formacją Roberta Biedronia, działacz zaprzecza, ale też dodaje: – Jeżeli Biedroń do mnie zadzwoni i zaproponuje współpracę, to się zastanowię. Nie wykluczam współpracy z Wiosną. Jeśli miałbym kandydować w wyborach, to po to, żeby reprezentować pracowników i wspierać prawa pracownicze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA