fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Estonia: Spór o wolność czy o granicę

Shutterstock
Estonia jest ostatnim z europejskich sąsiadów Rosji, który nie ma z nią umowy granicznej. Estończycy nie są pewni, czy jej chcą.

– Traktat z Tartu nadal jest ważny, istnieje sukcesja prawna – powiedział estoński minister spraw zagranicznych Urmas Reinsalu podczas obchodów stulecia podpisania go.

W rocznicę między Estonią a Rosją znów rozgorzał spór. Ówczesna umowa oznaczała bowiem uznanie przez Moskwę estońskiej państwowości, ale też wytyczała granicę między obu krajami zmienioną jednostronnie przez Rosję.

Tallin cały czas domaga się uznania traktatu, gdyż „był, jest i pozostanie świadectwem narodzin estońskiej państwowości", która została zniszczona najazdem Armii Czerwonej w 1940 roku. Moskwa twierdzi, że traktat jest nieważny, gdyż wygasł w 1940 roku, a kraj został „włączony" (jak twierdzi rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych) do Związku Sowieckiego. Estończycy mówią zaś o sowieckiej okupacji, która skończyła się dopiero w 1991 roku.

Nie chcąc uznać ciągłości traktatu, a co za tym idzie faktu okupacji bałtyckiego państwa, Moskwa wskazuje, że dokument zawierał też opis nieistniejącej już granicy między obu państwami. W drugiej połowie 1944 roku odbite u Niemców części Estonii zostały włączone w skład Rosji (wchodzącej w owym czasie w skład Związku Sowieckiego). Estończycy utracili ok. 1,6 tys. km kw., gdy cały ich niewielki kraj ma obecnie 45,3 tys. km kw.

– Traktat obowiązuje do dziś. Pozwala na odbudowanie niepodległości we wszystkich jej przejawach, łącznie z państwową granicą – mówił w niedzielę przewodniczący parlamentu Henn Pőllnaas. – Rosja okupuje 5 proc. powierzchni naszego kraju – dodał. Pőllnaas jest przedstawicielem partii prawicowych, które podnoszą problem dawnej granicy. Estonia straciła między sierpniem 1944 a styczniem 1945 roku pas terenu o szerokości ok. 12 kilometrów na wschodnim brzegu rzeki Narwy (wraz z Iwangorodem, który faktycznie był przedmieściem miasta Narwa) oraz część obecnego okręgu peczorskiego na południe od jeziora Pejpus (wraz z maleńką wysepką na samym jeziorze).

– Musimy szanować międzynarodowy konsensus w sprawie odmowy rewizji powojennych granic państwowych w Europie – natychmiast odpowiedziała mu prezydent, pani Kersti Kaljulaid.

To jednak nie różnice zdań wśród estońskiej elity politycznej uniemożliwiły w ciągu 30 lat podpisanie nowego traktatu granicznego. Pierwsza jego wersja była gotowa w 2005 roku i nawet ratyfikowana przez estoński parlament. Ponieważ jednak w preambule dokumentu wpisano odwołanie do traktatu w Tartu, Kreml odmówił jego ratyfikacji. Estończycy uznali w końcu, że wystarczy im wzmianka o tym traktacie w konstytucji („Lądowa granica jest określona przez traktat w Tartu i inne międzynarodowe porozumienia graniczne") i do 2014 roku gotowa była kolejna wersja umowy granicznej z Rosją. Ale wtedy właśnie Kreml najechał Ukrainę, co natychmiast doprowadziło do zerwania rozmów z Estonią.

Według źródeł estońskich w okręgu peczorskim mieszka obecnie jedynie 300 Estończyków. Rosjanie mówią zaś o 174 osobach tej narodowości na 19,4 tys. mieszkańców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA