fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zuzanna Dąbrowska: Ludowy trójkąt bermudzki

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Do wyborów jeszcze daleko, ale jeśli PiS powtarzać będzie sondażowy wynik ok. 30 procent poparcia, może nastąpić przyspieszenie i przedwyborcze koalicje będą musiały powstać już. Tyle że nie każdy będzie miał tam wstęp.

Dawno, dawno temu, w latach 90. XX wieku, nie było chyba bardziej zajadłych wrogów na scenie politycznej jak PSL i Unia Wolności. Jedni liberalni światopoglądowo i gospodarczo – drudzy konserwatywni i etatystyczni. Jedni na salonach – drudzy po wsiach. Łączyło obie partie jedno: umiłowanie sprawowania władzy. Ale nigdy wspólnie.

W polityce jednak „nigdy nie mówi się nigdy", tym bardziej że na gruzach UW wykiełkowała 20 lat temu Platforma Obywatelska. W ten sposób najgorszego wroga zastąpił koalicjant... Tym razem partnerów połączył pragmatyzm, co pozwoliło na wspólne utworzenie rządu. Ale największa wada w relacjach PSL i PO nie znikła: potężniejsza partia traktowała mniejszą z góry, a nawet lekceważąco, a mniejsza reagowała na to skrajnym naindyczeniem prowadzącym do głębokiej urazy.

Tak więc po przegraniu wyborów w 2015 roku obie partie rozstały się z wyraźną ulgą. Potem jeszcze – siłą przyzwyczajenia – razem poszły do wyborów europejskich jako Koalicja Europejska i po przegraniu ich naprawdę miały już siebie dość. Trudno więc dziś zrozumieć, dlaczego Donald Tusk, razem z częścią zaprzyjaźnionych publicystów, z uporem namawia Władysława Kosiniaka-Kamysza do ponownego wstąpienia w związki polityczne. „Newsweek" zrobił nawet okładkę na cześć byłego szefa PO wraz z otaczającymi go akolitami, w tym prezesem PSL. Wszyscy oni zresztą wyglądają jak satelity byłego szefa Rady Europejskiej, co jest najlepszą metodą na zniechęcenie ewentualnych partnerów do zawierania politycznych układów.

Ale to nie emocje są najważniejsze (choć czasem mogą przeważyć szalę), tylko polityczny interes. A ten nie jest jednakowy dla PO i PSL, pomijając cel główny, jakim jest powrót do władzy.

PSL wie bowiem, że utraciło część wiejskich wyborców, nie tylko zresztą tych żyjących z rolnictwa, na rzecz PiS, przede wszystkim z powodów ekonomicznych. 500+, wyprawki i 13, razem z 14. emeryturą – to środki dawno, a może nigdy w małych miejscowościach przez ludzi w gotówce od państwa nieoglądane. Pójście z Platformą to skazanie się na sromotną klęskę: PO weźmie swoje w miastach, a PSL polegnie na wsi. Ludowcy mówią więc o odebraniu wyborców PiS z powrotem i budowie nowej centroprawicy. W tym miejscu jednak stoi już Szymon Hołownia. PSL nie może go pominąć, a on – jeśli notowania nie będą rewelacyjne – nie będzie mógł pominąć ludowców. W ten sposób dawni sojusznicy z PSL przyłożą nie jedną, ale obie ręce do klęski Platformy. Bo albo będzie musiała pójść tylko z Lewicą, co ja narazi na etykietkę „liberalnej antify", albo zostać sama, a wtedy kłopotliwe pytania o polityczną tożsamość mogą być bardzo bolesne.

Chyba że ktoś (Budka? Tusk?) wcześniej sam dogada się z Hołownią. Wtedy to PSL może czyścić szuflady w biurkach. Dla trojga miejsca raczej nie wystarczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA