fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Brazylia: Widmo krąży nad krajem

Były prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula Da Silva
AFP
Były prezydent Lula da Silva został skazany na 17 lat więzienia w kolejnym procesie. Mimo to pozostaje na wolności i wzywa do manifestacji.

– Zamienię ich życie w piekło – wołał pod adresem obecnych władz nadal najpopularniejszy polityk Brazylii na wiecu w Sao Paulo.

Tymczasem sąd w Porto Alegre zwiększył jego wyrok więzienia z ośmiu lat i 10 miesięcy do 17 lat – za korupcję, czyli przydzielanie rządowych kontraktów za pieniądze. – Wszystkie te procesy są fałszywe, to kłamstwo. Rozpowszechniane przez media, ministra finansów i sędziego Moro – skomentował to Luiz Inácio Lula da Silva w wywiadzie dla hiszpańskiej „El Pais”.

Sędzia Sergio Moro – obecny minister sprawiedliwości – zapoczątkował walkę z korupcją w elitach władzy i doprowadził do skazania byłego prezydenta. W sprawie tzw. Lava Jato (Myjni samochodowej) wsadził oprócz niego za kratki kilkudziesięciu prominentnych polityków i urzędników. Ale Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym uznał, że skazani, którzy oczekują na rozprawy apelacyjne, nie powinni siedzieć w więzieniu. – Ta decyzja jest nie do przyjęcia w kraju, który chce zwalczyć korupcję – oświadczyli prokuratorzy, ale wszyscy skazani przez sądy pierwszej instancji w Lava Jato zostali wypuszczeni – w tym Lula da Silva.

– Musimy brać przykład z ludu Chile, ludu Boliwii – wołał na wiecu uwolniony były prezydent. Do więzienia nie trafi jeszcze przez długi czas, bo toczy się przeciw niemu 13 procesów i w każdym musi przejść apelację. Zgodnie z prawem nie może jednak do 2025 roku ubiegać się o stanowiska wybieralne, ale nikt nie zabrania mu prowadzenia działalności politycznej.

Jego popularność i wezwania do demonstracji jak w innych krajach Ameryki Łacińskiej zaniepokoiły ekipę prezydencką Jaira Bolsonaro oraz brazylijski biznes. Wyjście da Silvy na wolność giełda przywitała 2-proc. spadkiem. Część ekipy rządzącej zaczęła naciskać na ministra finansów Paulo Guedesa, by zamroził kolejne reformy. Jednak finansista z dawnej „ekipy chicagowskiej”, która wspierała generała Augusto Pinocheta w sąsiednim Chile, nie chce ustąpić. Tyle że obecne władze Chile – wciąż chwalone za wolnorynkowe podejście – musiały cofnąć się przed falą manifestacji i m.in. zwiększyć minimalne płace i emerytury.

– Jeśli to się stało w Chile, może stać się wszędzie – powiedział jeden z brazylijskich politologów. Detonatorem rozruchów w sąsiednim kraju stała się niewielka podwyżka cen biletów komunikacji publicznej. W przyszłym roku kilka największych miast Brazylii będzie musiało zrobić to samo. Kraj czeka też podwyżka cen paliw – podobna rzecz doprowadziła do społecznego wybuchu w Ekwadorze.

– Nadchodzi moment, gdy sytuacja będzie taka jak w latach 60. (Lewica) jest wewnętrznym wrogiem. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale musimy wiedzieć, co się dzieje – powiedział syn prezydenta i kongresmen Eduardo Bolsonaro, budząc popłoch jednoznacznym odwołaniem się do lat 60. i czasów wojskowej dyktatury. Jeszcze większe zdenerwowanie wywołał minister finansów, odwołując się wprost do „AI-5” – ponurej sławy Ate Institucional nr 5, dekretu przyjętego przez juntę w 1968 r., który – znosząc konstytucyjne gwarancje swobód obywatelskich – zalegalizował cenzurę i tortury.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA