Izba Lordów opublikowała niedawno raport, z którego wynika, że wydatki na opiekę nad osobami w podeszłym wieku powinny zostać na Wyspach zwiększone o 8 mld funtów, aby zapewnić "akceptowalny" standard takiej opieki.
Jeremy Hunt w czasie wystąpienia w York powiedział, że rodziny powinny być zachęcane do mieszkania ze swoimi rodzicami w jednym gospodarstwie domowych, tak aby młodsi członkowie rodziny mogli zajmować się starszymi.
- W naszym kraju jest 420 tys. gospodarstw domowych, które są trzypokoleniowe, gdzie dziadkowie, rodzice i dzieci żyją pod jednym dachem. Sądzę, że jest to dobra rzecz - podkreślał szef MSZ.
- Nie mówię, że wszyscy chcemy mieszkać z teściową. Ale sądzę, że trzypokoleniowe rodziny to wspaniała rzecz - dodał.
- Jeśli spojrzy się na Hiszpanię i Włochy, kraje te wydają mniej na opiekę społeczną niż my, ale nie mają kryzysu na tym polu, ponieważ w tych społeczeństwach rodziny trzymają się razem - mówił Hunt.
- Jako partia opowiadająca się za rodziną, sądzę, że powinniśmy przyjrzeć się temu, czy nie możemy wprowadzić zachęt (by mieszkać w trzypokoleniowych gospodarstwach domowych) - podsumował szef MSZ Wielkiej Brytanii.
Partia Konserwatywna zapowiedziała, że 23 lipca poznamy nazwisko nowego lidera torysów a zarazem nowego premiera Wielkiej Brytanii, którego 160 tys. członków partii wybierze spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ).
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonują jednak wszyscy członkowie partii. Faworytem wyborów jest Johnson.
Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna jest jednak część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej. Niektórzy z nich deklarują, że gdyby rząd Johnsona zmierzał do twardego brexitu, zagłosowaliby za wotum nieufności dla własnego gabinetu, co oznaczałoby przedterminowe wybory do Izby Gmin.
Do zmiany premiera doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.
W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.
Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.
May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.
Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).