Robert Biedroń mówił, że "Wiosna chce uczestniczyć w budowaniu wspólnej opozycyjnej koalicji do Senatu".
- Mam dzisiaj wiadomość, dobra nowinę, wiosenną, że Wiosna chciałaby zaprosić wszystkich tych, którzy marzą o Polsce nowoczesnej, postępowej, bez wkluczeń, nie zostawiającej nikogo z tyłu, ale także nie pozostawiająca nikogo z boku - mówił Biedroń zapowiadając powstanie siły politycznej, "która stanie obok Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej".
- Żeby tak się stało, uczestniczyć w tym muszą wszyscy ci, którzy do tej pory w tej sferze funkcjonowali. Zapraszam więc: SLD, Barbarę Nowacką, Inicjatywę Polską, Unię Pracy, PPS, Inicjatywę Feministyczną, Partię Zielonych, partię Razem, wszystkich, którzy chcieliby połączyć siły do współpracy, do tego, żebyśmy wszyscy usiedli do stołu i zaczęli rozmawiać o nowej sile - dodał.
Słowa lidera Wiosny komentowała w Polsat News Barbara Nowacka. - Nie wiem, czym jest polityka dla Roberta Biedronia. Na budowanie szerokiej, progresywnej koalicji jest już za późno - oceniła liderka Stowarzyszenia Inicjatywa Polska.
- Jego polityka miała być otwarta, przyjazna dla wszystkich, a zamiast tego była pełna agresywnej retoryki - dodała.
– Mówiąc szczerze, z takim pewnym smutkiem patrzę. Przede wszystkim na to, w jaki sposób dziś wyborcy Wiosny mają słuszne prawo czuć się rozgoryczeni. Trzy mandaty to nie jest wielki wynik - powiedziała Nowacka.
- Kiedy spojrzymy na osobisty wynik Roberta Biedronia, przy tym jak był pokazywany jako ta wielka nadzieja, a de facto w okręgu, który jest okręgiem sejmowym do Warszawy, robi 58 tys. głosów, czyli o 8 tys. więcej niż Adrian Zandberg w 2015 roku - dodała.