fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Glapiński: Martyna Wojciechowska? 14 dyrektorów w NBP zarabia podobnie

Fotorzepa/ Robert Gardziński
- Niezachwiana jest dobra opinia nt. NBP. Nikogo plotki nie obchodzą, poza Polską. To normalne, tak jak plotki dotyczące tego, co się dzieje w Bundesbanku nikogo nie obchodzą poza Niemcami. Nie ma żadnych poważnych spraw - powiedział na Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, pytany o zamieszanie w ostatnich dniach wokół NBP. Pytany o swoją dymisję stwierdził, że "nic się nie dzieje" i dodał, że "Martyna Wojciechowska jest wśród 14 dyrektorów w NBP, którzy zarabiają podobnie".

"Gazeta Wyborcza" w grudniu napisała, że Martyna Wojciechowska, szefowa departamentu komunikacji i promocji w NBP, która wcześniej była asystentką prezesa NBP Adama Glapińskiego, zarabia miesięcznie 65 tys. zł. NBP zdementował te doniesienia, ale nie podał ile dokładnie zarabia Wojciechowska. Ujawnienia informacji na temat zarobków w NBP zażądał w poniedziałek w interpelacji senator PiS Jan Maria Jackowski. Sprawą pensji w NBP ma również zająć się NIK. W międzyczasie kolejne doniesienia informowały o nawet ok. 80-tys. pensji Wojciechowskiej.

- Opinia publiczna się zainteresowała asystentkami prezesa, których nigdy w banku nie było, chyba za żadnego prezesa. Nie istnieje w ogóle takie stanowisko i takie pojęcie - stwierdził w środę Adam Glapiński na konferencji prasowej. Pytany o swoją dymisję stwierdził, że "nic się nie dzieje". - Pani żyje w świecie mediów - mówił do pytającej go dziennikarki. - Ja oczywiście też, bo my wszyscy czytamy, mamy taki nawyk, od dzieciństwa podejrzewam, ale to świat odległy od rzeczywistych problemów i rzeczywistości. Nie ma żadnego problemu - dodał.

- Martyna Wojciechowska, bo to na nią jest ta nagonka, nie wiem z jakiego powodu, może też, że jakaś związana z PiS-em w swoim życiu jako radna, ona jest wśród 14 dyrektorów, którzy zarabiają podobnie. 14 dyrektorów, a według tego łącznego dochodu, to wśród 12. Specjalnie to sprawdzałem - przekonywał prezes NBP.

Glapiński zapowiedział, że ewentualną ustawę o jawności wynagrodzeń w NBP "podpisze choćby obydwoma rękoma". - Ale jak słusznie, jak rozumiem, ktoś tam z tej opozycji, kto się tym zajmuje, zauważył, że trzeba tej ustawy, żebym to mógł zrobić. Mam w tej chwili gotową. Mogę jednym naciśnięciem klawisza ujawnić listę 3300 pracowników i ich wszystkie zarobki według PIT-u, ale prawo na to nie pozwala. Albo samych dyrektorów. Niech zrobią tę ustawę, możemy pomóc jakimiś siłami prawniczymi - mówił.

Komentując słowa wicepremiera Jarosława Gowina na swój temat, Glapiński stwierdził, że "radziłby panu Gowinowi, żeby dwa razy głęboko oddech wziął, zanim się wypowiada na temat NBP".

- Jedna z największych dobrych tradycji w Polsce, zapisana zresztą w odpowiednim piśmiennictwie prawnym, jest taka, że NBP i rząd to odrębne całkowicie instytucje i taką tradycją jest, że przedstawiciele NBP nie komentują prac rządu i ministrów, np. reformy szkolnictwa wyższego, a tu jest większość profesorów. Nie przyszło mi do głowy, żeby publicznie się na ten temat wypowiadać i pan Gowin też powinien dwa razy wziąć głęboki oddech. Jak to nie pomoże, to zimny prysznic i się nie wypowiadać nt. NBP, bo tworzy pewne zamieszanie. Tym bardziej, że jest kompletnie niepoinformowany o co chodzi - powiedział Glapiński, cytowany przez portal 300polityka.

Prezes NBP zapowiedział też, że Marek Chrzanowski, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, który zrezygnował po ujawnieniu stenogramu z nagrania jego rozmowy z bankierem Leszkiem Czarneckim, "wyjdzie niedługo, w tym miesiącu z aresztu i się będzie wypowiadał". - Z całą pewnością chętnie panu na wszystko odpowie - dodał.

Źródło: rp.pl/ 300polityka
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA