fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Stawką jest niepodległość Białorusi

AFP
Po ćwierćwieczu „bratniej przyjaźni" Kreml postawił Aleksandrowi Łukaszence ultimatum.

Białorusko-rosyjskie relacje przeżywają chyba najostrzejszy kryzys od upadku Związku Radzieckiego. Prawdziwą burzę wywołał w ubiegłym tygodniu w Brześciu rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew, który wprost zasugerował, że bez „głębokiej integracji" nie będzie miliardowego wsparcia finansowego. Zaproponował wspólną walutę, sąd, służbę celną oraz izbę rozrachunkową. Mówił też o „całkowitej realizacji " porozumienia „o Państwie Związkowym Białorusi i Rosji" z 1999 roku, co w zasadzie oznacza inkorporację Białorusi przez Rosję.

– Zrozumiałem sugestię: dostaniecie ropę, a w zamian niszczycie państwo i wchodzicie w skład Rosji. Tego nigdy nie będzie – grzmiał Łukaszenko. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie będzie musiał podjąć decyzję, od której będzie zależało, czy Białoruś pozostanie niepodległym państwem czy „zjednoczy się z Rosją".

– Łukaszenko zbyt często mówi o suwerenności, ale gdy chodzi o obniżenie cen na surowce energetyczne, zawsze odwołuje się do państwa związkowego. Gdy nie dostaje tego, co chce, ponownie mówi o suwerenności i alarmuje, że ktoś jej zagraża. W Rosji tego mają serdecznie dość – mówi „Rzeczpospolitej" rosyjski politolog Aleksiej Muchin, szef współpracującego z Kremlem moskiewskiego Centrum Informacji Politycznej.

– Aleksander Łukaszenko dostał wyraźną i twardą propozycję z Moskwy. Łukaszenko za pomocą dyplomacji wahadłowej próbuje złagodzić tę propozycję, a nawet liczy, że Rosja całkiem się wycofa. Rosja się nie wycofa. Tym razem prezydent Białorusi będzie musiał iść na kompromis – twierdzi.

W poniedziałek nacjonalistyczny lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimir Żyrinowski stwierdził, że Łukaszenko „musi się zdecydować". – Albo nasze relacje są rynkowe, albo wchodzicie w skład Federacji Rosyjskiej i płacicie niższą cenę – oświadczył Żyrinowski, cytowany przez rosyjskie media. – Jestem przekonany, że gdyby przeprowadzono referendum na Białorusi o powrocie w skład Rosji, zdecydowana większość Białorusinów opowiedziałaby się za tym – sugerował. Od lat lider LDPR jest uważany za „nieoficjalny język Kremla". To, co wprost nie wypada mówić władzom w Moskwie, mówi właśnie Żyrinowski.

Od prawie ćwierćwiecza Łukaszenko rusyfikował kraj i ciągle powtarzał, że przyjaźń z „bratnią Rosją" jest jednym z głównych priorytetów jego polityki. Na Białorusi już prawie nie ma szkół z białoruskim językiem nauczania, całkowicie wyeliminowano opozycję demokratyczną, od lat ignoruje się inteligencję. Białoruski przywódca znalazł się w tworzonej przez siebie pułapce, sam na sam z rosyjską propagandą, która obecnie steruje białoruską opinią publiczną.

– Łukaszenko jest w stanie zgodzić się na wszystko, jeżeli Rosja zagwarantuje, że pozostanie prezydentem Białorusi. A to oznacza, że krok po kroku Białoruś może się stać częścią Rosji, bez jednego zielonego ludzika – mówi „Rzeczpospolitej" Paweł Kowal, były wiceszef MSZ. – Musi sam się bronić. Unia Europejska mu nie pomoże, nie ma mechanizmów, by powstrzymać wchłonięcie Białorusi przez Rosję – dodaje.

Już w nowym roku Rosja rozpoczyna tzw. manewr podatkowy, z powodu którego m.in. zdrożeje ropa dla białoruskich rafinerii. Szacuje się, że w ciągu sześciu lat budżet Białorusi może stracić na tym nawet 10 mld dol. Mińsk chce rekompensaty, Moskwa chce „głębszej integracji". To, że pierwsze bez drugiego nie jest możliwe, potwierdził również nowy ambasador Rosji na Białorusi Michaił Babicz. W poniedziałek za pośrednictwem TASS przypomniał, że co roku rosyjskie wsparcie dla białoruskiej gospodarki wynosi 4–4,5 mld dolarów. Stwierdził, że obecne prośby Mińska kosztowałyby Moskwę kolejne 3–4 mld dolarów rocznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA