Miała nadzieję, że nie tylko zepchnie na margines Jeremy’ego Corbyna i jego pomysł na radykalną rewolucję socjalną, ale też zyska więcej czasu na przełamanie negatywnych skutków Brexitu. Teraz, jak wskazywały exit polls, pozbawiona samodzielnej większości dla konserwatystów, może stanąć na czele chwiejnej koalicji albo w ogóle przejść do opozycji.
Tak jak jej poprzednik David Cameron, który był pewien zwycięstwa w referendum w sprawie pozostania kraju w Unii, May przestrzeliła. Zapomniała, że nie jest nowym wcieleniem Margaret Thatcher, tylko raczej premierem z przypadku: gdy mimo zwycięstwa rok temu w referendum zwolennicy Brexitu na czele z Borisem Johnsonem nie chcieli wziąć odpowiedzialności za kraj, konserwatyści sięgnęli po Theresę May, bo nie miała zdecydowanych poglądów, nie wadziła zbytnio nikomu.