W poniedziałek i wtorek ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych krajów należących do Grupy G20 odbędą kolejną rundę rozmów. W amerykańskim Asheville, podobnie jak podczas kwietniowego spotkania w Waszyngtonie, przy stole zasiądą Andrzej Domański oraz Adam Glapiński.

Polska nie jest stałym członkiem tego elitarnego gremium, ale korzysta z faktu, że tegorocznym pracom grupy przewodniczą Stany Zjednoczone. Prezydent USA Donald Trump jest najsilniejszym stronnikiem Warszawy w staraniach o trwałe dołączenie do G20. Dzięki temu polskie delegacje biorą udział zarówno w roboczych, jak i oficjalnych spotkaniach najpotężniejszych państw świata. Tak będzie również w przyszłym tygodniu w Karolinie Północnej. Polski rząd docenia tę sposobność.

– Chcemy, żeby Polska współtworzyła zasady światowego porządku, a nie była tylko biorcą tych zasad. Gdybyśmy nie siedzieli przy tym stole, ponosilibyśmy skutki decyzji bez możliwości wyrażania stanowiska Europy Środkowo-Wschodniej – przekonywał Domański.

Czytaj więcej

Polska walczy o miejsce w G20. Domański: Chcemy współtworzyć światowe zasady

Budować sojusz w Londynie

Agenda G20 na ten rok przewiduje jeszcze m.in. spotkanie ministrów spraw zagranicznych pod koniec października w Atlancie, z udziałem szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, oraz najważniejsze coroczne wydarzenie, czyli grudniowy szczyt G20. Do Miami, na zaproszenie Donalda Trumpa, przyjedzie prezydent Karol Nawrocki.

Po tym wydarzeniu przewodnictwo w pracach gremium przejmie Wielka Brytania. Nie ma pewności, czy Londyn będzie podchodził do udziału polskich delegacji w obradach polityczno-gospodarczych liderów świata z równie dużą otwartością jak Waszyngton. W niedawnym komentarzu dla „Rzeczpospolitej” brytyjski MSZ zapewnił, że „jest świadomy rosnącego znaczenia międzynarodowego Polski” oraz stanowiska Stanów Zjednoczonych, wyrażającego poparcie dla polskich aspiracji związanych z G20.

Domański, pytany przez nas o perspektywy porozumienia z nowym brytyjskim rządem, wskazał, że temat poruszał już w rozmowach z poprzednią kanclerz skarbu Rachel Reeves. W USA planuje rozmawiać o nim także z obecnym kanclerzem, Johnem Healeyem.

Nowy minister finansów ma do Polski bardzo pozytywne nastawienie – ocenił, zastrzegając jednak, że Polska nie została jeszcze formalnie zaproszona do prac grupy w 2027 r.

– Pracujemy, żeby to się wydarzyło. Liczę na zbudowanie nici porozumienia, która zapewni nam udział w pracach grupy w przyszłym roku. Polska jest dla Wielkiej Brytanii ważnym krajem, nasza pozycja w UE rośnie, a Londyn szuka mocnych sojuszników w krajach Unii. I na tym budujemy nasze rozmowy – wyjaśnił.

Czytaj więcej

Rosja grozi atakami na Wielką Brytanię. „Coś mogłoby się wydarzyć w fabrykach”

Nie dyplomacją, a siłą gospodarki

Minister podkreślił jednak, że nie chodzi o to, by Polska była dopraszana do prac grupy wyłącznie dzięki zabiegom dyplomatycznym. Celem jest wywalczenie stałego miejsca w G20 dzięki politycznej i gospodarczej pozycji kraju. A to, zdaniem Domańskiego, można osiągnąć jedynie przez aktywny udział w pracach grupy oraz wnoszenie do debaty ważnego głosu Polski i regionu.

Spotkanie w Asheville będzie więc dla Domańskiego i Glapińskiego kolejną okazją do pokazania, że głos Warszawy jest wartościowy, a nasza perspektywa – jako jedynego przedstawiciela „Nowej Europy” – zasługuje na uwagę światowych mocarstw także po 2026 r. Jak zapewnił Domański, na arenie międzynarodowej rząd i NBP mówią jednym głosem.

– Siedząc obok siebie na spotkaniach G20 z prezesem Glapińskim, nie wymieniamy szturchańców, tylko uwagi, jak wspólnie możemy zareagować na tematy, które pojawiają się w dyskusji – podkreślił.

W Asheville polski minister planuje dwustronne rozmowy z przedstawicielami Indii, Wielkiej Brytanii, Singapuru, Japonii czy Unii Afrykańskiej. Będzie też głównym mówcą sesji dotyczącej wzrostu gospodarczego. Jak sam mówi, kraje rozwijające się mogą czerpać z polskich doświadczeń dotyczących deregulacji, budowy odpornej gospodarki, pragmatycznego podejścia do transformacji energetycznej oraz tworzenia zdywersyfikowanego eksportu.

Warszawa zamiast Pretorii

Miejsce Polski przy stole znalazło się dzięki politycznej decyzji Donalda Trumpa, który wykluczył RPA z tegorocznych obrad G20, twierdząc, że kraj ten „nie jest godny obecności w organizacjach międzynarodowych”. Doproszenie Polski tłumaczył tym, że to „wspaniały kraj, bardzo go lubimy, przyjaźnimy się z Polską”.

Bardziej merytoryczne argumenty za zmianą uczestników przedstawił sekretarz stanu Marco Rubio. Na progu amerykańskiej prezydencji tłumaczył, że Polska, jako 20. gospodarka świata, „dołączy do nas, aby zająć należne jej miejsce w G20”. Południowoafrykańskiej gospodarce wytknął natomiast stagnację oraz korupcję.

RPA została stałym uczestnikiem spotkań G20 jako przedstawiciel „globalnego Południa”, a nie jako gospodarczy hegemon. O ile jeszcze w 2011 r. PKB Polski i RPA były na zbliżonym poziomie, wynosząc ok. 500 mld dol., o tyle obecnie nasza gospodarka jest już 2,5-krotnie większa. Podobnie wygląda sytuacja z innym stałym członkiem tej elitarnej grupy – Argentyną, której roczna produkcja jest obecnie 1,5-krotnie mniejsza niż polska. Z kolei na liście członków brakuje m.in. Hiszpanii i Holandii, których gospodarki są większe od polskiej.

Czytaj więcej

RPA usprawnia system weryfikujący turystów. ETC zamiast tradycyjnych wiz

G20 nie jest formalną organizacją międzynarodową i – w przeciwieństwie do np. UE czy NATO – nie ma skodyfikowanych procedur przyjmowania kolejnych członków. O obecności na spotkaniach poszczególnych państw decyduje kraj, który w danym roku przewodzi pracom grupy. W 2027 r. będzie to Wielka Brytania, a w 2028 r. Korea Południowa. Oba państwa należy traktować jako sojuszników w polskiej sprawie. Bezpośrednio przed prezydencją USA pracami bloku kierowały natomiast kraje politycznie i ideowo odległe od interesów Warszawy: Indonezja w 2022 r., Indie w 2023 r., Brazylia w 2024 r. oraz RPA w 2025 r. Do tej pory Polska była reprezentowana kolektywnie przez Unię Europejską, która – obok Unii Afrykańskiej – jest jednym z dwóch nienarodowych stałych uczestników spotkań G20. Grono to reprezentuje dziś ok. 80 proc. globalnego PKB i ok. dwóch trzecich globalnej populacji.