Według danych Banku Światowego Polska zanotowała w pierwszym kwartale 2026 r. wzrost liczby przyjazdów o 19 proc. Dla porównania Finlandia, mocno promująca swoją Laponię, odnotowała wzrost o 6 proc., Litwa — o 17 proc., Hiszpania o 5 proc., a Austria jedynie o 1 proc. Prognoza Banku Światowego dla Polski na cały rok zakłada wzrost o ponad 9 proc.
Przyszły rok może być jeszcze lepszy. Upały, które dotknęły także Polskę, oraz masowe pożary w typowo turystycznych regionach południa Europy — we Francji, Hiszpanii, Portugalii i Grecji — mogą skłaniać część turystów do szukania alternatywnych kierunków wyjazdów.
Liczy się bezpieczeństwo, kultura i kuchnia
W zapomnienie odchodzą opinie, że Polska jest krajem frontowym z powodu wojny w Ukrainie. A jeszcze niespełna rok temu informacja o rosyjskich dronach, które znalazły się po naszej stronie wschodniej granicy, spowodowała znaczący spadek rezerwacji zagranicznych.
Polska na razie nie należy do grupy krajów z największą liczbą turystów, ale liczba przyjazdów oraz wpływy finansowe z tej branży rosną z roku na rok. Jeszcze niedawno nawet zagraniczne korporacje mocno osadzone w polskich realiach pytały swoje delegatury, czy przyjazd do naszego kraju jest bezpieczny.
Czego turyści szukają w Polsce? Przede wszystkim atrakcji kulturalnych, głównie koncertów i muzeów, a także dobrej kuchni, którą znajdują bez problemu. Nie brakuje cudzoziemców, którzy przylatują np. do Wrocławia nie tylko po to, by zwiedzać miasto, ale również dobrze zjeść. – Polska gęś jest nadzwyczajna – mówi Markus Ruedigger, były pracownik Lufthansy, który co roku jesienią przylatuje do Wrocławia. Kolacja w restauracji, która ma gęś w menu, jest stałym punktem jego programu.
W 2025 r. Wrocław odwiedziło 7 mln turystów. Według oficjalnych danych w mieście mieszka na stałe niespełna 700 tys. osób, a razem ze studentami — ok. 890 tys.
Czytaj więcej
Kiedy kupować bilety i pakiety na wakacje? Już teraz, bo będzie tylko drożej? Czy może jednak warto poczekać, bo przecież wojna na Bliskim Wschodzi...
Zakopane nie zatkało się
– My nie narzekamy na nadmierną liczbę turystów, tylko robimy wszystko, żeby dostosować się do popytu, który rósł od lat i zapewne jeszcze się zwiększy. I nie, Zakopane się nie zatkało, ale tłok rzeczywiście był – mówi Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Turystycznej. Nie ukrywa, że godzinę prawdy Zakopane przeżyło w ostatni długi sierpniowy weekend, kiedy wypełnienie bazy hotelowej sięgnęło ponad 101 proc. Jak to możliwe?
– Popyt dodatkowo napędziła pogoda, a prognozy wskazywały, że może to być ostatni tak przyjemny weekend lata. Nasza baza hotelowa była zajęta w pełni. Ale zapełniły się także okoliczne pola kempingowe, gdzie zaparkowały samochody z namiotami na dachach. Nie brakowało również aut z namiotami, które zatrzymały się „na dziko”. Dodatkowo mieszkańcy Zakopanego uciekli na ten weekend, zostawiając mieszkania rodzinie albo znajomym, bądź wynajmując je odpłatnie w ostatniej chwili. Przyjezdni spali tam, a na dzień pojawiali się w Zakopanem – tłumaczy Karol Wagner.
W rozładowaniu szczytowego popytu kurortowi pomogły inwestycje, na które miejscowi przedsiębiorcy zdecydowali się w czasie pandemii COVID-19. Od tego czasu w Zakopanem przybyło ponad 2,6 tys. miejsc noclegowych różnych kategorii.
Skąd tak duże zainteresowanie polskim kurortem? – To w wielu przypadkach atawizm. Dużo kilkudniowych wyjazdów planowanych jest w ostatniej chwili. Decydują prognoza pogody, ale i przypadek. Jeśli na wybrzeżu będzie tłok, to w Zakopanem „jakoś wszyscy się pomieszczą” — i zapada decyzja o wyjeździe w Tatry. Turyści wiedzą, że trzeba będzie postać w kolejkach do atrakcji, a w restauracjach będzie tłok. Ale dajemy radę – zapewnia Karol Wagner.
A gdzie on sam spędza wakacje? – W tym roku była to Bośnia i Hercegowina, gdzie można wypocząć w ciszy i spokoju – mówi.
Czytaj więcej
Według prognoz w tym roku Turcja zanotuje kolejny rekord turystyczny — 65 mln milionów odwiedzających. To o 2,5 mln więcej, niż w 20224. Ale może...
Zmuszeni do zarządzania sukcesem
Do zarządzania turystyką został już zmuszony Kraków, który wyrósł na jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych w Polsce. Początkowo mieszkańcy miasta cieszyli się ze zwiększającego się napływu turystów. Pomogły w tym niskokosztowe linie lotnicze, zwłaszcza Ryanair, Wizz Air i easyJet. Dołączyli do nich przewoźnicy arabscy — Air Arabia, flydubai i ostatnio sezonowo Etihad. Stolica Małopolski zaczęła rywalizować z hiszpańską Ibizą jako miejsce chętnie wybierane przez Brytyjczyków na wieczory panieńskie i kawalerskie. Nadal nie dorównuje popularnością hiszpańskiemu kurortowi, co nie zmienia faktu, że Kraków został zmuszony do zarządzania turystyką. Tłumy odwiedzających zaczęły bowiem poważnie utrudniać życie mieszkańcom. Owszem, cieszą się oni ze znaczących wpływów podatkowych, ale narzekają na rosnące ceny nieruchomości, tłok na ulicach i bardzo głośne życie w centrum.
– Od 2010 r. liczba odwiedzających zaczęła systematycznie rosnąć, co przez wiele lat było postrzegane przez władze miasta jako sukces promocyjny i ważny impuls gospodarczy – mówi Natalia Kulec-Greń, dyrektorka Wydziału ds. Turystyki Urzędu Miasta Krakowa.
Nie ukrywa jednak, że z czasem zaczęły się ujawniać negatywne skutki turystycznego boomu, zwłaszcza w okolicach Starego Miasta i Kazimierza. W efekcie w centrum jednocześnie przebywa wielokrotnie więcej turystów niż stałych mieszkańców, co prowadzi do przeciążenia przestrzeni publicznej i narastających konfliktów społecznych.
W 2025 r. Kraków odwiedziło 16,5 mln turystów, w tym połowa z zagranicy. Stałych mieszkańców jest ok. 870 tys. Wpływy z turystyki wyniosły w ubiegłym roku 15,4 mld zł. Stolica Małopolski zajęła trzecie miejsce w kategorii „Kultura” w rankingu Travellers’ Choice Awards Best of the Best 2026, wyprzedzając Paryż czy Rzym. Przed Krakowem znalazły się Singapur i Londyn. „Każdego roku stolica Małopolski gości niemal 100 festiwali oraz innych wydarzeń o międzynarodowej randze” — czytamy w uzasadnieniu.
Zdaniem prof. Krzysztofa Borowskiego Kraków wyróżnia się na tle innych polskich miast atrakcyjnych turystycznie długością sezonu. – Bije rekordy, jeśli chodzi o długość pobytów. W Krakowie sezon trwa cały rok, nie tak jak np. na Pomorzu, które jest sezonowe – zauważa.
Baza noclegowa nie jest tu ograniczeniem. – Dostępność komunikacyjna Krakowa sprawia, że nic nie stoi na przeszkodzie, by turysta mógł spędzić cały dzień w Krakowie, a wieczór i nocleg poza nim – dodaje prof. Borowski.
Zdaniem branżowej publikacji „Travel and Tour World” Polska wyrosła na najszybciej rosnącą atrakcję turystyczną w Europie. Aby skorzystać z tej szansy, konieczne jest jednak zadbanie o już istniejącą infrastrukturę, tak aby nadążała za rosnącym popytem. „I to znacznie wykracza poza samo budowanie nowych miejsc noclegowych. Bo tylko postawienie na szeroko pojętą zrównoważoną turystykę, a nie tylko skupienie się na aspektach ekologicznych czy środowiskowych, da Polsce szansę na rozwój” — czytamy w ostatniej edycji „TTW”.