Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które kierunki turystyczne zyskują, a które tracą na popularności?
  • Jakie czynniki wpływające na rosnącą atrakcyjność Polski?
  • Jakie są nowe preferencje polskich turystów.

Już teraz nikt nie może mieć wątpliwości, że konflikt na Bliskim Wschodzie wpłynie na tegoroczny sezon wakacyjny, ale i niewiele zapowiada, żeby na rynku turystycznym doszło do rewolucji. Wiadomo, że zyska Polska, co już widać po poziomie rezerwacji. A ucierpi nie tylko Bliski Wschód.

Także między innymi Tajlandia, która już liczy straty, oraz Cypr i Jordania. Kto zyska? Oprócz Polski, z pewnością kraje nordyckie, Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Tunezja. W tym przypadku jednak barierą hamującą popyt mogą być ceny, które np. w przypadku Maroka rosną w nieuzasadniony sposób.

Liczba przyjazdów w 2025 r.

Największe rynki turystyczne na świecie

Liczba przyjazdów w 2025 r.

Foto: Tomasz Marzec

Bezpiecznie, bo w Polsce

– Dla nas obecna sytuacja to zdecydowanie wielka szansa, a nie zagrożenie. Polska jest postrzegana jako kraj bezpieczny, co w tej chwili jest kluczowe – mówi Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Turystycznej.

Czytaj więcej

Jak kupić niedrogie bilety lotnicze. Liczy się cierpliwość i elastyczność

Według prognoz Światowego Forum Ekonomicznego Polska przeżyje w tym roku kolejny boom turystyczny. Jak wynika ze wskaźników Travel & Tourism Development Index (TTDI) nasz kraj jest jednym z najbardziej obiecujących i konkurencyjnych w Europie. Ma ją odwiedzić 22-23 mln cudzoziemców. A Warszawa w tym roku została wybrana najatrakcyjniejszym Europejskim Miastem Przyszłości. Oprócz bezpieczeństwa atutami Polski ma być dbałość o tereny zielone, generalnie o środowisko, nie mówiąc już o kuchni i kulturze. I zapewne w tym roku znów urlopowicze będą straszyli „paragonami grozy”, to jednak Polska jest również krajem niedrogim dla turystów. Liczy się także klimat, bo czas, kiedy cała Europa chciała się smażyć w śródziemnomorskim skwarze także już minął. – Mamy już także bardzo przyzwoitą turystyczną infrastrukturę. To w dużej mierze zasługa wymagających turystów arabskich – uważa Karol Wagner.

Kto więc przyjedzie do Polski? – Przede wszystkim Litwini, Łotysze, Czesi, Węgrzy, a także przyjeżdżający z krajów śródziemnomorskich. Ale chociażby brytyjski oddział niemieckiego TUI już w tej chwili oferuje pakiety wyjazdowe do Zakopanego – dodaje.

Rosnąca popularność Polski ma także swoje źródło w rosnących cenach na Bałkanach, w Albanii i Grecji. – Te wakacje coraz więcej Polaków będzie chciało spędzić bliżej domu – prognozuje Karol Wagner.

Przy tym na popularności zyskują nie tylko Podhale, Mazury czy Wybrzeże, ale i np. Góry Opawskie. A Tatry na nowo odkryli mieszkańcy Małopolski. Bon turystyczny dofinansowujący wakacje na Podlasiu sprzedał się w sekundach, nawet nie minutach. Kolejni chętni czekają teraz na nową edycję tego programu zachęt.

W tych wyborach skłaniających do spędzania wakacji bliżej domu niebagatelną rolę odegrają również ceny paliw, które raczej nie stanieją gwałtownie przed wakacjami. – Jeśli ktoś ma wydać 700 zł na paliwo podczas podróży na południe, czyli tyle, za ile spędzi 2 dni komfortowo w Polsce, to dobrze się nad tym zastanowi – mówi Karol Wagner.

Czytaj więcej

Wielkanoc w Polsce zamiast zagranicą. Polacy wybierają bezpieczny wypoczynek

Na rynku wyjazdów zagranicznych rewolucyjnych zmian raczej nie będzie

Turyści podróżujący z biurami podróży zapewne, tak jak w poprzednich latach, pojadą do tych krajów, do których zawsze udają się latem. Może tylko na krócej.

– Dziesiątka najpopularniejszych kierunków z pewnością pozostanie taka sama, choć być może pole troszeczkę odda Turcja i Egipt, pojawiające się w ostrzeżeniach MSZ. Co prawda dotyczą one zupełnie nieturystycznych rejonów w tych krajach, ale niezorientowani lub nieuważnie czytający komunikaty turyści dla świętego spokoju mogą wybrać inne kierunki. Z podobnym efektem mieliśmy do czynienia tuż po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji, gdy zagraniczni turyści omijali Polskę jako kraj sąsiadujący z zaatakowaną Ukrainą – komentuje obecną sytuację Jarosław Kałucki, ekspert rynku turystycznego.

Charakterystyczny był obrazek, gdy ewakuowani z Bliskiego Wschodu w wywiadach na lotnisku podkreślali: w te wakacje tylko Europa. Wzmocni to letni ruch do krajów w basenie Morza Śródziemnego, a jest to zwykle 80-85 proc. sprzedaży polskich biur podróży. Nie jest jednak wykluczone, że skorzystają na tym również kraje północnej Afryki, jak Maroko, a zwłaszcza Tunezja, powracająca z przytupem do czołówki najchętniej odwiedzanych kierunków. Tyle że oba kierunki już „poczuły krew” i upolowanie jakiejś rozsądnej cenowo oferty staje się problematyczne.

Czytaj więcej

Prezes Finnaira: Jesteśmy zdeterminowani, by pozostać niezależną firmą

Gdzie będzie drożej, a gdzie można liczyć na niższe ceny

Wakacje będą droższe niż rok temu, mimo bardzo niskiej inflacji – tegoroczne oferty kontraktowane były wiele miesięcy wcześniej, ale wzrost cen paliwa lotniczego – a na wakacje wylatuje 95 proc. klientów biur podróży – winduje ceny wycieczek. – Z tego powodu wzrost ruchu turystycznego zanotują z pewnością takie kraje jak Bułgaria czy mimo wszystko Albania, będące tańszymi kierunkami niż Grecja, Chorwacja czy Hiszpania – uważa Jarosław Kałucki.

Nikt dzisiaj nie wie, kiedy zakończy się wojna na Bliskim Wschodzie. Ale z pewnością tuż po tym fakcie będziemy obserwować ofensywę informacyjną Dubaju i innych emiratów, które stały się popularnymi miejscami wypoczynku polskich turystów. Zainwestowano tam zbyt wielkie pieniądze w tę branżę, by pozwolić na utrwalenie wizerunku krajów niestabilnych. Z pewnością jednym z najważniejszych argumentów będą atrakcyjne ceny wycieczek.

USA i Izrael zaatakowały Iran, destabilizując sytuację na Bliskim Wschodzie w marcu.

– Z punktu widzenia turystyki do krajów egzotycznych to schyłek sezonu, który rozpocznie się na nowo dopiero jesienią. Touroperatorzy mają sporo czasu, by dla Dubaju, będącego hubem przesiadkowym na Daleki Wschód, znaleźć alternatywę. Dotychczas, awaryjnie, tę rolę spełniał Stambuł, Addis Abeba, ale nie jest powiedziane, że większy nacisk położą oni na bezpośrednie połączenia (w końcu października np. LOT uruchamia loty do Bangkoku) lub loty przez największe europejskie lotniska – Frankfurt nad Menem, Londyn, Paryż czy Amsterdam czy wyspecjalizowany w azjatyckich transferach Finnair, obsługujący połączenia dalekowschodnie. – Będzie się to łączyło ze wzrostem cen wycieczek, ale taka jest cena bezpieczeństwa – podkreśla Jarosław Kałucki.

I jeszcze jedno. Kiedy sytuacja geopolityczna jest niepewna, zawsze lepiej jest podróżować z pakietami wykupionymi u touroperatorów, bo jednak są oni przynajmniej współodpowiedzialni za bezpieczny powrót swoich klientów do domu.

Czytaj więcej

Turystyka luksusowa nie znosi huku rakiet. Wojna weryfikuje plany krajów Zatoki Perskiej

Jest i optymistyczny scenariusz

Zdaniem Światowej Rady Podróży i Turystyki (WTTC) kraje Bliskiego Wschodu tracą w tej chwili codziennie 600 mln dol. z pieniędzy, które wydaliby u nich turyści, gdyby kryzysu nie było. To efekt zakłóceń w podróżach lotniczych oraz spadku zaufania konsumentów.

Kraje Bliskiego Wschodu miały wprawdzie tylko 5 proc. udziału w światowych przewozach lotniczych, ale aż 14 proc. w ruchu tranzytowym. Tegoroczna wojna w Zatoce zmieniła wszystko. Ucierpiały w nich nie tylko przewozy lotnicze, ale i hotele, restauracje, centra handlowe, firmy zajmujące się wynajmem samochodów, a nawet firmy zajmujące się organizowaniem wycieczek morskich.

Na początku tego roku WTTC zakładała, że lotniska bliskowschodnie obsłużą w tym roku średnio 526 tys. pasażerów dziennie. I że wydadzą oni podczas wakacji na Bliskim Wschodzie 207 mld dol. To już jest nieaktualne.

Ale mimo wszystko prognozy dla tego regionu wcale nie są katastrofalne. Zdaniem WTTC turystyka i podróże pozostają najbardziej odporną gałęzią światowej gospodarki i szybko odbudowują się po kryzysach. Zwłaszcza jeśli chodzi o zagrożenia związane z bezpieczeństwem. Tę teorię opiera na wnioskach z analiz wpływu poprzednich konfliktów zbrojnych na tę branżę.

– Z naszych analiz wynika, że przy właściwej współpracy rządów i naszej branży, odbudowanie zaufania konsumentów po zakłóceniach wynikających z zagrożeń bezpieczeństwa trwa ok. 2 miesięcy. Do tego jednak potrzebna jest przejrzysta komunikacja pomiędzy państwami a sektorem prywatnym i wprowadzenie rozwiązań, które zwiększą bezpieczeństwo i stabilność, które są podstawą w odbudowie zaufania konsumentów – mówi Gloria Guevara, prezes i dyr. generalna WTTC.

Co z cenami biletów lotniczych?

Tu nie ma zaskoczenia. Drożeją i zapewne będą drożeć. Na razie można jeszcze upolować tańsze połączenia, nie tylko w Europie i niekoniecznie z ryzykownymi przesiadkami w Dubaju i Abu Zabi, które bardzo powoli wracają.

Trudno jednak powiedzieć, jak długo taka sytuacja potrwa, bo na razie większość przewoźników korzysta z zakupów paliwa po cenach obniżonych dzięki wcześniejszemu zagwarantowaniu sobie ubezpieczenia od wzrostu cen.

Z drugiej strony linie lotnicze doskonale wiedzą, że wywindowanie cen biletów szybko zdusi popyt. I że lepiej jest wypełnić samoloty oferując niższe ceny, niż jak zrobiły to Qatar Airways, odstawiając flotę do lotniczej poczekalni w hiszpańskim Teruel.

Generalnie jednak tego lata będzie widoczna jedna tendencja: wakacje bliżej domu. Raczej Europa, a nie Azja. I to wcale niekoniecznie okolice Morza Śródziemnego.

A Stany Zjednoczone? Tu też pojawiają się wątpliwości wśród podróżnych. Zwłaszcza po tym, jak Donald Trump zdecydował, że w sytuacji, kiedy służby lotniskowe są w finansowym kryzysie, warto im posłać do pomocy znienawidzoną policję ICE. Więc powitanie na lotniskach w USA może być problematyczne.