fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dał nam przykład Wiktor Sukiennicki

Fotorzepa, Darek Golik
Przez kilka dziesięcioleci Polacy mieli w Ameryce opinię znawców Rosji i Związku Sowieckiego. Polska szkoła sowietologiczna triumfowała w latach 80., gdy widoczny był już rozpad imperium i historia (która się wszakże, wbrew Francisowi Fukuyamie, nie skończyła) przyznawała rację historykom, którzy, wedle słów Waltera Laqueura, nie wierzyli sprawozdaniom Biura Politycznego KPZR, sowieckim gazetom czy opowieściom oficjalnych gości, lecz wysłuchiwali i analizowali opowieści uciekinierów lub też czytali dysydenckie gazetki.

Ryszard Pipes, Adam Ulam, Leopold Łabędź i w jakiejś mierze również Zbigniew Brzeziński byli najbardziej znanymi przedstawicielami tej zimnowojennej szkoły sowietologicznej. Mentorem czy też ojcem chrzestnym tej szkoły był Wiktor Sukiennicki, urodzony w 1901 r., profesor Uniwersytetu Stefana Batorego i założyciel owianego legendą Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Wschodniej. Aresztowany w Wilnie w 1941 r., zesłany do Gułagu, uwolniony, założył, tym razem w Teheranie, Ośrodek Studiów Ministerstwa Informacji i Dokumentacji RP na Bliskim Wschodzie. Cytuję za Wikipedią: „W ośrodku tym Sukiennicki wraz ze współpracownikami zbierali od tysięcy ocalałych z sowieckich łagrów, więzień i obozów jenieckich zaprzysiężone świadectwa dotyczące agresji i okupacji sowieckiej w Polsce w latach 1939–1941 oraz losów prześladowanych obywateli RP".




Niby prawda, ale bardzo zawężona, jak się często zdarza, do perspektywy polskiej. Ośrodek Studiów rzeczywiście zbierał, bardzo metodycznie i szczegółowo, zeznania na temat losów Polaków w Związku Radzieckim (Sukiennicki wolał używać tego przymiotnika zamiast Sowiecki), ale na tej podstawie wykonano dzieło o nadzwyczajnym znaczeniu. W Rzymie w 1945 r. ukazała się książka „Map Of Concentration Camps In Soviet Russia", która uważana jest za pierwszą i doskonałą mapę Gułagu. Cytują ją wszyscy autorzy piszący na ten temat. Jako autorzy wymienieni są „Sylwester Mora; Piotr Zwierniak", i wiadomo, że były to pseudonimy Kazimierza Zamorskiego i S. (jak dotąd nigdzie nie znalazłam pełnego imienia) Starzewskiego. Oryginalna mapa musi być na tyle cenna, że jedyny egzemplarz – jeden tylko – można kupić za 3517,16 funta brytyjskiego (plus 12,86 za przesyłkę). Obaj autorzy wydali też, przetłumaczoną na wiele języków, „Sprawiedliwość sowiecką".

O ile przed 1989 r. i kilka lat potem widoczne było zainteresowanie ZSRS, komunizmem i jego zbrodniami, to dzisiaj wydaje się, że ludobójstwo niemieckie w Polsce w pełni zasłoniło w świadomości społecznej – a co najmniej w zapisie tej świadomości – ludobójstwo dokonywane przez komunistów na przedstawicielach kilkudziesięciu narodów, w tym na Polakach. Nie bardzo rozumiem, jak to się stało. Nie może chodzić o okrągłość rocznic: 17 września był również okrągłą rocznicą. Czyżby chodziło o to, że antysowiecką energię gromadzi się na stulecie Bitwy Warszawskiej? A może tak zwana narracja historyczna czy polityka historyczna jest prowadzona przez ludzi, którzy z niewiedzy, z politykierstwa czy też z poważnych politycznych powodów wolą zadzierać z Niemcami niż z Rosją? Żadna odpowiedź nie jest wystarczająca.

W ostatnich miesiącach słychać było, że Niemcy nareszcie przeprosili (tak jakby nie przepraszali już od czasów Willy'ego Brandta), że za mało przeprosili i że przeprosiny być może nie były szczere. Mowa jest też o niemieckich reparacjach wojennych. Przyznaję, że gdy patrzę na dzisiejszą mapę Polski i porównuję ją z przedwojenną – myślę, że jest to pomysł rosyjski, świetnie wymyślony, skonstruowany wedle najlepszych wzorów propagandy sowieckiej. Jeśli Niemcy odniosą się do tej sprawy poważnie (a mam nadzieję, że tego nie zrobią) i podliczą wartość hektarów, kopalń i fabryk – to mogą nawet zacząć się targować.

A wracając do początku tego artykułu. W Polsce nie było i nie ma od 1939 r. ani sowietologii, ani porządnej nauki o Rosji. Słyszę różnych ekspertów, którzy przekonują Amerykanów, że Polacy są najlepszymi znawcami Rosji, wyssali tę wiedzę z mlekiem matki, że tylko oni rozumieją Ukraińców, Białorusinów i Litwinów i oni mogą być pomostem na Wschód. Widziałam kilka takich pomostów i może dlatego, że nieszczęśnik stoi na moście – kojarzy mi się to zawsze z „Krzykiem" Muncha. A może by założyć w końcu porządny Instytut imienia Wiktora Sukiennickiego?

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA