fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zagubieni w chaosie

materiały prasowe
Pisania o tym filmie nie da się sprowadzić do prostych ocennych formułek. Trzeba go przeżyć. Przetrawić. Dostrzec w nim Polskę. Klimat polityczny. Ludzi. Coraz bardziej wyrzucaną na margines garstkę inteligentów. Sztukę. Kino. To, co dla każdego z widzów ważne. „Mowa ptaków", choć precyzyjnie nadziana cytatami z literatury i kulturowymi znakami, działa na zmysły. Wciąga. Zachwyca. Irytuje. Wzrusza. Przeraża. Nie pozostawia obojętnym.

„Dać znać, że wiem, z czego jestem, z jakiej krwi się urodziłem" – pada na początku. Scenariusz podarował synowi Andrzej Żuławski trzy dni przed śmiercią. Rzucił kartki na stół i powiedział: „Zrobisz z tym, co zechcesz". Xawery Żuławski, twórca „Chaosu" i „Wojny polsko-ruskiej", nie chciał „chodzić w butach ojca". A jednak za namową producenta Marcina Wierzchosławskiego tekst przeczytał. Wymyślił eksperyment. „Mowę ptaków" miało nakręcić czterech reżyserów. Gdy dwóch się wycofało – zrealizował go sam. I dobrze. Bo choć film składa się z epizodów, stworzył spójną całość.




Dwaj przyjaciele. Józef jest kompozytorem, choruje na trąd, bo zadał się z Wietnamką w budzie, gdzie chciał skonsumować chińską zupkę. Jego matka zadręczyła męża. „Pod koniec tylko udawał, że pracuje. Nawet ze ścieków go wyrzucili. Nie chciał kraść" – wścieka się do dzisiaj. Ale dodaje: „Za komuny było nam dobrze. Dostaliśmy mieszkanie za pochodzenie"....

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA