fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Ciężka orka z delfinem

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Może był po prostu kiepski w rachunkach? Humbert II miał co prawda swe hrabstwo z siedzibą w Grenoble, ale tryb życia jakoś nie konweniował mu z przychodami. Nie żeby na hulanki wydawał, nawet nie, on ambicje miał większe. Ot, tu jakiś klasztor, a tam katedrę ufundował, podrzucił jeszcze parę groszy na wyprawę krzyżową, co w XIV wieku było wciąż modnym hobby, a z resztek sponsorował pisarzy i malarzy, bo ci zawsze bez grosza przy duszy, a kobiety kosztowne. No i się Humbertowi nie spinało.

Z kolei sąsiad, król Francji Filip VI, miał akurat nawis inflacyjny, bo z Brukseli dotację dostał. No, nie do końca dostał, sam ją sobie wziął, osadzając we Flandrii koleżkę, ale to szczegóły. Filipowi warto dwa zdania poświęcić, bo to pierwszy z Walezjuszy, którzy Francją rządzili, a nami rządzić nie chcieli. Filip, jak mówią, był taki bardziej puszczalski, co skończyło się dla niego marnie, bo zszedł na chorobę weneryczną. Żona była niepuszczalska, dlatego nie zeszła na trypra, tylko na dżumę. Joanna Kulawa, tak ją nazywano, była przy tym znacznie bystrzejsza od Walezego, więc to ona tak naprawdę rządziła krajem, za to na mężulka mówiono „kulawy król". Taka rodzinka.

W każdym razie Humbert, ten, co mu kasy nieustannie brakowało, postanowił opchnąć swoje księstwo, a Filip VI je kupił. Żeby się skarbówka nie przyczepiła, kupił to na słupa, czytaj: na syna. A że hrabstwo nazywało się Hrabstwem Delfinatu, to i na synalka zaczęto mówić d...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA