fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Blitzkieg króla Karola Gustawa

„Wspaniałość i duma monarsza” plus podwójny podbródek. Karol Gustaw u szczytu sławy, ale malarz podbródka wolał zachować anonimowość
Wikipedia
We wrześniu 1939 roku świat był zdumiony tempem, w jakim armia Hitlera podbijała Rzeczpospolitą. Kiedy 360 lat temu podobny blitzkrieg zafundowali nam Szwedzi, nikt się specjalnie nie dziwił.

Tytulatura Karola X Gustawa zaczynała się od słów: „król Szwedów, Gotów i Wandalów". Nasi sąsiedzi bardzo cenili sobie pokrewieństwo z barbarzyńskimi pogromcami Imperium Rzymskiego. W 1431 roku na soborze w Bazylei biskup Växiö użył tego argumentu, domagając się dla siebie godnego miejsca na sali obrad. Oburzyło to jego hiszpańskiego kolegę, który oświadczył, że najdzielniejsi Goci osiedlili się na Półwyspie Iberyjskim, zaś na północy pozostali sami tchórze i niedołęgi, i to ich potomkami są obecni Skandynawowie. Nie mają więc prawa domagać się żadnych przywilejów.

Dwa wieki później nikt już nie śmiał zarzucać Szwedom braku odwagi. Stali się postrachem Europy. Wojna była ich sposobem na życie. Dyplomaci mocarstw wychodzili ze skóry, by furię nowożytnych Wandalów skierować w pożądanym przez siebie kierunku. Ale oni mieli własny plan: chcieli uczynić z Bałtyku szwedzkie jezioro.

Kim był władca, który przebywał w Polsce niecałe dwa lata, ale szkód narobił tyle, że pamiętane są przez trzy wieki? Oddajmy głos Henrykowi Sienkiewiczowi. „Oblicze jego zwiastowało nadzwyczajnego człowieka, jednego z takich, którzy chodząc po ziemi, krew z niej wyciskają. Była w nim wspaniałość i duma monarsza, i siła lwia, i lotność geniuszu, jeno, choć uśmiech łaskawy nie schodził mu nigdy z ust, nie było owej dobroci serca, która takim łagodnym światłem oświeca od wewnątrz lica jak lampka wstawiona w środek alabastrowej urny". Charakterystyka zaiste frapująca, lecz pisarz na główne czarne charaktery upatrzył sobie Janusza i Bogusława Radziwiłłów. Szwedzki król, którego wpływ na rozwój wypadków był przecież o wiele większy, jest w „Potopie" postacią epizodyczną.

W 1696 roku w Norymberdze ukazał się siedmioksiąg „O czynach Karola Gustawa" pióra Samuela von Pufendorfa. Autor, wybitny prawnik i filozof, korzystał z dokumentów i relacji jeszcze żyjących świadków. Dzisiejsi historycy wysoko oceniają jego pracę. Pufendorf, oficjalny dziejopis Królestwa Szwecji, potrafił zachować obiektywizm. Pisał o królu: „był władcą wielkiego ducha, wielce doświadczonym w sztuce wojennej i prawdziwym piorunem wojny", lecz nie zachwycał się jego agresywną, mierzącą siły na zamiary polityką.

Karol Gustaw potrafił być uprzejmy, a nawet czarujący.  Rachunki zawsze płacił w terminie, co w przypadku XVII-wiecznych monarchów bynajmniej nie było regułą. Nawet wrogowie doceniali jego organizacyjny talent.  „Czynny bez wypoczynku, jakby się po to urodził, żeby pracować (...). Sam wszystkie sprawy załatwia, rzadko zdania senatorów i generałów zasięga" – raportował cesarski dyplomata Franz Paul de Lisola. „Był to władca dumny i poszukujący chwały" – podkreślał ambasador francuski Hugues de Terlon, który znał go bodaj najlepiej.

Klasę przeciwnika doceniali również Polacy. „Wojennik wielki i szczęśliwy" – napisał o królu Jan Chryzostom Pasek. W ówczesnej literaturze Szwed często odgrywał rolę bicza bożego zesłanego na szlachtę za jej grzechy. Bywał też bohaterem satyrycznych utworów.  W  „Lamentowanej dumie Karola Gustawa", kolportowanej szeroko w czasach potopu, występował jako „król bezbożny", który „wywarł na Polskę animusz przeklęty".

W poczekalni sławy

Ludwik Kubala w swych „Szkicach historycznych" (które natchnęły Sienkiewicza do napisania Trylogii) przedstawił iście demoniczny wizerunek pogromcy Sarmatów . „Dusza czarna, okrutna, przebiegła i zawzięta, z żelazną nieugiętą wolą – silny jak śmierć". Wielki wódz, lecz kłamca i obłudnik, na równi lekceważący wrogów i przyjaciół. Szwedzcy autorzy twierdzą, że Karol Gustaw miał w sobie coś z lunatyka. Sven Stolpe nazywa go „lubującym się w pijatykach gromowładcą". Ingvar Andersson porównuje polskie kampanie króla do powieści awanturniczej. Zarzuca mu nieobliczalność i nadmierną skłonność do ryzyka. Najcięższą artylerię wytacza Peter Englund: wytyka władcy brak jakichkolwiek zasad. Powtarza za Terlonem, że kochał wojnę znacznie bardziej niż swój kraj.

Karol Gustaw był Szwedem tylko po kądzieli. Jego ojciec wywodził się z bocznej, podupadłej linii Wittelsbachów. Dumny tytuł palatyna sprowadzał się w tym wypadku do posiadania alzackiego miasteczka, kilku wsi i dwóch zamków. Państwo młodzi już po kilku latach musieli opuścić miniaturowe państewko zajęte przez wojska Ligi Katolickiej i powędrować na północ.

W Sztokholmie nie lubiano skąpego i pyszałkowatego Niemca, lecz jego syn urodzony w zamku Nyköping uważany był już za swojaka. Młody Karol Gustaw lubił taniec, fechtunek i jazdę konną. Książki, z wyjątkiem dzieł traktujących o wielkich czynach starożytnych wodzów, raczej go nudziły. Zmieniło się to, gdy chłopcem zainteresował się Axel Oxenstierna. Wszechwładny kanclerz zmienił program nauczania, zaordynował intensywny kurs wiedzy o sprawach państwowych i osobiście egzaminował palatyna. Edukacji 16-latka miały dopełnić zagraniczne wojaże.

Karol Gustaw, podejmowany w Anglii, Francji i Niemczech niczym udzielny władca, nabrał przekonania, że czeka go wielka przyszłość. Jakież było jego rozczarowanie, gdy po powrocie odkrył, że królowa Krystyna ani myśli oddać mu swej ręki i korony. „Była cztery lata starsza od niego, a kuzyn, brzydki, mały, nieforemny, był pośmiewiskiem na jej świetnym dworze, pełnym uczonych ludzi i urodziwych kawalerów"  – komentował złośliwie Ludwik Kubala.

Odtrącony palatyn wpadł w czarną  rozpacz. „Muszę przemierzyć cały świat jako zagubiona istota ludzka, przyjmować swoje szczęście i nieszczęście z taką  samą cierpliwością" – żalił się  w jednym z listów. Zabijał czas, polując, grając w karty i nurzając się w rozpuście. W krótkim czasie dorobił się piątki nieślubnych dzieci (pewnie było ich więcej, ale potomków spłodzonych z chłopkami nikt nie odnotowywał). Nałogi i kompulsywne obżarstwo zmieniły wygląd Karola Gustawa. Nalana twarz, podwójny podbródek, obwisłe policzki  – takim przeszedł do historii. Zmarnowane lata odcisnęły także piętno na usposobieniu przyszłego króla. Zmienność nastrojów i ataki melancholii miały mu towarzyszyć już do końca życia, choć z czasem nauczył się maskować.

W 1642 roku kanclerz wreszcie pozwolił palatynowi dołączyć do stacjonującej w Niemczech armii. Żołnierskiego fachu Karol Gustaw uczył się  od najlepszych, z marszałkiem Lenartem Torstenssonem na czele.  Chrzest bojowy przeszedł w zwycięskiej bitwie pod Lipskiem. Pocisk artyleryjski zabił jego konia, lecz palatyn był wniebowzięty. Wreszcie odnalazł swoje powołanie.

Królowa doceniła odwagę i niespożytą energię kuzyna. Pod koniec wojny trzydziestoletniej dostał nominację na generalissimusa. Wiedząc o zawarciu pokoju, próbował jeszcze rzutem na taśmę zdobyć i splądrować czeską Pragę. Potem liznął nieco dyplomacji, choć złośliwi twierdzili, że szwedzka sztuka negocjowania sprowadza się do szantażu i pogróżek. Do Sztokholmu docierały wieści o hulankach palatyna. Krystyna zażądała więc, by się ustatkował i ożenił. Charakterystyczne, że ze wszystkich kandydatek Karol Gustaw wybrał najmłodszą, 16-letnią córkę księcia Holsztynu. Był już wtedy oficjalnym następcą tronu, nikt jednak nie wierzył, że przeżyje kuzynkę.

Utrącić róg bestii

Wiosną 1651 roku palatyn w trybie nagłym został wezwany do Uppsali. Krystyna oznajmiła mu, że zamierza abdykować.  Potem jednak, jak to kobieta, zmieniła zdanie. Karol Gustaw musiał poczekać na koronę jeszcze trzy lata. Królowa wyjechała z kraju i oficjalnie przeszła na katolicyzm, co eliminowało ją ze szwedzkiej polityki.

Nowy król był przekonany, że władza pochodzi od Boga, a monarchia jest najlepszym z ustrojów. Panowanie zaczął od reform, nie tyle z przekonania, ile z musu. Finanse państwa były w rozpaczliwym stanie. Karol Gustaw zaczął od oszczędności. Rozpędził wystawny dwór poprzedniczki i doprowadził do egzekucji dóbr państwowych przejętych przez magnatów (co nie udało się nad Wisłą). Marzyła mu się wojna, więc potrzebował bardzo dużo pieniędzy.

O tym, że celem ataku będzie Rzeczpospolita, ćwierkały wszystkie wróble w Sztokholmie. Krystyna, rzekoma pacyfistka, już w 1648 roku, widząc, że szlachta nie radzi sobie z tłumieniem kozackiego powstania, kazała przygotować  plan inwazji na południowego sąsiada. Pretensje dynastyczne polskich Wazów dostarczały wygodnego pretekstu. Emisariusz Jana Kazimierza omal nie został zlinczowany, gdy najpierw publicznie zakwestionował prawo Karola Gustawa do tronu, a potem z głupia frant zaproponował mu sojusz przeciw Moskalom. Była to chyba najbardziej idiotyczna misja dyplomatyczna epoki.

W Warszawie pocieszano się, że rozejm ze Szwecją skończy się dopiero za sześć lat.  Agenci Karola Gustawa donosili tymczasem o rozpaczliwym stanie Rzeczypospolitej. Król dowiedział się, że „Polacy odrzucają dobre rady, każdy żyje wedle swojego kaprysu i nie chce podlegać nikomu". Gdy w Europie gruchnęła wieść, że Rosjanie zdobyli Smoleńsk, uznał, że dalsza zwłoka zaszkodzi szwedzkim interesom. Z masy upadłościowej, w jaką zamieniała się Rzeczpospolita, chciał wykroić dla siebie co najmniej Gdańsk i Prusy.

Cromwell apelował z Londynu, by „utrącić róg katolickiej bestii", ale hasło walki o wiarę nie przemawiało do Karola Gustawa. Rwał się  do boju, bo miał już 33 lata – tyle co Aleksander Macedoński, gdy umierał – a niczego wielkiego jeszcze nie dokonał.

Szwedzi przewyższali Polaków organizacją, uzbrojeniem, wyszkoleniem i jakością dowodzenia. Siły inwazyjne nie były imponujące: 34 tysiące żołnierzy podzielonych na trzy korpusy. Napotkały jednak tylko symboliczny opór. Szlacheckie pospolite ruszenie nie umiało i nie chciało walczyć, a zaciężni – wykrwawieni w bojach na Ukrainie – domagali się wypłaty zaległego żołdu. Piętą achillesową armii koronnej były piechota i artyleria. Szwankowała też dyscyplina na polu walki. Zmasowany ogień szwedzkich muszkietów wywoływał panikę. W dodatku wróg zaatakował nie tam, gdzie się go spodziewano. Jeden korpus przekroczył granicę w Wielkopolsce, drugi na Litwie.

Dziwnym trafem obronę tych ziem powierzono ludziom, którzy od lat chcieli zdetronizować Jana Kazimierza. Można od biedy uznać, że hetman Janusz Radziwiłł, mający na karku Moskali, a za plecami płonące Wilno, korząc się przed Szwedami, wybrał mniejsze zło. Ale cóż powiedzieć o Krzysztofie Opalińskim, słowem chłoszczącym szlachtę za brak patriotyzmu, który wywiesił białą flagę i osobiście zaprowadził najeźdźców do Poznania? Jak to obrazowo określił Englund: „drzwi do Królestwa Polskiego wyleciały z zawiasów od jednego kopnięcia".

Na wieść o kapitulacji pod Ujściem Karol Gustaw zakazał Wittenbergowi dalszego marszu w głąb kraju, nie po raz pierwszy i ostatni dając powód do podejrzeń, że jest zazdrosny o cudzą sławę.  Sam na czele 3 tysięcy żołnierzy ruszył na Warszawę i zajął ją  z marszu. Nie miał ze sobą armat, ale znalazł je – porzucone – w stolicy.

W 1605 roku król szwedzki Karol IX czmychał jak zając z pola bitwy pod Kircholmem, ścigany przez polską husarię. Pół wieku później spanikowany władca Rzeczypospolitej uchylał się od decydującego starcia. Dopiero 16 września pod Opocznem kuzyni stanęli oko w oko. Stoczyli dziwną batalię, godną tej dziwnej wojny. Słynna polska kawaleria została przetrzebiona salwami szwedzkiej artylerii, zaś pospolitacy zwyczajnie dali drapaka. „Szczęśliwe zwycięstwo bez stoczenia bitwy" – komentował Karol Gustaw.

Rozsądek podpowiadał, by zawrócić i podbić najbogatszą, nadbałtycką część Rzeczypospolitej. Król nie oparł się  jednak pokusie i ruszył w stronę Krakowa. Miał naturę hazardzisty i z tego powodu historycy wojskowości odmawiają mu miana stratega. Dowiedziawszy się, że na odsiecz miastu idzie armia koronna dowodzona przez hetmanów, niewiele myśląc, wyszedł jej naprzeciw. Pod Wojniczem bez większego wysiłku rozpędził Polaków. Nawet husaria podała tyły. Załamany Jan Kazimierz uciekł na cesarski Śląsk. Kraków skapitulował.

Zwycięzca dawał popisy gry symbolami. Zwiedził katedrę wawelską z odkrytą głową. Okazywał szacunek katolickim księżom, obiecywał opiekę Żydom oraz innowiercom. Tym, którzy przyjmowali szwedzką protekcję, kazał rozdawać salwagwardie, czyli pisemne gwarancje bezpieczeństwa i nietykalności dóbr. Kwarcianym przyrzekł wypłacić zaległy żołd, co przełamało ostatnie opory. Pokonane wojsko złożyło mu przysięgę na wierność. Stefanowi Czarnieckiemu, który odmówił wstąpienia na szwedzką służbę, dał w prezencie wspaniałego rumaka.

Herbowi wrócili do domów, pocieszając się, że „fundament ojczyzny", czyli szlacheckie przywileje, zostanie zachowany. Zmieni się tylko osoba panującego. Poeta Samuel Twardowski popełnił panegiryk, w którym dał wyraz powszechnie panującemu oczekiwaniu, że Karol Gustaw pogoni kota Moskalom i „kozacką swawolę ukróci". Ostatniego dnia listopada w Warszawie miał się odbyć sejm, który przyklepałby zmianę na tronie.

Gustavus okrutny

Najemnicy idą na wojnę, żeby się obłowić, ale na początku Karol Gustaw trzymał swych żołdaków krótko. Winnych samowolnych rabunków i gwałtów publicznie wieszano. Maska dobrotliwego władcy spadła, gdy najeźdźcy napotkali opór. W Wielkopolsce, która została zajęta jako pierwsza, partyzanci pojawili się już w październiku. Ich ofiarą padł szwagier króla, landgraf heski. Karol Gustaw potwierdził wtedy prawdziwość opinii poety i dziejopisa Wespazjana Kochowskiego, że jest „równie porywczy w działaniu jak w swych uczuciach". Wysłał do Kościana karną  ekspedycję zakończoną egzekucją 300 mieszczan i 40 szlachciców oraz puszczeniem miasta z dymem. Brutalny odwet spowodował rzecz jasna skutki przeciwne do zamierzonych.

Szwedowi miało prawo zakręcić się w głowie od sukcesów. Chmielnicki proponował mu wspólną wyprawę  na Konstantynopol. Cromwell życzył opanowania terenów aż po Morze Kaspijskie. Ale „zbyt wielkie powodzenie rzadko jest trwałe" – jak zatytułował jeden z rozdziałów swego dzieła Pufendorf.  Przejęte dochody Rzeczypospolitej (podatki, cła, akcyzy) okazały się  mizerne. Nie było wyjścia – król i jego generałowie musieli utrzymywać armię kosztem podbitego kraju, nakładać kontrybucje  i konfiskować majątki.

Próba położenia łapy na bogactwach klasztoru jasnogórskiego została przez polską opinię publiczną zinterpretowana jako zamach na wiarę. O tym, że unia protestanckiej Szwecji z państwem, którego elity były niemal w 100 procentach katolickie, nie ma racji bytu, wiadomo było już od czasów Zygmunta III Wazy. Karol Gustaw dobrze wiedział, ile są warte wymuszone deklaracje lojalności. Nie przewidział jednak, że jego szczęśliwa gwiazda zacznie przygasać.

Gdańsk odmówił otwarcia bram. Wyprawa na Lwów  omal nie zakończyła się katastrofą. Wiosną 1656 roku król w ostatniej chwili wymknął się z pułapki, którą zastawili na niego Polacy w widłach Wisły i Sanu. Podczas odwrotu stracił więcej ludzi niż we wszystkich dotychczasowych bitwach. „Szwedów szukających żywności i zdobyczy pomordowali dzicy i okrutni wieśniacy, nie oszczędzając nawet tych, którzy dla wyczerpania i choroby musieli zostać w tyle" (Pufendorf). Król wciąż był niezwyciężony, ale szlachta widziała w nim już tylko obcego najeźdźcę.

W trzydniowej bitwie warszawskiej Karol Gustaw odniósł pyrrusowe zwycięstwo. Zbyt słaby, by ścigać pobitego Jana Kazimierza, wyżył się na ludności cywilnej. Podczas pierwszego pobytu w polskiej stolicy Szwedzi nie ukradli ponoć ani jednej kury. Tym razem miasto zostało rozszabrowane. W następnych tygodniach król robił wszystko, by zasłużyć na miano „herszta bandy rabusiów", jakim obdarzył go Kubala.

Grabież miała zorganizowany charakter. Do Szwecji wywożono biblioteki, dzieła sztuki, archiwa, wyposażenie pałaców i kościołów. Żołdacy splądrowali nawet groby królewskie na Wawelu. Przykład szedł z góry. Arvid Wittenberg wywiózł ze zdobytego Krakowa 50 wozów łupów, mianowany komendantem miasta Paul Würtz – 80. Widziano, jak ten dawny kompan Karola Gustawa od kieliszka osobiście zdziera srebrną blachę z trumny świętego Stanisława. Czego nowożytni Wandale nie ukradli, to zniszczyli.

Nowym sposobem na wyjście z politycznego klinczu miało być unicestwienie Rzeczypospolitej. Jej ziemie król chciał rozdzielić między Szwedów, Kozaków, Brandenburczyków, księcia Siedmiogrodu i Bogusława Radziwiłła. Sojusznicy jednak zawiedli, a wojna szarpana coraz bardziej dawała się najeźdźcom we znaki. Kolejna, czwarta, ekspedycja króla w głąb Polski nie przyniosła rozstrzygnięcia. Złorzecząc przeciwnikowi, który uchyla się od starcia, Karol Gustaw zostawiał za sobą spaloną ziemię. Pewnego razu doszło do nieporozumienia – podwładni podłożyli ogień pod jego kwaterę, zanim zdążył ją opuścić.

Przyjaciel pokoju

Monarcha uszedł z życiem, ale był zniechęcony. „Z tymi barbarzyńcami nic się nie załatwi i nigdy się ich do końca nie pobije" – narzekał w jednym z listów. Postanowił więc szukać laurów gdzie indziej.  Wojna z Danią, „odwiecznym wrogiem", spadła mu jak z nieba. Europa znów podziwiała impet szwedzkiej ofensywy oraz ekstremalny wyczyn, jakim było przejście po zamarzniętym Bałtyku do Fionii. Fryderyk III musiał oddać Szwedom szmat swego królestwa. Zwycięzca nie był jednak usatysfakcjonowany. Jego rodacy mieli już co prawda dość wojaczki, ale Karol Gustaw dysponował argumentem, którym skutecznie szachował parlament. Rozpuszczenie armii generowało większe koszty niż napadanie na sąsiadów. Ot, taki militarny paradoks.

Nowym celem miała być Brandenburgia, ale król w ostatniej chwili zmienił plany i skierował okręty w stronę Kopenhagi. Zamierzał dobić i wchłonąć Danię. Tego jednak było już za wiele dla udręczonej Europy. Do antyszwedzkiej koalicji przystąpiła nawet Holandia, której okręty starły się w Sundzie z flotą Karola Gustawa. Na odsiecz Kopenhadze przybyli także Polacy, czego pamiątką jest trzecia zwrotka naszego hymnu: o Czarnieckim, który „dla ojczyzny ratowania rzucił się przez morze".

Przyparty do muru „rozbójnik Europy" niechętnie zgodził się na negocjacje. Bez przerwy snuł jednak plany nowych kampanii. Gdy opowiadał, że ruszy do Italii „na czele potężnej armii, lądem i morzem, jak nowy Alaryk, aby raz na zawsze poddać Rzym pod władzę Gotów", słuchacze nie byli pewni: mówi serio czy żartuje. Chcąc wzmocnić swoją pozycję przetargową, wysłał oddziały do południowej Norwegii, by wykurzyły stamtąd Duńczyków. 37-letni król potrzebował nowych rekrutów, więc zwołał parlament.

I wtedy nagle dopadła go „złośliwa gorączka". Człowiek, który przedstawiał się jako wielbiciel pokoju, lecz nie umiał przestać wojować, umierał na banalne zapalenie płuc. Uszło to uwagi jego lekarza. Johann Köster zdiagnozował chorobę układu pokarmowego.

W lutym 1660 roku spełniła się przepowiednia anonimowego autora „Lamentowanej dumy", że Karol Gustaw przedwcześnie wyzionie „desperacką duszę". Panował niecałe sześć lat. Śmierć władcy nie wzbudziła wielkiego żalu. „Wielu podniosło głowy, kiedy tego łajdaka już nie było" – napisał jeden z dworzan. Köster wyjechał do Moskwy i został osobistym medykiem cara Aleksego, który dziwnym trafem również zmarł na zapalenie płuc.

Gdy po 40 latach koronę Szwedów, Gotów i Wandalów włożył wnuk Karola Gustawa, ludzie obdarzeni dobrą pamięcią musieli odczuwać déja vu. Karol XII był wielkim fanem Aleksandra Macedońskiego. Jedynie na polu bitwy czuł się prawdziwym władcą. Udało mu się pokonać i zdetronizować polskiego króla, przetrzepał skórę Duńczykom i Rosjanom. Pod Połtawą okazało się jednak, że wyczerpał swój limit szczęścia. Żywot „niepokonanego" zakończył strzał oddany prawdopodobnie ze szwedzkiego karabinu. Bóg przewrócił kartę w Księdze Dziejów.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA