Pierwszym z tych filmów była piękna „Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego, która słusznie została nagrodzona w Cannes. Drugim jest fascynujący „Eter" Krzysztofa Zanussiego, który zostanie pokazany na festiwalu w Gdyni i też powinien odnieść tam sukces. Ani Zanussi, ani Pawlikowski nie starają się na siłę opowiedzieć nam czegoś o polskiej współczesności. Nasze realia w obu filmach są raczej tłem do opowiedzenia historii uniwersalnych. Oba obrazy są w pewnym sensie kostiumowe, akcja „Zimnej wojny" toczy się w okresie stalinowskim (nastrój kostiumowości potęguje dodatkowo czarno-biała kolorystyka), „Eteru" zaś tuż przed wybuchem I wojny światowej gdzieś między wschodnimi kresami I RP a Galicją.

„Eter" jest chyba najlepszym z ostatnich filmów Zanussiego, nakręconym z pasją i rozmachem; to wielkie kino stawiające widzowi najważniejsze pytania moralne. I tak jak Pawlikowski pod pozorem historii miłosnej (opartej zresztą na doświadczeniach jego rodziców) pokazuje tragizm losu, gdy ludzkie biografie stają się igraszką wielkich wydarzeń historycznych, Zanussi rozprawia się ze złudzeniem postępu i rozwoju naukowego, które potrafi się stać niezwykle mocnym narkotykiem. Ale bohater Zanussiego, prowadzący w wojskowym szpitalu eksperymenty na ludziach, tylko tłumaczy sobie, że dąży do rozwoju nauki. Choć wydaje się mu, że jest Prometeuszem, który wydziera bogom ogień, by oświecić ludzkość, jest raczej Faustem, któremu zależy na władzy nad innymi. Postęp nauki, który staje się uzasadnieniem dla łamania wszelkich barier moralnych, w istocie ma dać narzędzia do panowania nad ludźmi. Grany przez fenomenalnego Jacka Poniedziałka lekarz wie, że rozwiązaniem jest panowanie nad ich psychiką, stąd eksperymentuje nad tym, co na początku zeszłego stulecia wydawało się kluczem do wpływu na ludzką psychikę, a więc nad tytułowym eterem, hipnozą czy elektrowstrząsami. To wszak ten sam moment, gdy w stolicy imperium, w Wiedniu, doktor Freud eksperymentował z psychoanalizą.

Ale „Eter" to nie żadne czcze moralizowanie czy publicystyka, to kino z ciekawą akcją, zaskakującymi jej zwrotami, wątkami szpiegowskimi i niespodziewanym zakończeniem (a nawet dwoma), ale chcąc być lojalnym wobec reżysera, który zaprosił mnie na specjalny pokaz jego filmu, więcej napisać nie mogę. Dość powiedzieć, że pytania, które w kostiumie sprzed pierwszej wojny stawia Zanussi, są dzisiaj chyba jeszcze bardziej aktualne niż w czasie, gdy toczyła się akcja filmu. To zresztą niezwykły paradoks, że filmowy doktor w przededniu 1914 roku, który zmienił historię świata, zapewnia swych rozmówców, że nauka przyniesie człowiekowi bogactwo i... wieczny pokój. Ale pytania o to, czy nauka stoi w sprzeczności z wiarą w Boga, czy płynąca z religii etyka może stawiać nauce jakieś wymagania lub ją ograniczać, czy wreszcie to, po co dążymy do poznania świata, to jedne z najważniejszych pytań, które powinniśmy stawiać sobie dziś – gdy projektujemy sztuczną inteligencję, gdy tworzymy Facebooki i inne narzędzia zmieniające sposób życia miliardów ludzi chyba bardziej niż jakiekolwiek inne wynalazki z przeszłości.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95