fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Taniec pijanego traktorzysty

Fotorzepa, Robert Mazurek
Są miejsca szczególne, rzadkie, cenne, drogie. Żeby je zwiedzić, wybulić trzeba niemało. Ot, Bhutan, park narodowy Krugera, Szczecinek. Ten ostatni skasował właśnie Andrzeja Dudę za to, że miasto odwiedził. I słusznie, za wizyty w cyrku trzeba płacić.

Na razie skasowano prezydenta na jakieś 6 tysięcy, lecz licznik bije, kolejni poszkodowani się zgłaszają. Ale nie dziwota, podobno Szczecinek ma zostać wpisany na listę UNESCO, a jego burmistrz w poczet zagrożonych gatunków. Nie wiem jak gatunek, ale ten egzemplarz zaiste jest szczególny. Tu drobny wtręt, bo wcześniej burmistrz Daniel Rak może zostać wpisany do rejestru skazanych, jako że ma proces. Sprawa jest tyleż błaha, co Polskę w pigułce pokazuje. Otóż urząd miasta wykombinował, że są pieniądze z urzędu pracy na naukę angielskiego dla seniorów. A skoro są, to szkoda, żeby się tak głupio zmarnowały, prawda? Ich wydawaniem zajął się zaufany pan inspektor z urzędu, a że akurat bratowa inspektora angielskim dysponuje, to sami państwo rozumiecie, po co było daleko szukać? Rak Daniel przeczuwał, że czeka go sława światowa, więc też postanowił się angielskiego poduczyć. A że nie senior? Może nie, ale senor już tak.

Burmistrz Szczecinka jest z PO-KO, prezydent Rzeczypospolitej z PiS, ciąg dalszy znacie. Na tym można by tę piękną historię zakończyć i pominąć, że rachunki na wyprzódki chcą różni ludzie płacić, ale jest jeszcze coś. Burmistrz zlecił mianowicie, by faktury za przyjazd prezydenta państwa wystawiła Samorządowa Agencja Promocji i Kultury. I tu, trzeba przyznać, trafione w punkt. W końcu większej promocji Szczecinek nie miał od czasu wizyty w mieście Ulryka von Jungingena.

Ale mnie to skłoniło do rozważań niewesołych. Oto urząd miejski uznaje prezydenta Rzeczypospolitej za gościa nieproszonego. Nieważne dlaczego (tu, zdaje się, chodziło o lokalny konflikt burmistrza ze starostą), dość, iż sprawa żyje swoim życiem, a Rak stanie się zapewne bohaterem antypisowskiej Polski. Świetnie, teraz się tak będziemy bawić: prezydent z PiS nie może odwiedzać Gdańska i Szczecinka, a jak wygra gość z Platformy, to na Zakopane sobie tylko z samolotu popatrzy, tak?

To oczywiście absurd, ale czy na pewno? Wojciech Sadurski chyba całkiem serio mówi, byśmy się jakoś tą Polską podzielili – PiS niech sobie weźmie co pisowskie, resztę niech zostawi ludowi oświeconemu. Podobna nuta pobrzmiewa w składanych w najlepszej wierze pomysłach Antoniego Dudka. Co prawda, jak tak dalej pójdzie, to terytorialnie się nie da tego wykroić, bo PO-KO będzie miało tylko kilka wolnych miast i Zachodniopomorskie, ale jest inny problem. Bo co z tymi, którzy się z podziałów terytorialnych wyłamują?

Znajoma Amerykanka mieszka w Waszyngtonie. Głosuje na republikanów, choć śmieje się, że nie ma to najmniejszego sensu, skoro i tak wszystkie głosy zgarniają demokraci (wybory większościowe). Od ponad 100 lat. I jak to sobie, szanowni federaliści, wyobrażacie? Jeśli mieszkam w Krośnie, to choćbym był razemitą, musiałbym dziecko do szkoły katolickiej posyłać, a patrole zakonnic wzywałyby: „Medaliki do kontroli"? A w Nowej Soli odwrotnie, jako zagorzały konfederata od Brauna miałbym w gminnej Paradzie Równości z pijanym traktorzystą tańcować?

Nie, panie i panowie, tak się nie da. Musimy na swe gęby patrzeć i w jednym kraju żyć. Nie ufamy sobie ani trochę. Andrzej Gwiazda święcie wierzy, że prezydent Dulkiewicz chciałaby miasto Niemcom oddać, do 1 września nie czekając, ona jest pewna, że Gwiazda najchętniej zamknąłby ją w więzieniu za poglądy. Nie jestem tak naiwny, bym sądził, że cokolwiek zmieni ich nastawienie. Ale jeśli miałbym szukać tego, co nas łączy (w internetach znalazłem ciekawy wywiad Marcina Fijołka z wpolityce.pl z Marcinem Mellerem z TVN), to szukałbym odwrotnie niż oni, nie spraw wielkich, lecz drobnych.

Nie mówmy więc o imponderabiliach. Niechaj platformerska matematyczka z pisowskim matematykiem siądą i pomyślą wspólnie, jak smarkaterię matmy nauczyć. Tu nie ma sporu o listę lektur, a pierwiastki nie dzielą się na katolickie i świeckie, będzie łatwiej. Uda się. Tak samo jak udałoby się przyrodnikom, nie wariatom z obu stron, ustalić, czy ciąć te cholerne sosny w Puszczy Białowieskiej, czy nie. Niespodziewanie okazałoby się, że to drugie też człowiek i coś jednak można. Do tego trzeba tak niewiele. Ot, odrobiny rozumu na co dzień.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA