fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tomasz Terlikowski: Czy dawcy spermy to ojcowie

Fotorzepa, Rafał Guz
To, że coś jest możliwe, nie oznacza jeszcze, że jest moralnie dopuszczalne albo nawet rozsądne. Techniczna możliwość nie oznacza moralnej dopuszczalności, a do tego nie każda emocja czy potrzeba ludzka może i powinna być zaspokajana. I niestety doskonałym tego przykładem są kwestie związane z zapłodnieniem (szczególnie heterogenicznym) in vitro. Kolejne wyroki, historie pokazują, że jego dopuszczenie rodzi gigantyczne problemy.

Jakie? Ot choćby takie, czy jedno dziecko może mieć prawnie troje rodziców. Czy dawca spermy jest, może być, a nawet powinien być prawnym ojcem dziecka, które poczęto z jego nasienia. I nie są to moje – konserwatysty z przekonań, a do tego katotaliba – pytania, lecz takie, które zadają sobie także najzupełniej liberalni komentatorzy z Australii, gdy Sąd Najwyższy orzekł – w sprawie Masson kontra Parsons i Ors – że dawca spermy jest w sensie prawnym ojcem córki pary lesbijskiej.

Tak, wiem, że sprawa już z samego tego opisu wygląda dziwnie, a staje się jeszcze dziwniejsza, gdy wczytamy się w jej szczegóły. Wszystko zaczyna się w roku 2006, gdy mężczyzna zgodził się zostać dawcą nasienia koniecznego do sztucznego zapłodnienia zaprzyjaźnionej z nim lesbijki. Masson został wpisany w akt urodzenia jako ojciec i odgrywał istotną rolę w życiu dziewczynki oraz jej siostry, które nazywały go tatusiem. Sytuacja ta trwała aż do roku 2015, gdy Parsons „ożeniła się" z k...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA