Profesor politologii Marek Migalski oraz neurobiologii Marek Kaczmarzyk postanowili opisać najnowsze odkrycia dotyczące ewolucji człowieka i pokazać, jaki to ma wpływ na uprawianie polityki. W książce „Homo Politicus Sapiens" opisują rozwój naszego gatunku i zwracają uwagę na cechy, które najmocniej wpływają na nasze życie zbiorowe. Pokazują, że ewolucja nauczyła nas przede wszystkim polegać na emocjach, nie zaś na racjonalnym osądzie, choćbyśmy bardzo tego nie chcieli przyznać. Nasz umysł, rejestrując rzeczywistość, kieruje się światopoglądem. Poznanie jest bowiem – jak zauważają badacze – procesem filtrowania zewnętrznych bodźców przez pryzmat naszych doświadczeń, wizji świata itd.




Przez tysiąclecia ewolucji ludzki umysł uczył się poznawać rzeczywistość w grupie, nigdy w samotności. Rozwój mózgu, języka, kultury miał zwiększyć możliwość przeżycia naszego gatunku. Z natury więc lubimy przynależeć do grupy, dzielić świat na swoich i obcych, z natury mamy skłonność do przykładania dużej wagi do informacji, plotek, nawet fake newsów, bo nasz mózg rozwinął się właśnie – w porównaniu z innymi gatunkami – dzięki temu, że żyliśmy w grupie. Naszą podstawową rzeczywistością jest inny człowiek, twarz ludzka to w końcu jeden z pierwszych obrazów, które rejestruje mózg noworodka już po kilku dniach. By funkcjonować w grupie, musieliśmy też rozwinąć zdolność empatii, czyli wyobrażania sobie uczuć, które pojawiają się u innych. To wszystko ma kolosalny wpływ na politykę. Wbrew sentymentalnym marzycielom uważającym liberalną demokrację za wzór, nasze wybory wcale nie są całkowicie racjonalne. Jesteśmy gotowi postawić – zupełnie jak nasi praprzodkowie polujący na mamuty – na tę jednostkę w stadzie, która ma największe zdolności przewodzenia, największą charyzmę, zdolności do wczuwania się w emocje innych, ale też manipulowania innymi. W skomplikowanym i niezrozumiałym świecie największe szanse ma nie ten, kto przedstawi najsilniejsze racjonalne argumenty, ale ten, kto przedstawi narrację, która da nam poczucie bezpieczeństwa. A więc wygra ten, kto tak zdefiniuje świat, by najlepiej rozpoznać nasze lęki i niepokoje, i zaproponuje taki sposób walki z przeciwnościami, który da nam maksymalne poczucie bezpieczeństwa.

Niestety, książka kończy się w najciekawszym miejscu. Badacze zarysowują zmiany, jakie dla polityki w świecie neuronauki przynosi internet, ale tu kończą. A przecież tym, co w naszych czasach jest niezwykłe, są właśnie media społecznościowe. To one znacznie lepiej rozpoznały naszą naturę, czyli to, kim jesteśmy jako gatunek, niż tradycyjna kultura.

Media społecznościowe to świat, gdzie kierujemy się najpierw emocjami, a potem dopiero racjonalnym osądem. Wpierw kierujemy się poczuciem przynależności do grupy, a później merytoryką. Nasza grupolubność sprawia, że chętniej zignorujemy niewygodne dla naszego światopoglądu fakty, niż porzucimy wygodę, jaką nam daje przynależność do grupy o pewnych poglądach. Największe serwisy, gromadząc setki milionów użytkowników, więcej wiedzą o tym, kim człowiek jest naprawdę, niż znane nam systemy etyczne, filozoficzne czy religijne. Wiec jeśli miałbym jakiś żal do książki Migalskiego i Kaczmarzyka, to właśnie o to, że kończą swą książkę w miejscu, które dla badacza współczesności jest najbardziej interesujące.