Plus Minus

o. Maciej Zięba: Alfie Evans, ofiara wojny racjonalizmu zamkniętego i otwartego

Konfrontacja racjonalizmu zamkniętego, opartego na nauce, z racjonalizmem otwartym, dopuszczającym trancendencję, może stać się przyczyną kolejnych ludzkich tragedii i konfliktów społecznych. Na zdjęciu członkowie włoskiej organizacji Comitato Articolo 26 modlą się na placu św. Piotra w Watykanie za Alfiego Evansa.
AFP, Alberto Pizzoli
Śmiertelnie chory chłopczyk z Liverpoolu znalazł się w samym centrum kluczowego dla naszej cywilizacji sporu. Jednak medialna otoczka sprowadziła prawdziwy dramat do poziomu tragicznej groteski.

Drogi czytelniku, lub – jeszcze lepiej – droga czytelniczko: przypomnij sobie jasne, promienne, pełne radości oczy twego dziecka" – pisał w eseju „The Principle of Objectivation" (z ang. – „Reguła obiektywizacji") jeden z najbardziej przenikliwych umysłów naszej epoki, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Erwin Schrödinger – Niech ci potem fizycy powiedzą, że w obiektywnej rzeczywistości nic nie emanuje z tych oczu... W 'rzeczywistości'! Co za dziwaczna rzeczywistość! Wydaje się, że zaginęło w niej coś ważnego".

W ten prosty sposób, przed 60 laty, rozważając problemy świadomości i materii, jeden z twórców mechaniki kwantowej ujmował napięcie pomiędzy dwoma różnymi sposobami myślenia i wrażliwości istniejące w umysłach współczesnych ludzi.

Dwa racjonalizmy

Pierwszy z nich nazwałbym „racjonalizmem zamkniętym", który uznaje za prawdziwe jedynie naukowe wyjaśnienia rzeczywistości. Cała reszta ludzkich doznań i wytworów – wedle jego wyznawców – jest w mniejszym lub większym stopniu realizacją genetycznego kodu i jego ludzkiego wytworu – kultury.

Nazywam ten racjonalizm „zamkniętym", używając tego słowa opisowo, a nie wartościująco. Z definicji jest on bowiem zamknięty na transcendencję, która – wedle tego sposobu myślenia – może być co najwyżej stanem psychicznym odczuwanym przez ludzi, ale nie ma desygnatu w rzeczywistości. Jest on też zamknięty na istnienie głębszych więzi międzyludzkich. Relacja matki i dziecka jest dla niego emanacją biologicznej więzi samicy z potomstwem, a relacje między dorosłymi – rodzajem zawieranego między nimi kontraktu, który ma swą ważność tylko wtedy, gdy transakcja przynosi obopólne korzyści.

Przeciwnikiem „racjonalizmu zamkniętego" nie jest jednak – jak uważają jego zwolennicy – irracjonalizm.

Ułatwiają sobie oni w ten sposób życie, nazywając w ten sposób wszystkie odmienne poglądy. Owszem, istnieje w naszym świecie prawdziwy irracjonalizm, rozumiany jako odrzucenie rozumowego poznawania rzeczywistości, a więc – z definicji – zamknięty na racjonalną debatę. Jest on zawsze niebezpieczny i szkodliwy, a jeśli jest rozpowszechniony w zbiorowości, to prowadzi wręcz do szaleństwa. Historia aż nadto konkretnie i wielokrotnie potwierdziła prawdziwość słów Francisca de Goi: „gdy rozum śpi, budzą się upiory".

Prawdziwym przeciwnikiem „racjonalizmu zamkniętego" jest „racjonalizm otwarty", który z irracjonalizmem nie ma nic wspólnego. Ta forma racjonalizmu szanuje wszelkie osiągnięcia nauki, ale nie jest wobec niej bezkrytyczna, bo przecież całkowicie racjonalnie można dowieść, że mnóstwo dokonań uznanych ongiś za „naukowe" z czasem okazało się błędnych, a niekiedy zostały wręcz osiągnięte tendencyjnie dobranymi metodami, by udowodnić założoną z góry, lecz fałszywą, tezę. Ta forma racjonalizmu niezmiernie szanuje ludzki rozum jako niezrównane narzędzie poznania i opisu rzeczywistości. Ale uznaje też, że istnieją granice ściśle rozumowego dochodzenia do prawdy. Dlatego pozostaje otwarta na transcendencję – na obiektywne istnienie innych wymiarów rzeczywistości: piękna, miłości czy etyki, o których można bardzo wiele powiedzieć, używając rozumu, ale ich istnienia nie da się w sposób ściśle naukowy dowieść ani opisać.

Można bowiem całkowicie racjonalnie pokazać, że pojęcie piękna nie da się zamknąć w ściśle rozumowych kategoriach, że całkowicie racjonalna miłość przestaje już być miłością, a etyka w granicach czystego rozumu jest arbitralnym wyborem, a nie racjonalnym systemem.

Czy twierdzenie, że „Koncerty branderburskie" są jedynie sumą zapisanych nutami dźwięków wywołujących poruszenie emocjonalne u pewnej części ludzkiej populacji, jest naukowe? Natomiast przekonanie, że swoją harmonią docierają one do jakiejś niewyrażalnej inaczej części rzeczywistości, jest całkowicie irracjonalne? Czy przekonanie, że poezja Miłosza, Szymborskiej lub Brodskiego to jedynie zestaw wyrazów tak zręcznie dobranych, by podrażnić korę mózgową czytelnika i uruchomić w nim uczuciowe poruszenia, jest naukowe? Natomiast pogląd, że poezja opowiada nam taką część prawdy o człowieku i ludzkim losie, których nie sposób inaczej opowiedzieć, to zwykły irracjonalizm?

Podobnie jest z miłością. Czy pogląd, że wszelkie głębsze relacje pomiędzy ludźmi to jedynie świadoma lub nieuświadomiona erotyka, w którą wyposażyła nas natura, aby zapewnić przetrwanie gatunku, czego jednak w żaden sposób nie można dowieść, jest racjonalny, a irracjonalne jest przekonanie, że ludzie są zdolni transcendować swój egoizm, aby wzajemnie się obdarowywać? A etyka? Jak słusznie pokazał Leszek Kołakowski, równie racjonalny jak kantowski imperatyw kategoryczny, aby czynić jedynie to, co mogłoby zostać prawem powszechnym, może być pogląd, że np. pragnę, aby inni ludzie zawsze mówili prawdę, ale abym ja sam czynił to jedynie wtedy, kiedy jest to dla mnie korzystne. A prawa człowieka? Są całkowicie arbitralną konstrukcją, której rozumowo w żaden sposób wywieść się nie da, co wielokrotnie podkreślali przedstawiciele kultur odmiennych od zachodniej. Nie istnieje bowiem ani racjonalny dowód, ani też empiryczna metoda, by dowieść tak fundamentalnych zasad, jak równość kobiet oraz mężczyzn, zakaz tortur czy poszanowanie różnorakich mniejszości.

Całkowicie racjonalnie można natomiast pokazać, że „racjonalizm zamknięty" roszczący sobie prawa do monopolu na rozumność, jest równie racjonalną i równie arbitralną konstrukcją co „racjonalizm otwarty".

Starcie wizji człowieczeństwa

Te dwa podejścia do rozumności człowieka opierają się na dwóch odmiennych wizjach antropologicznych. „Racjonalizm zamknięty" pojmuje człowieka jako autonomiczną, samosterowną jednostkę, która swobodnie zarządza swym losem, wyznaje swoją prywatną moralność, a jedynym limitem jej zachowań jest naruszenie wolności innej osoby. Wspólnoty ludzkie są w takim ujęciu społecznościami transakcyjnymi, w których pojedynczych ludzi wiążą zawarte pomiędzy nimi kontrakty. W tej wizji wspólnoty takie jak rodzina, naród czy też Kościół, a także kultura, w której się wzrastało, raczej nakładają więzy, krępują indywidualność, niż rozwijają człowieka. Są dla jednostki bytami sztucznie narzuconymi przez odziedziczoną kulturę i tradycję.

Dla „racjonalizmu otwartego" natomiast człowiek jest bytem rozumnym i społecznym, obdarzonym niezbywalną godnością. Dobre relacje (miłość) są dlań niezbędne do rozwinięcia pełni swego człowieczeństwa. Społeczności, w których się rodzi, są dla niego darem dającym poczucie wspólnoty i ciągłości, ale też wyzwaniem – zmuszając do krytycznego przemyślenia ich osiągnięć i ograniczeń oraz do wyboru własnej tradycji i do budowania swojej tożsamości. Jest on istotą na wskroś racjonalną, posługującą się krytycznym myśleniem i otwartą na zmianę poglądów wobec pojawiania się nowych informacji czy wydarzeń. Dlatego jego ojcostwo czy macierzyństwo jest rozumnym wyborem, podobnie jak jego przemyślany patriotyzm czy świadoma przynależność do Kościoła. Zarazem jest też przekonany, i może to racjonalnie uzasadnić, że ani macierzyństwa, ani patriotyzmu czy chrześcijaństwa (tak samo zresztą jak „racjonalizmu zamkniętego") nie da się zamknąć w czysto racjonalnych kategoriach. Jest zatem, w odróżnieniu od „zamkniętego", który ten ważny problem stara się ignorować, świadomy swoich ograniczeń.

Jak więc widać, oba racjonalizmy generują bardzo odmienne wizje człowieka oraz ludzkiej wspólnoty. Napięcie istniejące między obiema wizjami człowieka i społeczeństwa, w realnym świecie łatwo przeradza się we wzajemną wrogość – oskarżenia o fundamentalizm i nihilizm. Zwłaszcza że obie strony mają swoich ekstremistów – irracjonalnych sojuszników, którzy kierując się nie rozumowymi, lecz ideologicznymi racjami wzmagają jeszcze ostrość tego konfliktu, nadając mu ideologiczny charakter.

„Bezmózgi" kontra „sataniści"

Ofiarą takiej właśnie konfrontacji stał się ostatnio mały Alfie Evans, którego tragiczne losy podzieliły opinię publiczną na całym świecie.

I tym razem zbyt często do głosu dochodzili ekstremiści – ideologiczni zwolennicy obu stron konfliktu. Trzeba zarazem dostrzec, że strona, która wyznaje „racjonalizm zamknięty", była tym razem mniej niż zazwyczaj obecna w mediach. Dramat małego chłopczyka rozgrywający się na oczach świata nie sprzyjał ofensywnej postawie ludzi promujących utylitaryzm i pragmatyzm. W Polsce jedynie związany z „Krytyką Polityczną" poeta wsławił się obrzydliwym wpisem o „biednym bezmózgu z Anglii", a znana profesor etyki, naginając, w typowy dla niej sposób, fakty, wykorzystała tę tragedię do prowadzenia swojej wojny z Kościołem i z PiS.

Gorzej było po tej drugiej, tradycyjnie zwanej „prawicową", stronie. Dotąd częściej będąca w defensywie, tym razem wykorzystała okazję, by na podstawie zdjęć i niesprawdzonych informacji wyciągać radykalne wnioski o torturach, eugenice i eutanazji, którym został poddany mały Alfie, a nawet, aby jego walkę o życie wykorzystać do walki z „satanizmem", „genderyzmem" i środowiskami bojowników LGTB. Natomiast wyznawcy teorii spiskowych, których ani do lewicy, ani do prawicy zaliczyć nie sposób, poczęli dowodzić, że chorobę Alfiego spowodowały szczepionki, które otrzymał jako niemowlę, a jego śmierć – seria zastrzyków z trucizną.

Taka otoczka medialna – nolens volens – sprowadzała prawdziwą tragedię śmiertelnie chorego chłopczyka oraz jego rodziców do poziomu tragicznej groteski.

Tymczasem problem Alfiego domaga się poważnej refleksji i rzetelnej społecznej debaty. Albowiem konfrontacja tych dwóch odmiennych antropologii i dwóch racjonalizmów narasta ostatnimi laty i jego ignorowanie może stać się przyczyną kolejnych ludzkich tragedii oraz coraz głębszych konfliktów w społeczeństwach Zachodu.

Przyglądając się przypadkowi Alfiego Evansa, można starać się zrozumieć stanowisko lekarzy ze szpitala w Liverpoolu. Jeżeli – w ich ocenie – można było nieskończenie długo podtrzymywać pacjenta w stanie wegetatywnym za pomocą aparatury, ale był on niezdolny do samodzielnego życia, to działanie takie nosi znamiona uporczywej terapii i można było rozważać odłączenie aparatury. Także konsekwentne pozostawianie – w takiej sytuacji – wyłączności decyzji rodzinie chorego zapełniłoby wkrótce szpitale osobami w stanie terminalnym.

Jednakże, gdy przedstawiciele szpitala publicznie twierdzą, że podtrzymywanie terapii Alfiego jest „niedobre i nieludzkie" oraz że „nie leży ono w najlepiej pojętym interesie Alfiego", to z pewnością nie tylko wykraczają poza swoje kompetencje, ale i ukazują stronniczość swojego podejścia do pacjenta.

Jeszcze łatwiej można zrozumieć stanowisko rodziców kochających swoje dziecko, że zarówno dla nich, jak i dla ich synka, każda chwila bycia razem ma kosmiczną wartość, a argument „że i tak umrze", nie tylko nie ma dla nich żadnego znaczenia, lecz jest także haniebny. Można też całkowicie racjonalnie rozumieć ich głęboką nieufność wobec szpitala, który nie tak dawno był zamieszany w aferę pobierania bez zgody rodziców organów zmarłych niemowląt, a także dysponowania nimi, a niekiedy nawet handlowania. Publicznie – także na gruncie „racjonalizmu zamkniętego" – uznano takie zachowania Alder Hey Hospital za głęboko nieetyczne.

Owszem, można by się starać zrozumieć decyzję brytyjskich sądów o przerwaniu terapii zmuszonych do rozstrzygania racji rodziców i szpitala, gdyby nie późniejszy pełen hipokryzji zakaz przewiezienia Alfiego samolotem medycznym, udostępnionym przez włoskie Ministerstwo Obrony, do Włoch, gdzie – na prośbę papieża Franciszka – czekała na niego profesjonalna ekipa lekarzy. Ten fakt jawnie pokazuje, że sądy stały się stroną w tym sporze.

W takim kontekście trudno też nie mieć wątpliwości wobec opinii lekarzy, którzy na słowa rodziców, że Alfie reaguje na ich obecność, mruga oczyma i się leciutko uśmiecha, replikowali, że są to jedynie bezwarunkowe odruchy powstające w wyniku dotknięcia.

Starając się rozumieć racje sądów i lekarzy (w tego typu sytuacjach argumenty lekarzy trzeba brać bardzo poważnie, pamiętając zarazem, że wszelkie prognostyki medyczne mogą być obarczone sporym błędem), można racjonalnie pokazać, że reprezentują one postawę „racjonalizmu zamkniętego" i „antropologii zamkniętej".

Mam też całkowicie rozumnie uargumentowane przekonanie, że papież Franciszek, prezydent Duda, rząd włoski i wiele środowisk na całym świecie, najliczniej we Włoszech i w Polsce, opowiedziało się po stronie „racjonalizmu otwartego". Powiem więcej – po stronie humanizmu.

Co widać w oczach dziecka?

Piszę o tym dlatego, że ten fundamentalny konflikt cywilizacyjny wzmaga się na naszych oczach. Przedstawiciele „racjonalizmu zamkniętego" nie są skłonni do rozważenia innych racji, bo wszelkie odmienne poglądy uważają za irracjonalne, a to, co rozumne – z definicji – nie jest w stanie dyskutować z nierozumnym. Z drugiej strony przedstawiciele „cywilizacji życia" nie mogą debatować z przedstawicielami „cywilizacji śmierci" (zapominając, że zarówno dla autora idei „cywilizacji życia", Pawła VI, jak i dla Jana Pawła II, który – co znamienne – mówi o „kulturze życia" i „kulturze śmierci", nie istnieją zewnętrzne granice obu tych cywilizacji). Ich decyzja ma podłoże etyczne – dobro nie może dialogować ze złem.

Chodzi tu jednak o konkretny los konkretnych ludzi, o ich konkretne tragedie, o sprawy ludzkiego życia oraz śmierci. Dlatego, w ramach demokratycznego państwa prawa, należy niestrudzenie dążyć do poprawy sytuacji, w której się znajdują – bronić ich prawa do leczenia, troskliwej opieki i do godnej śmierci. Z tego więc powodu przedstawiciele obu racjonalizmów nie powinni unikać publicznej debaty nad etyką, nad możliwościami służby zdrowia, nad prawodawstwem i edukacją czy nad relacjami rodzina–państwo.

Nie kryję, że postawa „racjonalizmu otwartego" jest dla mnie bardziej racjonalna od „zamkniętego", ale takie przekonanie trzeba przekuć na prace naukowe, szkolenia medyczne, korekty systemu prawnego, na wiarygodne świadectwo chrześcijan oraz różne szczeble edukacji. Bez tego „racjonalizm zamknięty" będzie nadal dominował w mediach i instytucjach Zachodu. A takie dramatyczne sytuacje, jak małego Alfiego, będą się powtarzały bez końca. Pokazuje to choćby relacja Macieja Karczyńskiego, wieloletniego rzecznika policji i ABW, którego sześcioletni synek był nieuleczalnie chory. Wbrew wielokrotnym naciskom lekarzy na przerwanie terapii „nigdy nie pozwoliliśmy na odłączenie go, mimo braku szans na leczenie według lekarzy. Żył dłużej, a umarł, jakby zasnął – mówił tato małego Marcela chorującego na rzadką chorobę genetyczną. – „Słyszałem, że lepsze dla dziecka jest to, żeby odeszło, niż cierpiało, ale gdy patrzyłem w oczy syna, mówiły: »Nie zabijaj mnie, tato«".

Bądźmy rozumni – powiedzą na to zwolennicy „racjonalizmu zamkniętego" – przecież w rzeczywistości nic nie emanuje z tych oczu.

W rzeczywistości! Co za straszna rzeczywistość! Wydaje się, że zaginęło w niej coś niezmiernie ważnego.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL